Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 832 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Niech pozytywna moc będzie z Wami!

niedziela, 07 lutego 2016 13:38

 

Niech pozytywna moc będzie

z Wami!

 

 

Dawno nie zaglądałam tutaj. Dzisiaj zaglądnęłam i widzę, że wiele Trolli się tu w międzyczasie zagnieździło. Ale także i wiele miłych Gości odwiedzało mój blog.

 

 

Co gorszych Trolli się szybko pozbyłam,

miłych zaś Gości miło pozdrowiłam...

Do opieki wezwałam Wróżkę Sagittę,

Gdy będzie za mało - poproszę Rokitę.

 

 

14 opowiedz sobie bajkę.jpg

 

 

Wróżko Sagitto, proszę pilnuj mojego bloga. Nie dopuść do tego, by jakiś nienawistny Troll pluł tu jadem nienawiści. Z głupim Trollem - poradzę sobie sama. ;)

 

 

 

***

Miłym Gościom odwiedzającym mój blog przypominam, iż już w poprzednich wpisach pisałam o mojej decyzji zmniejszenia aktywności na blogowisku. Jednak na moim blogu fotograficznym: "Na cętce źrenicy i w obiektywie" (<kliknij), zamieszczam zdjęcia na bieżąco, i tam też aktualnie częściej można mnie spotkać.

 



komentarze (12) | zaloguj się, aby dodać komentarz

POZAZIEMSKIE MOCE PRZYBYWAJCIE!

niedziela, 01 czerwca 2014 15:44

 

 

Moje fotograficzne Niby-Bajki zamieszczam na blogu "Na cętce źrenicy i w obiektywie" > link

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

 

Pozaziemskie moce

przybywajcie!

 

(kategoria: - „Niby-bajka”)

 

 

 

 P5300028.JPG

 

 

   Parę dni temu był u mnie mój Wnuczek i oglądał zdjęcia, jakie zrobiłam na Menschenrechtspfad, czyli Ścieżce Praw Człowieka na szczycie naszej najwyższej góry Ochsenberg (link do tego wpisu i link do zdjęć). Zdjęcia bardzo go zaciekawiły. Ze smutkiem w oczach zadawał pytania dotyczące biednych ludzi, a zwłaszcza tych, którzy potopili się w czasie ucieczki do lepszego życia. Może dlatego, że pamiętał co działo się na włoskiej Lampedusie i bardzo to przeżywał? Najbardziej smuciły go jednak zdjęcia tych instalacji, na których podane było, że z głodu i choroby dziennie umiera 18.000 dzieci. Długo wpatrywał się w tę liczbę, wreszcie zawołał:

   - Babciu, pójdziesz ze mną na Ochsenberg? Chciałbym zobaczyć całą Ścieżkę Praw Człowieka.

 

   Oczywiście poszliśmy. Zaraz po obiedzie. Zabraliśmy ze sobą także Aramisa.

   - Babciu, a dlaczego jedni ludzie zabijają drugich? - spytał Wnuczek, kiedy stanęliśmy przy instalacji symbolizującej wojnę. - Przecież każdy chce żyć… - dodał po chwili jakoś tak ciszej.

  - Bo na świecie jest bardzo dużo złych ludzi, którzy nie potrafią żyć w pokoju. Nie potrafią współżyć z innymi ludźmi, myślą tylko o sobie, o swojej nienawiści, która zżera ich serce i duszę.

 

 P5300002.JPG

 

 

   Wnuczek słuchał mnie wpatrując się w bomby i granaty porozwieszane na drzewie. Po chwili schylił się do Aramisa i wyszeptał mu do ucha:

   - Choć Aramis, idziemy stąd, bo tu źli ludzie strzelają do innych ludzi.

   Powędrowaliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się przy dwóch malowidłach symbolizujących cierpienie Egipcjan. Wnuczek na głos przeczytał informację zawieszoną na drzewie. Na niej także podane było ile dzieci w Egipcie umiera z głodu i chorób.

 

 

P5300025.JPG

 

 

   Po przeczytaniu wszystkiego, co stało na tablicy, posmutniał i zapytał:

   - Babciu, a dlaczego tyle biednych dzieci jest na świecie? Dlaczego bogaci ludzie nie pomagają biednym dzieciom?

   - Na świecie jest więcej ludzi biednych niż bogatych - odpowiedziałam. - Niektórzy bogaci, i owszem, pomagają biednym ludziom, ale niestety nie jest ich wielu. Bogaci, to w dużej mierze egoiści, myślą tylko o sobie i o pomnażaniu swojego majątku. Wielu z nich to też bardzo źli ludzie, którzy dorobili się bogactwa kosztem biednych ludzi. Smutne to bardzo, ale już tak niesprawiedliwie nasz świat jest skonstruowany. Ludzie dzielą się na dobrych i złych. Dobrzy ludzie robią dobre uczynki, a źli czynią zło. Innej różnicy nie ma. Tych dobrych na świecie niestety jest zbyt mało i wszystkim biednym, uciśnionym, głodującym, chorym nie zdołają pomóc…

   - A wiesz, babciu… - Wnuczek wszedł mi w słowo. - W każdą sobotę, kiedy z mamą i papą jesteśmy na targu, to tam na ziemi siedzi zawsze jakiś biedny człowiek i żebrze i ja każdemu zawsze daję trochę pieniążków. Mama albo papa mi dają. Czasami też specjalnie dla nich ze swojej skarbonki wyciągam.

   - To bardzo szlachetnie z twojej strony - powiedziałam i pogłaskałam Wnuczka po jego złotowłosej główce. - Tak powinno być. Ja też zawsze daję pieniądze, albo coś do zjedzenia. Trzeba zawsze pomóc temu, kto wyciąga rękę po pomoc. Ale trzeba też mieć oczy szeroko otwarte i umieć dostrzegać tych ludzi, którzy o pomoc nie proszą. A nie proszą dlatego, bo są zbyt nieśmiali i kryją się przed ludźmi. Cierpią w samotności, w odosobnieniu, bo wstydzą się swego ubóstwa. Tym ludziom także trzeba pomagać, delikatnie i na różne sposoby.

   Rozmawiając, podeszliśmy do miejsca gdzie była wyłożona Księga Gości, w której każdy wędrując Ścieżką Praw Człowieka może wpisać swoje myśli, wnioski, życzenia. Wnuczek bez słów podniósł przeźroczyste wieko, otworzył Księgę na pustej stronie, i napisał: „Biedne dzieci potrzebują pomocy. Nasza cała Planeta Ziemia potrzebuje pomocy. Pozaziemskie moce przybywajcie! Tylko w was nasza nadzieja, skoro tyle zła jest na Ziemi i nikt z ludzi nie potrafi je zwalczyć. To piszę ja, Mex, 8-latetni chłopak z Niemiec i Polski”.

 

 

P5300006.JPG

 

 

   Wnuczek zamknął Księgę i milczał przez jakiś czas. W końcu zawołał podniecony, wskazując palcem pobliskie drzewo:

   - Popatrz babciu, tam! Widzisz? Tam za drzewem. Są, są, stoją i patrzą na nas…

 

 

5 P6010039.JPG

 

 

6 P6010026.JPG  7 P6010028.JPG  8 P6010032.jpg  9 P6010034.JPG

 

 

   Mój Wnuczek ma bardzo bujną wyobraźnię. (Wspominałam już o tym > tutaj). Fantazjowanie mojego Wnuczka udzieliło się i mnie. Oczami wyobraźni zobaczyłam to co i on - Przybyszy z kosmosu pięknie połyskujących złotem i srebrem, którzy rośli wręcz w oczach.

 

 

6 P6010026.JPG

 

 

7 P6010028.JPG

 

 

8 P6010032.jpg

 

 

9 P6010034.JPG

 

 

   Czterech Przybyszy z kosmosu patrzyło na nas i uśmiechało się tajemniczo. Po chwili wszyscy naraz podnieśli obie ręce do góry i puścili do nas oczko, jeden po drugim… Aż tu nagle, nieziemski błysk oświetlił cały las, nas i ich. Wszystko dookoła stało się złoto-niebieskie. Z każdą kolejną sekundą barwy te tężały, stawały się coraz intensywniejsze.

 

 

11 P6010031.JPG

 

 

12 P6010039-001.JPG

 

 

13 P6010030.JPG

 

 

  Och, cóż za radość przeszyła wtedy nasze serca. Przybysze z kosmosu zaśmiali się rubasznie, prawie tak samo jak zwykły człowiek, podeszli do swojej rakiety i jak na zawołanie wskoczyli razem na małą platformę, coś w rodzaju balkoniku. Jeden z nich nacisnął na okrągły przycisk i uruchomił ją. Platforma drgnęła i wnet z cichym szelestem wszyscy razem powoli unosili się ku górze rakiety.

 

 10 P5300028.jpg

 

 

   W tym samym czasie, przy dźwiękach cichutkich dzwoneczków, zaczął  otwierać się okrągły właz. Platforma zatrzymała się równo z otwartym włazem, i wtedy, Przybysze z kosmosu zawołali jednocześnie: - „Do zobaczenia kochani przyjaciele!”, i machając na pożegnanie obiema rękami, weszli po kolei do środka rakiety. Właz przy wzmagających się dźwiękach dzwoneczków powoli się za nimi zamykał. Rakieta swoim wyglądem zaczęła nagle przypominać gigantycznego pająka o czterech łapach. Dzwoneczki umilkły. Pająk ciężko sapnął i po chwili rozległ się dźwięk silników wchodzących na coraz to większe obroty. Pająk ociężale oderwał się od ziemi, powędrował nieco do góry, jak gdyby po nici pajęczej, i na moment zawisł w bezruchu. Nagle z jego czterech długich łap buchnęły kłęby jasnoniebieskiego dymu. Po krótkiej chwili dym zmienił swoją barwę i kłębił się w intensywnych odcieniach ultramaryny, indygo i żółci. Wtem rozległ się głośny dźwięk podobny do dźwięku fanfar, setek fanfar, pająk-gigant zadrżał, zawył, zasyczał, buchnął na powrót niebieskim dymem i na małą chwilkę ucichł całkowicie. Po czym poderwał się do góry na dość dużą wysokość i jeszcze raz się zatrzymał. Trwał tak chwilę w bezruchu… Aż tu nagle, jak nie ryknie, jak nie buchnie ogromnym ogniem! Niebieski pająk w momencie zamienił się w świetlistą kulę. A kula ta, z niesamowitą szybkością, wzbiła się w niebo i w krótkiej chwili zniknęła w przestworzach.

   Długo jeszcze staliśmy w złoto-niebieskiej poświacie i wpatrywaliśmy się w to miejsce na niebie gdzie rakieta zniknęła.

 

 

P5300035.JPG

 

 

   Aramis z wrażenia ciągle lewitował w powietrzu.

  Wnuczek zaś podbiegł w miejsce startu rakiety i z zadartą głową ku niebu, zawołał: 

 

 

15 P6010040.JPG

 

 

   - Do zobaczenia, przyjaciele! A nie zapominajcie o nas! Nie zapominajcie o biednych dzieciach! One czekają na waszą pozaziemską pomoc! Nasza cała Planeta czeka na pomoc. Pomóżcie nam w walce ze złem. Pomóżcie, aby dobro zwyciężyło wreszcie i zapanowało na całym świecie. Tylko w was nasza nadzieja!

 

 

 

==========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

---------------------------------------------------------

ZAPRASZAM

na mój drugi blog:

http://PhotoHalszka.bloog.pl/

 

Ostatnie 2 wpisy:

 

 "Podwodne wariacje"

"Nad pięknym szmaragdowym Dunajem"

 

i4 BILD0072.jpg   3 P5180162.JPG

 

(klikaj w miniaturki)

 

 ==========================================================

 

 

 



komentarze (12) | zaloguj się, aby dodać komentarz

NADCHODZĄ ŚWIĘTA...

wtorek, 17 grudnia 2013 9:00

===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

---------------------------------------------------------

ZAPRASZAM

na mój drugi blog:

http://PhotoHalszka.bloog.pl/

---------------------------------------------------------

 

 

 

Nadchodzą święta…

 

Foto 1.jpg

 

 

Święta Bożego Narodzenia, to piękny czas. To czas, na który z wytęsknieniem czekamy. Obchodzone są jako najbardziej rodzinne święta ze wszystkich świąt w roku. W każdym niemalże domu panuje już świąteczna atmosfera. Jeszcze kilka dni i będziemy świętować.

 

Zanim jednak czas świętowania nastąpi, życzę wszystkim, a i sobie przy okazji, abyśmy zawsze umieli wprowadzić się w miły nastrój jeszcze przed świętami, przed spotkaniami w gronie rodzinnym, i nie tylko, by w czasie świąt móc już tylko rozkoszować się pięknymi chwilami, które dadzą nam zadowolenie z życia i na zawsze pozostaną w naszej pamięci.

 

U nas, w naszych trzech domach na Obczyźnie, świąteczny nastrój panuje już od kilku dni. Zwłaszcza wśród dzieci, moich wnuczków. One bardzo radośnie przeżywają ten czas. I aby pogłębić świąteczny nastrój, same już ubrały pachnącą, prosto z lasu, choineczkę. Po domu rozchodzi się więc już cudowny zapach… zapach świąt.

 

Wczoraj, późnym wieczorem, przypatrywałam się księżycowi. Księżyc akurat od 16 do 18 grudnia jest w pełni, jest więc ogromny i świeci intensywnym światłem. Byłam zachwycona jego pięknem. Niebo było bezchmurne mogłam więc go bez problemu fotografować. Jakie było moje zdziwienie, kiedy przeglądając zrobione zdjęcia na komputerze, na jednym z nich, zobaczyłam taki oto widok:  

 

 

Bądźcie grzeczni - Mikołaj patrzy.jpg

 

(Zdjęcie księżyca z wczorajszej jego pełni jest autentyczne).

 

 

 

Pozdrawiam wszystkich moich Czytelników oraz życzę miłego przedświątecznego nastroju!

I bądźcie grzeczni, Mikołaj ciągle patrzy.

 

 



komentarze (10) | zaloguj się, aby dodać komentarz

PUK, PUK...CZY SĄ TU GRZECZNE DZIECI? ŚW. MIKOŁAJ PRZYBYWA

czwartek, 12 grudnia 2013 13:15

 ===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

---------------------------------------------------------

ZAPRASZAM

na mój drugi blog:

http://PhotoHalszka.bloog.pl/

 

CIMG0036.jpg 1 PB200004.JPG 2 P5030160.JPG

 ===========================================================

 

 

 

Bez Śwętego Mikołaja życie byłoby smutne. Dzieci wiedzą o tym, i wierzą, że Święty Mikołaj od wieków rozdaje prezenty. Inaczej nie byłby święty. Co roku wyczekują jego przybycia. Czekają zwłaszcza na prezenty, o które go prosiły w listach.

 

Miesiąc grudzień, to, jak co roku, czas wędrujących od domu do domu Mikołajów. Jest ich mnóstwo, bo też i dzieci jest mnóstwo, grzecznych dzieci. Nic dziwnego, że akurat na ten miesiąc w roku dzieci czekają z wielkim wytęsknieniem. Wiem, bo sama jeszcze niedawno dzieckiem byłam, grzecznym dzieckiem. ;)

 

 

Puk, puk...

czy są tu grzeczne dzieci?

Święty Mikołaj przybywa 

 

(księżycowa opowiastka dla dzieci)

 

 

1. IMG_0003.JPG

 

 

Cieszcie się dzieci, na Ziemię przybył wyczekiwany przez was Święty Mikołaj. Pamiętacie? To taki miły staruszek z białą brodą i czerwoną, ogromną czapką. Mikołaj kocha was i bardzo się raduje, gdy sprawia wam radość. Wnet zajedzie pięknymi saniami pod wasz dom, puk, puk, puk… zapuka do drzwi i zawoła:

- Ho, ho, ho! Czy są tu grzeczne dzieci?!
A kiedy przekroczy próg waszego domu i wejdzie do środka, zapyta:
- Byłyście grzeczne przez cały rok, kochane dzieci?


 

2. Boze_Narodzenie.JPG

 

 

Prawda, że to bardzo radosna chwila gościć Św. Mikołaja u siebie w domu? Ale zanim Mikołaj do was przybędzie, możecie go już wcześniej zobaczyć na niebie, jak pędzi saniami zaprzęgniętymi w osiem reniferów. Wiecie jak to zrobić…? A tak, właśnie tak. Kiedy tylko zapadnie wieczór, i na dworze zrobi się ciemno, usiądźcie sobie przy oknie i obserwujcie niebo. Albo później, kiedy będziecie już w łóżeczkach i wzejdzie Księżyc, oświetlając pięknie niebo. A wtedy, na tle jego tarczy, na pewno uda wam się zobaczyć pędzące sanie z zaprzęgiem reniferów.

 

Gdyby się jednak okazało, że do chwili przybycia Mikołaja na Ziemię niebo będzie zachmurzone, i Księżyca nie będzie widać, to musicie go sobie, kochane dzieci, wyobrazić. Macie przecież bujną wyobraźnię, prawda? Nie będziecie więc miały trudności z wyobrażeniem sobie świecącego jasnym światłem Księżyca.

 

 

2. PC010001 2.jpg

 

 

O właśnie tak. Księżyc ze świetlistą otoczką wyłania się zza chmur i spogląda na Ziemię. Świeci bajecznie pięknym, tajemniczym światłem. Aż bajkowo robi się dookoła. Prawda?


Przybywającego na Ziemię Św. Mikołaja najlepiej widać na tle Księżyca w pełni, to jasne. Ale ten, kto ma wyobraźnię, dostrzeże go nawet gdy na niebie widać tylko jego cieniutki sierp.

 

A powiedzcie dzieci, czy Księżyc sam tak potrafi świecić, czy ktoś mu w tym pomaga? Wiecie?

 

To, że Księżyc ma zmienny wygląd, to już wiecie, bo same go nieraz na niebie w różnej wielkości widziałyście. Ten jego zmienny wygląd - nazywamy Fazami Księżyca. A faza, kochane dzieci, określa jaką część Księżyca, oświetloną przez Słońce, widzimy na Ziemi. Tak, przez Słońce. Bo Księżyc nie świeci własnym światłem, tylko odbitym światłem słonecznym. Dobrze wiedziałyście.

 

Księżyca nigdy byśmy nie widzieli, gdyby nie nasze kochane Słoneczko. Zawsze tonąłby w ciemnościach i byłby ciemny. Wprawdzie Słońce oświetla tylko jego jedną połowę, druga pogrążona jest w wiecznych ciemnościach, to jednak dla nas, Ziemian, nie jest to istotne, gdyż tej drugiej połowy z Ziemi i tak nigdy zobaczyć nie możemy. Możemy za to podziwiać jego bajecznie pięknie oświetloną połówkę. A ile z tej oświetlonej połówki możemy podziwiać, zależy właśnie od aktualnej fazy Księżyca wynikającej z ruchu Księżyca wokół Ziemi oraz Ziemi i Księżyca wokół Słońca.

 

 

3 P2080005a.JPG

 

 

Bo musicie wiedzieć, kochane dzieci, Księżyc jest ziemskim satelitą i krąży wokół naszej Planety. Jest położony najbliżej Ziemi i wywiera na nią najsilniejszy wpływ. Na pewno już nieraz słyszałyście o przypływach i odpływach mórz i oceanów. Dochodzi do nich właśnie za przyczyną przyciągania Księżyca, nazywanego także Luną.

 

 

4 PC010004.JPG

 

 

Prawda, że Księżyc jest bardzo ciekawy? Jeśli chcecie się dowiedzieć trochę więcej o Księżycu, to przeczytajcie sobie, albo niech wam ktoś z dorosłych przeczyta, fragment mojej wesołej powieści fantasty pt. „K-X ląduje” (str. 284 - 289 powieści), w którym to dzieci ziemskie oraz dzieci księżycowe obserwują tarczę Księżyca kiedy jego oświetlonej tarczy ubywa, oświetlona jest tylko jego lewa połowa. Dowiecie się tam także o kwadrach Księżyca. Zapraszam do czytania! Fragment ten znaleźć możecie - tutaj: LINK

 

5 PC010015.jpg

 

 

W oczekiwaniu na przybycie Mikołaja życzę wam, kochane dzieci, wielu ciekawych wrażeń podczas obserwacji nieba i Księżyca. A kiedy Mikołaj już zapuka do waszych drzwi, przyjmijcie go radośnie. I nie bójcie się go. Mikołaj, choć ma dużą rózgę, dzieci nie bije.

 

6. IMG_0001.jpg

 

 

 

Mikołaj kocha wszystkie dzieci. I te grzeczne, i te mniej grzeczne. Dając wam prezenty, wierzy, tak jak wy wierzycie w niego, że wszystkie będziecie szczęśliwe, grzeczne i dobre.

 

 

Życzę Wam, kochane Dzieci, wymarzonych prezentów od Mikołaja i duuuużo radości!

 

 

***

 

W czasach mojego dzieciństwa była jeszcze jedna postać, która w okresie świąt bożonarodzeniowych obdarowywała dzieci prezentami, był to Dziad Mróz, Komunistyczny Substytut Świętego Mikołaja. ;-) Tak go nazwałam. Jeśli ktoś miałby ochotę zobaczyć jak ten cudak wyglądał, i jakie sprawiał wrażenie, proszę kliknąć tutaj: LINK

 

 

 *****

 

Wiadomość

dla Hani - Maliny

 

 

Droga Haniu, Mikołaj jest bardzo zajęty grzecznymi dziećmi, ale bardzo docenia Twoją grzeczność, dlatego w prezencie wysyła Ci Wróżkę Segittę. I zapewnia, że możesz jej swoje życzenia wyszeptać do ucha, a ona je wszystkie spełni. Jesteś zadowolona?

 

 

Mikołaj dla Hani śle Wróżkę Segittę.jpg

 

(Zdjęcie księżyca z wczorajszej jego pełni jest autentyczne).

 

 

Bądź zdrowa i szczęśliwa, Haniu! 

 



komentarze (20) | zaloguj się, aby dodać komentarz

LEŚNE CZARY - WAKACYJNA OPOWIASTKA MEX`A

czwartek, 25 sierpnia 2011 10:15

 

 

    „Leśne czary - Wakacyjna opowiastka Mex`a” - to niby-bajka, którą napisałam zainspirowana opowiadaniami mojego wnuczka, z którym spędzałam trzy tygodnie wakacji na wspólnych wędrówkach po górach i lasach. Opisałam w niej niektóre jego dziecięce wrażenia dotyczące miejsc które zobaczył oraz zilustrowałam je zdjęciami.

 


***

 

 

Leśne czary -

Wakacyjna opowiastka

Mex`a

 

 

 

       Obudziłem się dzisiaj rano w bardzo miłym nastroju. Otworzyłem najpierw jedno oko... ale zaraz i drugie, bo zobaczyłem, że słoneczko świeci już mocno i rzuca swymi cieplutkimi promyczkami na moje łóżeczko. Od razu sobie przypomniałem jaki ważny dzień jest dzisiaj. Pierwszy dzień wakacji. Ja bardzo lubię chodzić do przedszkola, ale wakacje też lubię, bo jak mam wakacje, mamusia już z samego rana wozi mnie do babci Halszki. A u babci to ja bardzo lubię być. U babci zawsze jest wesoło. Bawimy się razem, malujemy, śpiewamy, tańczymy, gramy w różne gry, niekiedy gramy też i w piłkę nożną w ogrodzie. A to moje przedostatnie wakacje w przedszkolu. Na drugi rok, ja Mex, będę miał już 6 latek i pójdę już do szkoły.

    Kiedy tak leżałem ucieszony, że po śniadanku będę już u babci, przypomniałem sobie, że miałem niezwykły sen. Śniło mi się, że byłem w lesie. Samiutki. Szedłem i szedłem w głąb lasu, zbierając do koszyczka pyszne poziomeczki, i nagle zobaczyłem dziwną chatkę. Przypominała mi chatkę Baby Jagi. Widziałem taką w książeczce o Jasiu i Małgosi, którą czytała mi kiedyś mama. Gdy zobaczyłem, że ktoś z tej chatki wychodzi, bardzo się wystraszyłem, ponieważ wydało mi się, że to zła Baba Jaga, ale zaraz przestałem się bać, bo ni stąd, ni zowąd, stanęła przy mnie moja babcia Halszka. Babcia wzięła mnie za rączkę i razem poszliśmy przez las, śpiewając jak te krasnoludki: - Hej ho, hej ho, do lasu by się szło...” Ucieszył mnie mój sen bardzo, bo od dawna marzyłem by pójść z babcią do lasu.

      Wesolutki wyskoczyłem z łóżeczka i pobiegłem najpierw do łazienki wymyć buzię i ząbki. Potem sam się ubrałem i z mamusią zjadłem śniadanko, a po śniadanku pojechaliśmy do babci. Babcia przywitała nas z uśmiechem i powiedziała:

    - Już kończę pakować drugie śniadanie do plecaka i zaraz mój kochany Mexiulinko wyjeżdżamy do lasu.

    - Huuurrraaa! - zawołałem uradowany i rzuciłem się babci na szyję. Potem podbiegłem do mamusi, dałem jej buzi i powiedziałem: - Jedź już mamusiu pracować.

    Bardzo się cieszyłem, że jedziemy do lasu, bo ja lubię z babcią chodzić po lesie. Tyle tam ciekawych rzeczy można zobaczyć i zrobić piękne zdjęcia. Babcia robi swoim aparatem, a ja swoim. Bo ja też mam już aparat fotograficzny. Dostałem go od babci. Pomachałem mamusi przez okno jak wsiadała do auta i grzecznie czekałem aż babcia będzie gotowa.

    Po chwili jechaliśmy już do lasu, śpiewając wkoło wymyśloną przez babcię piosneczkę:

 

Hen za miastem rośnie las,

I zaprasza dzieci was…

Pięknie wokół szumią drzewa,

A chór ptaków głośno śpiewa.

 

Chodźcie dzieci, chodźcie wraz,

Bo wakacji nadszedł czas!!!

 

Chodźcie dzieci, chodźcie wraz,

Zaczarowany las wzywa nas!

 

 

    Ze śpiewem na ustach podjechaliśmy pod wysoką górę, zostawiliśmy tam auto, i maleńką ścieżynką powędrowaliśmy do wieżyczki na skale, żeby nasze miasto zobaczyć z góry. 

 

 

 


    Pięknie wygląda nasze miasto z tak wysoka. Babcia mówi, że jest o wiele dłuższe niż szersze, bo leży w kotlinie. Lubię patrzeć na nasze miasto z góry. Wtedy czuję się tak, jakbym był ptaszkiem fruwającym ponad domami.

.


 

 

    Potem powspinaliśmy się trochę po skałach. Babcia uważała na mnie bym nie spadł, i żeby mi się nic nie stało, a ja uważałem na babcię.  

 

 

  


   Troszeczkę się zmęczyłem tym wspinaniem, bo wysoko było. Jednak tak bardzo mi się to wspinanie podobało, że nie umiałem przestać. Wreszcie babcia zawołała:

    - Widzisz tę chatkę tam daleko?! O, popatrz... - wskazała palcem. - Pójdziemy tam i zjemy sobie drugie śniadanko. Trochę też odpoczniemy. Dobrze?

    - Dobrze, babciu! Jestem już bardzo głodny - odpowiedziałem i zszedłem ze skał na dróżkę.

 

 

 

    Kiedy szliśmy dróżką leśną w stronę chatki, usłyszałem dochodzące z polany ćwierkanie koników polnych. Pobiegłem tam by zrobić im zdjęcie.

 


    Szukałem i szukałem, i nie zobaczyłem ani jednego. Chyba się mnie wystraszyły i schowały się w trawie. Trudno, może innym razem się uda - pomyślałem sobie, wracając do babci na dróżkę. I kiedy tak szedłem obok babci, w oddali zobaczyłem coś dziwnego. Szybko pobiegłem w tamto miejsce, i gdy byłem już niedaleko, tak bardzo się zdziwiłem widokiem tego czegoś, że buzia sama mi się rozdziawiła.

    - Babciu, babciu, co to jest?! - spytałem głośno po chwili zastanowienia.

    - No jak to co?! - wołała babcia w odpowiedzi. - Budowla, panie Mexiński... Budowla!

    - A co to jest budowla? - pytałem dalej, bo nic z tej budowli nie rozumiałem.

    - To jest to, co człowiek swoimi rękoma zbuduje. A tu widać wyraźnie rękę człowieka. Same kamienie by się tak nie poukładały - zaśmiała się babcia. - Pewnie królowa-mrówka zamieszkała tam wraz ze swoimi mrówkami-pracownicami. Nie będziemy im przeszkadzać. Z daleka tylko popatrzmy.

 

 

 

    Zaciekawiła mnie ta budowla bardzo. Usiadłem sobie więc na dróżce naprzeciw niej i zastanawiałem się jak to też ta ręka człowieka budowlę tę wzniosła.

 

 

 

 

 

    Przyglądałem się każdemu kamieniowi i budowla ta coraz bardziej mi się podobała. Z rozmyślań wyrwała mnie babcia, wołając:

    - O, popatrz Mexiu, chatka tuż-tuż! Chodźmy szybciej. Czas na drugie śniadanko!

 

 

 

 

 

    Popatrzyłem w kierunku tej chatki i zaczęło mi się wydawać, że tak jakbym ją już gdzieś widział. Pewnie w jakiejś bajce - pomyślałem, i zaraz też poczułem się jak w bajce, i coraz to bardziej bajeczne obrazki zacząłem dookoła widzieć. Jak w książeczkach. Takie niby normalne, a jednak inne... bajkowe.

 

 

 

 

 

    Drzewa stały się nagle takie ogromne, rozgałęzione. Gałęziami dotykały ziemi. Można było po nich wejść jak po drabinie na sam szczyt drzewa. Babcia razem ze mną podziwiała te bajeczne drzewa. Na chwileczkę pod jednym z nich usiedliśmy i wtedy babcia powiedziała mi wierszyk o bajkowej mocy drzew:

 

...Drzewa dzieciom piękne bajki opowiadają,

Pochowane je między gałązkami mają...

Zbierały bajeczki przez wiele, wiele lat,

A układał je na drzewach malutki skrzat.

 

Wystarczy byś się pod drzewem położył,

Złączone rączki pod głowę podłożył,

Zamknął oczy i się wsłuchał,

A drzewo ci będzie szumieć do ucha:

 

I ty mój drogi, wyobraźni oczami,

Żył będziesz w bajce z innymi postaciami.

A będą w niej dobrzy i źli ludzie…

Będziesz tam walczył w znoju i wielkim trudzie-

Ze złem całego świata i ohydnym potworem.

I zawsze zwyciężysz… i to z honorem!

Upojony zwycięstwem uwierzysz w siebie,

I w dobrych ludzi na Ziemi... nie tylko w Niebie.

Zło będziesz zawsze dobrem zwyciężał,

Bo pojmiesz dobro, i w nim będziesz tężał.

 

Niebiańskie uczucia… Prawda?

A takie uczucia - szum drzew ci da.

Chcesz więcej? - Pozostań w lesie…

Aż mały skrzat kolejną bajkę przyniesie.

 

 

    Od razu chciałem się położyć pod drzewem, aby posłuchać jakiejś bajeczki przez drzewo wyszumianej, ale babcia powiedziała, że nie teraz, że teraz, to my musimy do chatki w końcu dotrzeć by się tam posilić i odpocząć. I kiedy już wstaliśmy spod drzewa, i otrzepaliśmy ze ściółki leśnej nasze spodnie, babcia powiedziała:

 

Gdy przychodzi czas by do rzeczywistości powrócić,

Wstań i obejmij drzewo - zanim do domu wrócisz.

Poczujesz w sobie błogie ukojenie i anielski spokój,

Twe smutki pójdą precz, a w duszy zapanuje pokój.

 

 

    Zrozumiałem od razu o czym babcia powiedziała i rączkami objąłem pień drzewa. Babcia zaśmiała się, a ja zawołałem:

    - Ale jestem spokojny! Tak spokojny, że jeszcze bardziej głodny - i też zacząłem się śmiać, bo babcia śmiała się już w głos.

    Roześmiani, poszliśmy dalej. A po drodze, pięknie, zielono, bajecznie. I im bliżej chatki, tym piękniej i bajeczniej.

    - Babciu, zobacz jak tu ślicznie dookoła - wyszeptałem, nie mogąc oczek oderwać od pięknej zieleni leśnych widoczków.

    - Jak w bajce, prawda? - szeptem też powiedziała babcia.

 

 

 

 

    Wszystkie roślinki zaczęły mi się wydawać jeszcze piękniejsze. Nawet zwykła trawa wyglądała jak w moich bajeczkach. Zacząłem rozglądać się już nawet, czy jakiegoś leśnego ludka krasnoludka gdzieś nie zobaczę. Kręciłem główką we wszystkie strony. I nagle...

 

 

 

 

    - Ojej, babciu, a to co?! - zawołałem bardzo głośno, bo wystraszyłem się, myśląc, że to jakiś potwór z trawy się wyłania.

 

 

 

 

    - To nic strasznego! - zaśmiała się babcia. - Daj rączkę, podejdziemy blisko byś mógł zobaczyć co to jest.

    - To żaden potwór... hurrraaa! - zawołałem ucieszony, kiedy upewniłem się, że to co widzę, potworem nie jest, ani nawet groźnym wężem.

    Coraz bardziej czułem się jak w bajce, jak w zaczarowanym lesie. Wszystko dookoła wydawało mi się inne, piękniejsze, jak zaczarowane.

    Szliśmy dróżką leśną, a ja widziałem jak drzewa migotają iskierkami. Nawet te iskierki słyszałem. Takie cichutkie dzyń-dzyń-dzyń, jakby dźwięk dzwoneczków.

 

 

 

 

 

    - Zbliżamy się już do chatki - powiedziała nagle babcia, przerywając mi wsłuchiwanie się w dzyń-dzyń-dzyń iskierek.

    - Popatrz babciu, powalone drzewo, a też tak pięknie migocze iskierkami - zawołałem, wskazując paluszkiem na to cudo.

 

 

 

 

    - Iskrzący pień, a za iskrzącym pniem, iskrząca chatka - zaśmiała się babcia.

    - Gdzie, gdzie babciu? Pokaż! - zaciekawiłem się bardzo.

 

 

 

 

    Kiedy babcia pokazała mi chatkę wśród drzew, nie zauważyłem by iskrzyła, ale znów zacząłem się zastanawiać gdzie ja ją widziałem. Jednak nie umiałem sobie przypomnieć gdzie. Poczułem się trochę niepewnie. Nie wiem czemu. Na wszelki wypadek chwyciłem babcię za rękę. Weszliśmy razem na ganek chatki, a potem babcia otworzyła skrzypiące drzwi, i weszliśmy do środka.

 

 

 

 

    - Ojejku, babciu, pajęczyna! Tu są pająki jak u Baby Jagi! - krzyknąłem wystraszony i uciekłem z chatki, bo nagle przypomniał mi się mój sen.

    Jak znalazłem się już za chatką, coś kazało mi się oglądnąć za siebie. Oglądnąłem się więc, ale tylko ledziutko, i wtedy kątem oka kogoś na ganku chatki zobaczyłem.

    - Ojej, babciu, Baba Jaga! Uciekajmy! - krzyknąłem bardzo już przestraszony.

 

 

 

 

     Chciałem jeszcze szybciej uciekać, ale kiedy oglądnąłem się raz jeszcze by zobaczyć czy babcia też ucieka, wtedy ta Baba Jaga wydała mi się podobna do babci.

    - Zaraz, przecież to jest moja babcia! - krzyknąłem jeszcze głośniej, kiedy usłyszałem babci głos i zobaczyłem, że macha do mnie ręką.

    - Mexiulinka, wracaj! A ty gdzie uciekasz?! - wołała babcia. - Chyba nie wziąłeś mnie za Babę Jagę, co?!

    - Babciu, jak to dobrze, że to ty! - zawołałem uradowany i zacząłem się śmiać, bo znów przypomniał mi się mój sen, ale tym razem dokładnie.

    Śmiałem się i śmiałem, i nie mogłem przestać, nawet wtedy, kiedy robiłem babci zdjęcie.

    Roześmiany wróciłem do babci na ganek chatki i zjedliśmy tam drugie śniadanko. Po jedzeniu chwilę sobie posiedzieliśmy na ławeczce i babcia opowiadała mi dużo i ciekawie o swoich leśnych przygodach, powiedziała mi też wierszyk o lesie:

 

Las to cudowna ostoja przyrody…

Zieleń, orzeźwiająca woń, ptaszków trele,

Cichutki szum źródlanej wody,

Spokoju oaza, ukojenia w nim wiele.

 

W lesie najpiękniej o brzasku…

Kiedy mgłą osnute jeszcze,

Kiedy słońce nabiera dopiero blasku,

Kiedy na wpół uśpione jeszcze.

 

 

    Bardzo mi się spodobał wierszyk babci, tylko nie bardzo rozumiałem, co to jest brzask, zastanawiałem się chwilę nad tym słowem, ale w końcu, kiedy ruszyliśmy już w dalszą drogę, spytałem:

    - Babciu, a co to znaczy o brzasku?

    - O brzasku, to znaczy, o wczesnej porze, tuż przed wschodem słońca. Na niebie słońca jeszcze wtedy nie widać, ale widać już jego blask - odpowiedziała babcia.

    - A weźmiesz mnie kiedyś do lasu o brzasku? - spytałem z nadzieją, bo bardzo zaciekawiła mnie ta brzaskowa pora.

    - Wezmę, obiecuję - zaśmiała się babcia.

    Ucieszyłem się bardzo, bo wiedziałem, że babcia zawsze dotrzymuje słowa. Od razu też przypomniały mi się babci słowa, które ona często powtarza: „To, co obiecane, musi być dotrzymane.”

    Szczęśliwy, że kiedyś zobaczę słoneczko jak wschodzi, popatrzyłem na niebo. Słoneczka na niebie jednak nie znalazłem. Znikło nagle za chmurami. Zanosiło się na deszcz, ale i tak pięknie było w lesie. Babcia powiedziała, że deszcz nam nic nie zrobi, że w lesie tylko burzy trzeba się bać. Ale ja się nie bałem, bo babcia powiedziała, że z takich chmur burzy nie będzie.

    Wędrując dalej, zobaczyłem pszczółkę fruwającą z kwiatka na kwiatek. Bardzo mnie zaciekawiła. Koniecznie chciałem zobaczyć jak ona zbiera miód z kwiatuszków. Bo miód, to ja bardzo lubię. I w herbatce, i na chlebku.

 

 

 

 

 

    Kiedy tak pochylony nad kwiatuszkiem przyglądałem się pracy pszczółki, babcia podeszła do mnie i wytłumaczyła mi, że pszczółki z kwiatów nie zbierają jednak miodu, a tylko nektar i pyłek, i dopiero później, w ulu, wytwarzają miód. Opowiedziała mi też, jak one noszą do ula ten nektar i pyłek. Mówiła, że nektar wysysają z kwiatków długim języczkiem, a potem w brzuszku zanoszą go do swojego domku. Pyłek zaś przenoszą na jednej z trzech par nóżek, na których mają takie specjalne poduszeczki, do których ten pyłek się przykleja. Ale to ciekawe - pomyślałem i jeszcze mocniej wpatrywałem się w pszczółkę. Chciałem zobaczyć jak ona to wszystko robi. Niestety, nie udało mi się zobaczyć, bo pszczółka nagle odfrunęła... i tyle ją widziałem.

     No to poszliśmy dalej, ale zeszliśmy już z dróżki leśnej i szliśmy wąskimi ścieżynkami w głąb lasu. Znaleźliśmy tam dużo malinek na krzaczkach. Babcia zrywała je i wsypywała mi do rączki. Ale zrywała tylko te wysoko rosnące, bo mówiła, że rosnące przy samej ziemi mogą być zanieczyszczone przez zwierzątka, więc by się nie rozchorować, bez mycia lepiej takich nie jeść. Bardzo mi smakowały te czerwoniutkie malinki.

    Kiedy tak wędrowaliśmy wąskimi ścieżynkami, zaczął padać gęsty deszcz. Schroniliśmy się na chwilkę w chatce leśników, którą babcia wypatrzyła w głębi lasu. Nie, nie bałem się tej chatki. Już nie. Z babcią czułem się bezpieczny.

 

 

 

 

 

    Deszcz stukał po dachu chatki, a my spokojnie wyjadaliśmy owoce z plecaka i piliśmy herbatkę miętową z cytryną... i z miodkiem oczywiście.

 

 

  

 

 

    Deszcz padał i padał, ale już nie taki gęsty. Babcia wyciągnęła z plecaka swoja kurtkę przeciwdeszczową i mnie w nią ubrała. Wyglądałem w niej chyba śmiesznie, bo babcia głośno się śmiała. Ale co tam, ważne, że nie zmoknę.

    - Czas do domu! - zawołała babcia. - Czas na obiad.

    Ruszyliśmy więc w stronę parkingu, gdzie czekało na nas babci auto.

    - I raz, i dwa, i raz, i dwa, i raz, i dwa, i trzy, i cztery, lewa, lewa, lewa...! - ze śpiewem na ustach maszerowaliśmy równym krokiem.

 

 

 

 

    Kiedy dotarliśmy na parking, to nawet nie chciało mi się zastanawiać na tym, że przyszliśmy tam zupełnie z innej strony. Jak najszybciej chciałem usiąść już w aucie i jechać do domu. Tak zgłodniałem.

    - Babciu, a co będzie na obiadek? - spytałem, siedząc już w swoim wygodnym foteliku.

    Bardzo lubię jeść. Babcia mówi, że ze mnie to taki mały głodomorek. Nie bardzo wiem co to znaczy, ale myślę, że chyba nic złego, bo kiedy babcia tak do mnie mówi, to zawsze się uśmiecha.

    Wracając już autkiem do domu, opowiadałem babci o swoich wrażeniach z wędrówki po lesie. Opowiadałem jej jeszcze i przy obiadku i po. Bardzo mi się podobało. Bardzo, bardzo... a nawet bardzuchno, jak to babcia mówi. Powiedziałem jej też, że mam takie jedno wielkie marzenie, że chciałbym, jak dorosnę, zostać takim panem co bajki dla dzieci pisze. Babcia tak bardzo się ucieszyła z mojego marzenia, że mnie wycałowała z każdej strony, po czym wzięła mnie za rączkę i poszliśmy razem na strych. Na strychu rozpakowała jeden duży karton i wyciągnęła z niego swoją starą maszynę do pisania i... mi ją podarowała.

    - Babciu, ale jesteś kochana! - zawołałem uradowany i szczęśliwy jak nie wiem co. Rzuciłem się babci na szyję, i całując ją po policzkach, powiedziałem: - Jeszcze nie jestem dorosły, a moje marzenie już się zaczyna spełniać.

 

 

 

 

 

Przyszły bajkopisarz, Mex, Mexiulina, Mexiński

pozdrawia wszystkie Dzieci z Polski!

 

 



komentarze (7) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 22 września 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 812293
Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2982 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to