Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 832 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


WAGAROWICZE MIMO WOLI

poniedziałek, 15 lutego 2010 9:09

==========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

---------------------------------------------------------

ZAPRASZAM

na mój drugi blog:

http://PhotoHalszka.bloog.pl/

 

---------------------------------------------------------

 
 
 
 
Wagarowicze mimo woli  
 
     

Wagarowicze mimo woli - okładka.jpg

 

 

 

   Był poniedziałek. Okropny dzień dla gimnazjalistów klasy I a. I to nie tylko dlatego, że dzień ten jest tak bardzo nielubianym dniem w tygodniu, a przede wszystkim dlatego, że na piątej lekcji ma być klasówa z matematyki. Poniedziałek i klasówa… z matmy. Czy można sobie wyobrazić gorszy dzień?

   Do końca roku szkolnego pozostał już tylko miesiąc. I choć to tylko miesiąc, to jednak cała klasa zgodnie uważała, że aż miesiąc! Miesiąc męczący i stanowczo za długi. Bo przecież to czas straszliwie stresowych przepytywań, klasówek, sprawdzianów, i w ogóle wszystkiego najgorszego. Miesiąc, w którym wszyscy nauczyciele, jak na komendę, wyciskać będą nieszczęsnym uczniom wiedzę z zakamarków ich mózgownic na zewnątrz. A będą ją wyciskać bezlitośnie! Ba, będą ją wyrywać, wyszarpywać, wyciągać, i to z korzeniami, uważając nieskromnie, że ją tam kiedyś zasiali, więc prawo takowe mają. Będą pozbawiać wycieńczonych długotrwałym rokiem szkolnym uczniów - resztek sił i cierpliwości. Wytrzymałość całej klasy w zdzierżeniu tej nerwowej sytuacji była już na wyczerpaniu. A tu jeszcze wszyscy nauczyciele zewsząd powtarzają, że to już tylko jeden króciutki miesiąc pozostał. Że potem, to już będą mieli totalną labę. Że powinni więc, jak jeden uczniak, być szczęśliwi i dać się spokojne skwalifikować… Cóż było robić? Oprócz narzekania, nic. Trzeba było ten czas jakoś przeżyć. Mimo wszystko.

   Rozpoczęła się pierwsza lekcja. Lekcja chemii. Cała, dwudziestoosobowa klasa I a, siedziała nad wyraz spokojnie, wpatrując się jak cielęta w wymalowane wrota w pana od chemii. No, może nie wszyscy, bo niektórzy uczniowie nawet lubili ten przedmiot. Lekcja chemii miała przebiegać zupełnie bezstresowo. Klasa o tym wiedziała, gdyż, nauczyciel od chemii, pan Chełmiński, zwany przez klasę Chemionem, już wcześniej zapowiedział, że musi nadrobić zaległy materiał, który nawarstwił się z powodu jego długotrwałej choroby. Żadnych więc pytań, żadnych sprawdzianów. Na luzie zatem klasa mogła zaliczyć pierwszą lekcję. Bo potem, każda następna, a zwłaszcza piąta, to istny horror.  

   Pan Chełmiński po sprawdzeniu obecności z dziennika, przystąpił do lekcji. Nakazał klasie zupełne skupienie, gdyż chciał omówić więcej materiału niż normalnie. Wiadomo, miał zaległości.

   W klasie zaszumiało. Każdy szeptem wyrażał swoją opinię na temat zupełnego skupienia, które w tym akurat momencie było u większości uczniów zupełnie niemożliwe. Z prostej przyczyny. Bo akurat teraz, jedni zajmowali się odpisywaniem zadania z gramatyki, potrzebnego na drugą lekcję. Inni nadrabiali swoje własne zaległości… w jedzeniu, i pałaszowali pod ławką śniadanie. Inni zaś zawzięcie wypisywali na przedramieniu przeróżne wzory matematyczne niezbędne na klasówkę. A jeszcze inni, myślami byli już na wakacjach, i nic do nich nie docierało. Zwłaszcza Damian Kaczor, największy marzyciel klasowy, zwany przez klasę Kaczorem Dyzio, albo Dyziowatym.

   - Ty, Dyziowaty, słyszałeś? Ten Chemion chyba z byka spadł. Chce nas wykończyć tym swoimi zaległościami - wyszeptał nagle Karol Suchocki prosto do ucha swojemu współławkowiczowi, Damianowi, przerywając mu błądzenie wzrokiem po oknie.

   - Z jakiego byka? To ty, Suchy, chyba z byka spadłeś. Przecież Chemion z motoru spadł - odezwał się Damian, z niechęcią odrywając wzrok od okna, bo marzył akurat o pływaniu żaglówką po jeziorach mazurskich.

   - Och, przecież wiem. To tylko metafora, bo tak się zachowuje, jak gdyby z byka spadł - odparował Karol.

   - Nie narzekaj. Przynajmniej mieliśmy kupę wolnych lekcji, bo przecież dyrze nie wszystkie lekcje chemii udało się obsadzić zastępstwem - słusznie zauważył Damian. - Niech sobie Chemion truje… chemicznie, a my róbmy swoje.

   - No, chyba masz rację… Róbmy swoje - zgodził się Karol. - Ty Kaczorku Dyziowaty to czasem całkiem coś mądrego potrafisz wymyślić… tam na tych oknach. Ale powiedz mi jeszcze jedno. Jak myślisz, czy Chemion przy późniejszym trzepaniu nas z wiedzy chemicznej, weźmie to pod uwagę, że nadmiar materiału, jaki nam próbuje teraz wcisnąć, ni jak nie ma szans, aby nam się w naszych przemęczonych głowach utrwalił? Co, Dyziuniu kochany, jak myślisz?

   - A nie, to pewne. Już my go zmusimy, aby to jak trzeba pokojarzył. Niech se nie myśli.

   - Cicho tam, Dyziowaty i Suchy. Przeszkadzacie mi w koncentracji - wysyczał Marcin Kosa, odwracając się do tyłu, i z niesmakiem wpatrując się w swoich gadających sąsiadów.

   - To ty, Koso, bądź cicho - natychmiast odgryzł się Karol Suchocki. - Prymus musi uważać na lekcji, bo coś mu może umknąć uwadze i wtedy, co nie daj Bóg, dla takiego prymusa jak ty, lufę zarobić może przy odpytywaniu.

   - Zamknij się Suchy. Dobrze? - Marcin zrobił małpią minę i odwrócił się z powrotem do przodu. Po krótkiej chwili odwrócił się jednak jeszcze raz do tyłu i dodał: - Jak wam nie wstyd natrząsać się z czyjegoś nieszczęścia i jeszcze do tego doszukiwać się w nim korzyści dla swoich zakutych pał.

   - Ty przemądrzały prymusie, wypluj te zakute pały, i to już. Bo jak nie, to jak cię gwizdnę w tę twoją prymusowską pałę, to cię nawet chemia, która leczy, nie postawi na nogi - wkurzył się Karol nie na żarty.

   - Rany, Suchy, uspokój się brachu, przecież żartowałem - stchórzył Marcin.

   - No! To uważaj co mówisz i do kogo - buńczucznie odparował Karol, robiąc przy tym odpowiednią minę. - I nie myśl sobie, że my mamy w miejscu serca pompę ssąco-tłoczącą. Przecież ten Chemiona wypadek, to siła wyższa, na którą my nie mieliśmy żadnego wpływu. Więc co w tym złego, że teraz, jak już jest musztarda po obiedzie, chcemy z tej siły wyższej skorzystać? Moja mama zawsze powtarza, że nic się nie dzieje bez powodu… Więc może Chemion też odniósł jakieś korzyści po tym swoim pikowaniu motorem. Może się nawrócił i zaczął chodzić do kościoła? Albo może zaczął bardziej cenić życie i lepiej dbać o siebie? Albo przynajmniej nie będzie już jeździł jak wariat?

   - Co tam z tyłu się dzieje?! - zawołał pan Chełmiński, przerywając szeptane dywagacje  Karola. - Suchocki i Kosa, jeżeli nie rozmawiacie na tematy chemii, to proszę się uspokoić wreszcie i skupić na lekcji. Bo potem nie będzie zmiłuj… kiedy będę sprawdzał waszą wiedzę. No, tak że wiecie!

   Pan Chełmiński powiedział swoje i ponownie przystąpił do lekcji. Po chwili wprowadzenia na temat kwasów w ogólności oraz zapisaniu na tablicy wzorów najważniejszych ich rodzajów, poprosił dwóch najlepszych chemików klasowych: Marcina Kosę oraz Dankę Mazurek, o przejście razem z nim do pracowni chemicznej, sąsiadującej z klasą. Reszcie klasy zaś, nakazał siedzieć cicho i czekać na jego powrót na swoich miejscach. Bo, jak powiedział, lepiej wytłumaczy temat i zademonstruje kilka doświadczeń, mając wszystkich w klasie przed sobą, niż w pracowni chemicznej, gdzie porozłażą mu się jak karaluchy i nie będzie mógł być pewien, czy uważają.

    Zanim pan Chełmiński przeszedł z Marcinem i Danką do pracowni, na szybko uprzątnął biurko. Zdjął też swoją torbę oraz dziennik klasowy z blatu biurka i położył na bocznym stoliku, stojącym tuż obok biurka. W ten sposób zadbał, aby mieć odpowiednio dużo miejsca na przeprowadzenie doświadczeń. Po czym objął ramieniem dwóch najlepszych chemików klasowych i poprowadził ich w kierunku swojej pracowni.

   - No widzisz, Dyziowaty? - odezwał się znów Karol i szturchnął kolegę pod bok, sprowadzając go momentalnie zza okna do klasy. - Zawsze ci sami. Zawsze tylko Marcin i Danka… Danka i Marcin. Ot, szczęściarze, oni zawsze mogą połazić sobie spokojnie po klasie, a my jak te pospolite lebiody musimy tkwić bez ruchu i korzenie zapuszczać. I nikogo to nie obchodzi, że nasze cztery litery czasami aż pękają w szwach

   - A daj ty mi spokój, Suchy - odburknął Damian, bo już był zły na Karola, że mu ciągle przerywa w snuciu marzeń. - Zamiast żołądkować się aż tak, zabierz się lepiej do solidnej nauki, to w następnym roku szkolnym też będziesz mógł sobie połazić po klasie, jak tych tam dwoje prymusów. Bo ja tam wolę nie zakuwać i po klasie nie łazić… Wolę okno klasowe.

   - Też mi… okno. Kiedyś wylecisz w końcu przez to okno i kark sobie skręcisz. I tyle będziesz miał ze swoich marzeń… Psiajucha! - warknął Karol niezadowolony tym razem z odpowiedzi Damiana, i wstał z ławki.

   - Chemiku Suchocki, ciebie też dotyczy siedzenie w ławce! - huknął pan Chełmiński od drzwi pracowni chemicznej, po czym zniknął w jej wnętrzu.

   Tam nakazał Marcinowi i Dance założenie fartuchów ochronnych i przygotowanie dwóch pustych koszy. A sam, zaczął wyjmować  z szafki różne słoiczki z jakimiś proszkami i cieczą oraz menzurki, próbówki, pipety, i jeszcze jakieś różnej wielkości szklane miseczki, i to wszystko po kolei wkładał im do koszy. Wreszcie zamknął szafkę na klucz, pokręcił się jeszcze chwileczkę po pracowni i kiedy uznał, że ma już wszystko co będzie mu potrzebne do przeprowadzenia doświadczeń, nakazał im zanieść to wszystko do klasy na biurko i zająć na razie swoje miejsca. Sam zaś wziął mały kocher na denaturat oraz butelkę denaturatu, i już chciał wychodzić, ale jeszcze coś sobie przypomniał, więc zawrócił. Zdjął z wieszaka swój długi fartuch ochronny i ogromne, gumowe rękawice, i na wszelki wypadek też zabrał z sobą. W klasie już, podszedł do tablicy i napisał wzór reakcji na powstawanie kwasu siarkowego: SO2 + H2O -> H2SO4, po czym się odwrócił i podszedł do biurka z zamiarem omówienia zapisanej na tablicy reakcji oraz przygotowania roztworu kwasu siarkowego i zademonstrowania klasie. Ciągle mówiąc do klasy, przygotowywał wszystko do przeprowadzenia doświadczenia. Nagle zamilkł na króciutką chwilę, zastanawiając się, czy o czymś nie zapomniał. W końcu się głośno zaśmiał i zawołał:

   - No, moi drodzy chemicy, zanim przystąpię do przygotowania roztworu kwasu siarkowego i innych doświadczeń z siarką i kwasem siarkowym, powiem wam, jakie jest stare, poczciwe hasło chemika. Otóż brzmi ono tak: „Pamiętaj chemiku młody, zawsze wlewaj kwas do wody”… czyli nigdy nie wlewaj wody do kwasu, ponieważ woda ogrzeje się do wrzenia i rozchlapie kwas po wszystkim. A więc, chcąc przygotować roztwór kwasu siarkowego w wodzie, należy dolewać zawsze kwas do wody, gdyż jako cięższy opada zawsze na dno i miesza się z wodą. W przeciwnym razie, woda jako lżejsza, zostałaby na powierzchni, a ponieważ przy rozcieńczeniu stężonego kwasu wydziela się znaczna ilość ciepła, na granicy zetknięcia kwasu i wody ciecz mogłaby się ogrzać do wrzenia i spowodować wypryskiwanie kwasu i oparzenie skóry. I nie tylko, bo musicie wiedzieć, że kwas siarkowy niszczy też tkaniny, papier, drewno, i wiele też innych materiałów… No, zapamiętacie to?

   - Ma się rozumieć, proszę pana! - zawołała klasa.

   - Cieszę się - uśmiechnął się z zadowoleniem pan Chełmicki i nagle buchnął gromkim śmiechem. - No tak, pamiętałem o wszystkim, ale zapomniałem o wodzie. A bez wody ani rusz, roztworu nie będzie. Proszę, Maleńczuk, masz tu tę menzurkę i przynieś mi wody z pracowni. No, rusz się!

   W klasie zaszumiało. Jasiu Maleńczuk, najmniejszy wzrostem uczeń w całej klasie, wstał z ławki i podszedł do pana od chemii i wziął z jego rąk menzurkę. Po czym z przyklejonym uśmiechem na twarzy poczłapał do pracowni. W klasie zaszumiało jeszcze głośniej.

   - Cicho klasa! Co to za szumy? Tu nie las, więc uspokójcie się, proszę was! - uciszał klasę pan Chełmiński.  

   - To się porobiło - syknęła Danka Mazurek, mierzwiąc swoją gęstą blond grzywkę, i nachylając się do siedzącego obok, w drugim rzędzie, Marcina Kosy. - Zobaczysz, Jaśko Zielone Uszko zaraz coś zmaluje.

   -  Eee tam, może mu się uda nie zmalować - zachichotał Marcin. - Czasami jest mniejszą fajtłapą niż zwykle.

   - Masz rację Kosa, nasza sercu nam bliska łamaga klasowa, czasami jest mniejszą łamagą - zarechotał Karol Suchocki w plecy Marcina. - A swoją drogą, myślę, że Chemion rzeczywiście zbyt długo przebywał na chorobowym, bo zdążył chyba zapomnieć na co stać naszego małego Jaśka od Maleńczuków, skoro polecił mu tak ważne zadanie do wykonania...

 

 

A gdzie jest ciąg dalszy? ;)

 

Przepraszam, ale usuwam stąd dalszy ciąg tej książki, ponieważ została już wydana przez Wydawnictwo Książkowe "Amazon".

 

Oto link do niej:

"Wagarowicze mimo woli" (Polish Edition)

 



komentarze (7) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 22 września 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2982 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to