Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 832 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


TEKSTY EPISTOLARNE - List do Marty

niedziela, 11 sierpnia 2013 11:48

 

 List do Marty

 

 

Droga Marto, oczywiście, że każdemu człowiekowi zdarza się "grzeszyć"... ale ja bym nazwała to raczej: - "popełniać w życiu błędy ". Taka już jest natura człowieka. Najważniejsze jednak jest to, by każdy z tych swoich błędów umiał  wyciągać wnioski i starał się ich więcej nie popełniać. Ażeby też nauczył się  kochać  siebie i wierzyć w siebie. Tylko ten człowiek, który kocha samego siebie, może pokochać innych. Może być dobrym człowiekiem.

 

Człowiek ma w sobie wielką moc - ROZUM. Powinien uczyć się go w życiu odpowiednio wykorzystywać. Powinien nauczyć się także liczyć zwłaszcza na siebie, nie biadolić, nie załamywać rąk pod obrazem - błagając o pomoc, a działać. Samemu działać. Będzie to z pożytkiem dla niego samego i innych. Stanie się silnym i wartościowym człowiekiem.

 

Kiedy zauważyłam, że jesteś tak młodą Osóbką, aż się przeraziłam, że tyle już przeszłaś w tym swoim krótkim życiu. To smutne! Po tych wszystkich traumatycznych chwilach w Twoim życiu nagle zaczęłaś gorąco wierzyć w Boga. Bardzo dobrze! Pochwalam! Obawiam się jednak, po przeczytaniu niektórych tekstów na Twoim blogu, że popadasz ze skrajności w skrajność. A to już nie jest dobrze.

 

Bardzo cenię ludzi głęboko wierzących, ale tych skromnych, dobrych. A takich niestety jest niewielu. Większość to "krzykacze", którzy w "imię Boga" nienawidzą ludzi innych religii (innowierców) i niewierzących. A musisz wiedzieć, że od głębokiej wiary do fanatyzmu - droga niedaleka. Smutne to, ale niestety prawdziwe, bo najwięcej krzywdy światu wyrządziły - właśnie religie. Kiedyś krzyżowcy w imię Chrystusa dziesiątkowali narody, dzisiaj czynią to fundamentaliści islamscy - w imię Allacha. O innych pogromach na tle innych religii już nawet nie wspomnę.

 

Uważam, iż wiara powinna być intymną rzeczą każdego człowieka... Gdyby każdy człowiek swoją wiarę nosił w sercu, a nie obnosił się nią jak jakąś szatą, najpiękniejszą, najprawdziwszą - wg jego mniemania - to więcej dobra byłoby na świecie.

 

Niestety, ludzi prawdziwie wierzących - i dobrych jednocześnie - nie ma wielu na świecie. O, chociażby w Polsce, ponoć 95% obywateli, to ludzie wierzący, katolicy... Akurat, to gdzie oni są? Gdzie ta dobroć wypływająca z ich wiary? Większość pędzi do kościoła albo dla tradycji, albo z tchórzostwa, ze strachu o własną d... (interpretacja dowolna), bo jak widać, ich życie codzienne niewiele ma wspólnego z wiarą w Boga... i przestrzeganiem dekalogu.

 

A jeśli chodzi zaś o ateistów, to musisz wiedzieć, że prawdziwi ateiści nigdy się nie „nawracają”, a to dlatego, że nie z lenistwa, czy też wygody życia, i także nie z tych powodów, które wymieniłaś, a z rozsądku właśnie (krótko rzecz ujmując) - w Boga nie wierzą. I jak Ci już pisałam, w wielu przypadkach są lepszymi, wartościowszymi ludźmi niż ci wierzący. „Nawracają się” tylko ci, którzy tak do końca ateistami nigdy nie byli, i którzy należą do ludźmi bojaźliwych. To ze strachu o siebie - najpóźniej w obliczu śmierci - zaczynają nagle wierzyć. Najczęściej jednak nawracają się ci, którzy z własnego lenistwa i wygody życia woleli o Bogu zapomnieć, a dopiero jakiś ich dramat osobisty, do którego z własnej winy doprowadzili, albo ktoś ich doprowadził, każe im o Bogu sobie przypomnieć. Wtedy nawracają się szybko. To i dobrze! Ale niestety bardzo często zdarza się i tak, że z czasem popadają ze skrajności w skrajność i stają się wręcz fanatykami wiary. A fanatyzm, jakby nie patrzeć, jest zjawiskiem bardzo negatywnym. Fanatycy religijny stają się uciążliwi i często niebezpieczni dla innych. W najlepszym przypadku popadają w dewotyzm, zachowują się wobec innych ludzi jak nawiedzeni, wystawiając się tym samym na śmieszność, a nawet na pogardę. Czytając Twoje wpisy, coś mi się wydaje, że Ty jesteś już na dobrej drodze by wpaść w głębokie koleiny dewotyzmu.

 

Jesteś jeszcze taka młoda, z pewnością nie raz przyjdzie Ci weryfikować własne poglądy na życie. Ale pamiętaj, moc leży przede wszystkim w Tobie, nie ulegaj wpływom innych. Myśl samodzielnie… Jeśli oczywiście pragniesz być dobrym człowiekiem dla siebie i innych. I wierz przede wszystkim w siebie. To TY JESTEŚ NAJWAŻNIEJSZA!... Twoja psychika. To od niej zależy jakość Twojego życia i Twoich bliskich. I pamiętaj, chcesz czuć się kochaną, pokochaj najpierw siebie.

 

Ależ się rozpisałam, ale gdy przeczytałam ten Twój wpis o egzorcyzmach, aż mną potelepało. Rany, jaki szatan, jaki diabeł? To psychika człowieka, słaba psychika słabego człowieka - po jakiś traumatycznych przeżyciach - może tak szaleć. Także chora psychika. By nad nią zapanować, takiemu człowiekowi, i owszem, ktoś musi pomóc, ktoś dobry i mądry, jeśli - na już - on sam nie jest w stanie sobie z nią poradzić. W rezultacie to i tak on sam leczy się ze swoich słabości, lęków, upiorów. Wystarczy, że poczuje, iż znalazł się ktoś kto się nim zajął, ktoś kto pracuje nad jego psychiką. Chociaż tego drugiego akurat w początkowej fazie tego tzw. „opętania” nie jest jednak świadomy. Niektórzy nawet do końca nie będą tego świadomi. Tak może być i w Twoim przypadku. Tobie się wydaje, że to Bóg Ci pomógł, wyprowadzając Cię z opętania (czy tę kobietę wyleczył z raka, o której wspominasz), a to Ty sama, a dokładniej Twój mózg.

 

To Twoje wielkie pragnienie by przestać się bać, a przede wszystkim wiara w to, że czyjaś pomoc zadziała - wzmocniły Twoją psychikę. Przestałaś się więc bać. Nic Ciebie wcześniej nie straszyło, żadne duchy, żadne upiory, to Twoja psychika zniszczona jakimiś osobistymi traumatycznymi przeżyciami, uzależnieniami, lekami, tworzyła w Twojej skołatanej, chorej wyobraźni takie straszne obrazy o duchach, stukaniu po nocach. Wiele dzieci tak ma w okresie dojrzewania, kiedy znalazły się w podobnej jak Twoja sytuacji.

 

Widzę, że nie masz pojęcia nawet, jakie możliwości ma mózg człowieka. Kiedy się czegoś gorąco pragnie, jeśli się o to modli (wszystko jedno jak) mózg zaczyna pracować w tym kierunku by to pragnienie się spełniło (Paulo Coelho mówi w tym przypadku o wszechświecie). Zarozumialstwem i pychą jest myśleć, że to Bóg raczył zająć się akurat Tobą, kiedy tyle dzieci na świecie umiera z głodu, albo z rąk oprawców. Czy Ty myślisz, że te dzieci były gorsze, że się nie modliły o łaskę do Boga? A czy chociażby w czasie II wojny światowej te miliony ludzi umierających w męczarniach w obozach koncentracyjnych do Boga się nie modliło? I co ich Bóg nie chciał wysłuchać? Zapomniał o nich? O wszystkich?! A może wybył w tym czasie na dłuższy urlop? Akurat Twojej modlitwy wysłuchał, a tysiącami dzieci umierającymi teraz chociażby w Syrii pogardził? Egoizm i pycha przez Ciebie przemawia? Zastanów się nad tym.

 

Ty oczywiście możesz w to wszystko głęboko wierzyć, ale… ale kiedy zamiast nosić tę wiarę w sercu, piszesz o niej w Internecie, musisz się liczyć z tym, że niewielu ludzi podzieli Twoje, jakże osobiste, zdanie.

 

Nie wiem czy zrozumiesz to co napisałam, ale mam taką nadzieję, że choć trochę. Jak nie teraz, to może jak już będziesz dorosła.

 

Młodzi ludzie szukają autorytetów, często po omacku… życzę Ci więc, aby wokół Ciebie było jak najwięcej dobrych i mądrych ludzi. Ze złymi zaś, żebyś nauczyła się sama sobie radzić. Nie warto jednak tyle rygorów sobie w życiu narzucać. Nie uczynią Cię szczęśliwszą. Warto natomiast pracować nad sobą, nad swoją psychiką, wzmacniać ją poprzez kontakt z dobrymi ludźmi i pomoc potrzebującym. Poczujesz się wtedy potrzebna, a w rezultacie silna i wolna… i pójdziesz przez życie w poczuciu szczęścia i radości. Tego Ci życzę z całego serca! Pozdrawiam! Nastka

 

PS

I jeszcze jedna dobra rada: Zanim powiesz nie, sprawdź, co byś osiągnęła, mówiąc tak. To działa w każdym przypadku i w każdej sferze życia.



komentarze (8) | zaloguj się, aby dodać komentarz

TEKSTY EPISTOLARNE: Marynia do Nastki; Nastka do Maryni

środa, 23 grudnia 2009 21:35
 
Jeśli kogoś z Was, moi Drodzy, interesują tego typu teksty i miałby ochotę zapoznać się z poprzednimi listami Nastki i Maryni, wystarczy kliknąć o właśnie tutaj > Wykaz opublikowanych tekstów, i tam pod poz. XVI "Teksty epistolarne" klikać w poprzednie listy przyjaciółek, które również zalinkowane.
Listy
przyjaciółek
 
 
@)-->-->--
 
Maryni & Nastki

 

                            

 

Witaj, Nastusiu Kochana!

 

Już Cię nawet przepraszać nie będę za moje długie milczenie, bo znając Ciebie, wiem, że mnie zrozumiesz, i że mi i tak wybaczysz. Straszliwie ostatnio zajęta jestem. A dni takie krótkie się zrobiły, że nawet nie wiem, kiedy kończy się jeden dzień, a zaczyna drugi. Nie lubię tego szaroburego, jesiennego okresu. Zima już jest lepsza, bo przynajmniej biało dookoła. Przez co i przyjemniej.

 

No i święta już za pasem. Wybieram się na cały okres świąt na wieś do mojej mamy. Wcześniej myślałam, że spędzę je w domu z Polą, i mamę do siebie ściągnę, ale okazało się, że Pola ze swoimi przyjaciółmi wyjeżdża na 2 tygodnie do Tajlandii. Wróci po Nowym Roku. Postanowiłam więc spędzić święta na wsi, w domu rodzinnym. Śladami dzieciństwa. Mama jest zachwycona, bo też woli swoją wieś, niż moje miasto. Kazan pewnie będzie też zachwycony. Wylata się po maminym ogromnym podwórzu, co niemiara.

 

Aha, Nastka, a za mojego Brona, to ja Ci uszy ponaciągam. Poczekaj tylko! Jak się u mnie wreszcie kiedyś zjawisz, będziesz latać po moim królestwie jak kłapciouch nr 7. Hihihi... Zobaczysz! Gadałam z Bronem na skypa i opowiadałam mu o Tobie, i o tym Twoim rozpuszczaniu cudzych mężów. Uśmiał się zdrowo i powiedział, że jak tylko wróci do Kraju, musisz do nas przyjechać. On osobiście wyśle Ci zaproszenie. Widzisz, jakie te chłopiska puste? Jak bardzo lubią być rozpieszczane? Będziesz miała pole do popisu. Przynajmniej w oczach Brona... No bo ja, obiecanego kłapcioucha nr 7, i tak z Ciebie zrobię.

 

Melduję, że maluję nadal. I to z coraz to większa pasją. Tym razem podsyłam Ci portret mojego Brona z lat młodzieńczych. Odrysowałam go ze starego zdjęcia, które mi podarował wraz dedykacją w maturalnej klasie.

 

 

           

 

           

No jak? Fajniutki był, co nie? Nawet ten jego orli nos dodawał mu uroku. Ależ moje ślubne szczęście będzie miało niespodziankę, kiedy wróci. Jego ślubna, z nagła, zaskoczy go aż dwoma muzami naraz.

Nastusiu kochana, będę kończyć, ale chciałabym jeszcze złożyć Ci życzenia świąteczne i noworoczne.

 

Ykhm...! Ykhm...! No to więc tak:

 

Oby Święta były dla Ciebie tak radosne,

jak radosne są ptaszki na wiosnę...

Oby prezentów pod choinką multum było,

co by Twoją radość, bardziej wzbogaciło.

A Nowy Roczek Twe marzenia niechaj spełni,

co byś się mogła czuć szczęśliwa... i spełniona w pełni.

 

Ha, ale mi wierszyk wyszedł! Tylko się nie śmiej ze mnie, bom antytalent poetycki... Ba, w całej pismaczej ogólności antytalent ze mnie. Ale życzenia moje dla Ciebie, z serducha mojego wypływają, w którym Ty, zajmujesz dużo miejsca. Boś moją ukochaną psiapsiółką przecie.

Do życzeń moich dołącza się również Urszulka. Prosiła mnie o to. Ciągle się o Ciebie dopytuje. Mówi, że bardzo chciałaby Ciebie poznać i osobiście podziękować za lekcję życia, jakiej jej udzieliłaś w ostatnim Twoim liście. Do dziś o tym wspomina... i za każdym razem ryczy ze śmiechu, jakby jej kto pijawki do pięt przystawiał.

 

Pa, Kochana! Pędzę do zajęć, bo dzień wnet będzie się kończyć, a ja tyle mam jeszcze do zrobienia... Ależ zajęta jestem... Ależ ja to lubię! No to, że bardzo zajęta jestem. Bo, przyznam Ci się szczerze Nastusiu, ja się ogromnie cieszę, kiedy mam dużo zajęć. Wtedy chce mi się żyć. Nie znam słowa „nuda". O rany, chyba bym się rozchorowała, gdyby mi, co nie daj Bóg, przyszło się nudzić.

 

Buziam cieplunio i pozdrowionka ślę dla Ciebie i Twoich kochanych Dzieciaczków z Dzieciaczkami! Wesołych Świąt i samych wspaniałości w Nowym Roku! Przyjemnie Zajęta Marynaserce

 

 

@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--

                                                    

 

Witam Zapracowaną Psiapsiółkę!

 

A pewnie, że Cię rozumiem, bom sama zapracowana. I też przyznam, że być zapracowaną, bardzo lubię. Nawet ostatnio wcześniej wyskakuję z łóżeczka, aby tylko zdążyć wszystko zrobić, co sobie w nocy, przed uśnięciem, zaplanuję. To moje wcześniejsze wstawanie też polubiłam. Dzień wydaje się o wiele dłuższy, i taki jakiś radośniejszy. Nie na darmo stare polskie przysłowie mówi: „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje". Kiedy dawno temu, miałam taki zły okres w swoim życiu, że rankami z łóżka wyczołgać mi się nie chciało, czułam się potwornie. Nie miałam siły ani chęci na nic. Myślę, że takie ranne, niepotrzebne gnicie w łóżku, to pierwszy krok do popadnięcia w depresję, gdyż powstaje wtedy taki łańcuszek powiązań, a właściwie uzależnień. Długie spanie uzależnia i powoduje osłabienie organizmu, więc się śpi jeszcze dłużej. A im dłużej się śpi, tym bardziej się jest osłabionym. A jak się jest bardziej osłabionym, tym dłużej się śpi. No i błędne koło jak nic... I ani się człek obejrzy, a deprecha już na poważnie spoziera mu w oczy. Tak że powinnyśmy być Maryniu szczęśliwe, że łóżka nasze traktujemy jedynie jako miejsce nocnego wypoczynku, a nie, długogodzinnego wylegiwania się. A tak w ogóle, to myślę, że ludziom czynu, ludziom z pasją, takie nadmierne korzystanie z łóżka, rzadko się zdarza. Takim ludziom, też i depresja nie grozi. Co Ty na to, Pani Doktor? Mam rację?

 

No pięknie Ci wychodzi to portretowanie. Dzięki za portrecik Brona! Przystojniaczek z niego był... tzn. jest... że ho, ho! Bo mniemam, iż tak mu zostało. Ty, Marynia, teraz mi przyszło na myśl... a może Ty byś tak zaczęła sobie tymi zdolnościami portretowania na jarmarkach dorabiać, co? Hihihi!... No dobra, dobra, żartuję, ale przyznam, że bardzo ładnie Ci to wychodzi. A może kiedyś byś i mnie sportretowała dla moich potomnych? Hę? Ależ byłabym Ci wdzięczna!

 

Miło mi, że Bron chce mnie zaprosić. Kto wie, może uda mi się z Jego zaproszenia skorzystać. Bo też marzy mi się, aby w przyszłym roku wybrać się do Polski. Jak tylko moje marzenie się ziści, zawitam u Was z pewnością. No a wtedy... ha, kłapcioucha nr 7, to ja z Ciebie zrobię.

 

Podziękuj, proszę, Twojej sąsiadce Urszulce za życzenia.  Mówisz, że moja lekcja się Jej spodobała? Hihihi...! A wcale się Jej nie dziwię, że marzy o wykopaniu szefowej. Dobrze, że choć umie śmiechem reagować na tak podłą sytuację. Bo nie ma nic gorszego, jak mieć szefa w spódnicy... Brrrr! Aż mnie potelepało, na samą myśl. Całe życie jak diabeł święconej wody unikałam takiej sytuacji. No i na szczęście, udało mi się. Nigdy nie miałam szefa w spódnicy... Phiii, teraz nawet w spodniach nie mam.

 

Aha, zapomniałabym Ci się zwierzyć, że od jakiegoś czasu mam adoratora. Super nowinka, co?! Sama nie wiem, kto to jest. Wiem tylko tyle, iż jest znajomym mojej znajomej z Polski, z którą się poznałam dwa lata temu na Spotkaniu Polonusów w Berlinie, i czasami do siebie pisujemy. I wyobraź Ty sobie, że ten jej znajomy, wielki biznesmen, gdzieś u niej wypatrzył moje zdjęcie, wypytał kto zacz, i teraz morduje ją, aby nas z sobą poznała. No i Basiurka, bo tak ma na imię ta moja znajoma, wystosowała do mnie liścik, w którym wyłuszczyła mi sprawę mojego wirtualnego adoratora. Uśmiałam się, bo dla mnie to komiczna sytuacja. Odpisałam więc Basiurce, pół żartem, pół serio, że i owszem, możemy się poznać, bo w styczniu wybieram się do Berlina. Poznać się przecież zawsze można. Ale żeby jej znajomy nie robił sobie zbyt dużych nadziei, to od razu zaznaczyłam, że mam tylko jeden wymóg: - musi zadziałać chemia. Bo bez chemii, ani rusz. Biznesmen musi coś sobą prezentować (prócz interesu, ma się rozumieć), bym miała ochotę z nim spędzić choć chwilkę z mojego drogocennego czasu. Hihihi! Zobaczymy, jaki będzie ciąg dalszy, i co z niego wyniknie. Zamelduję Ci z pewnością.    

 

Wielgachne dzięki również i Tobie Maryniu za piękne życzenia! No co chcesz? Fajne życzonka Ci wyszły. Aż się wzruszyłam. W drodze rewanżu, powinnam Ci malowane życzenia przesłać. Niestety, takowych nie prześlę, bo do malowania za czorta talentu nie mam. Moje Wnuczki lepiej ode mnie malują. O, spójrz! Podsyłam Ci szopkę własnoręcznie namalowaną i sklejaną przez moją 6-cio letnią Wnuczkę.

 

          

 

Prawda, że ma talent? Ale to z pewnością nie po mnie, a po swojej Mamie, a mojej Córci.

 

A teraz moje dla Ciebie życzonka. Ślę Ci je wraz ze stroikiem mojego stołu wigilijnego:

          

 

 

         Życzę Ci Maryniu wiele miłości...

        Niechaj w Twym sercu nieustannie gości.

        I to nie tylko z okazji Świąt i Nowego Roku,

        Ale zawsze i wszędzie, na każdym kroku.

 

        Bądź szczęśliwa Przyjaciółko kochana!

        Tryskaj energią od samego rana...

        Promieniuj radością na wszystkich dookoła,

        Zadziwiaj talentami i... pisz epistoła.

 

 

Z utęsknieniem czekam na każdy Twój liścik. Pozdrawiam cieplunio! Zaniedbana Epistolarnie Nastka serce


@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--



komentarze (5) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Marynia do Nastki; Nastka do Maryni

niedziela, 15 listopada 2009 10:17
                                                   

 

Kochana moja Nastusiu,


wybacz mi tak długie milczenie. Tak bardzo byłam ostatnio zajęta, że nawet nie wiem, kiedy tyle czasu minęło od ostatniego mojego listu do Ciebie. Wybaczysz Nastusiu, co? Proszę!

Już Ci wyjaśniam, czym aż tak bardzo zajęta byłam. Że praca, że dom, to normalne, zajęć ogrom, ale ja nie o tym. Otóż zajęta byłam czymś innym, czymś, o czym już dawno zapomniałam, a co dopiero niedawno, samo mi się jakoś z nagła przypomniało... Malowanie! Nastusiu moja kochana, wróciłam do malowania! Wyobrażasz to sobie? Ostatni mój obraz popełniłam grubo przed maturą, a teraz ni stąd, ni zowąd, ochota do malowania wróciła. Żadna tam ze mnie malarka już nie będzie, to pewne, ale najważniejsze, że w malowaniu, czy rysowaniu, znajduję ogromną przyjemność. Ta czynność mnie bardzo wycisza, uspokaja, odpręża, przywraca równowagę, a w rezultacie - dodaje energii. Po każdym takim moim „malnięciu" czegoś tam, czuję się taka rześka, taka silna, że... hihihi!... góry mogłabym przenosić. Nawet Kazan ma korzyść z mojej odnowy, bo jeszcze dłużej brykam z nim po lesie. Podsyłam Ci moje pierwsze dzieło, tylko się ze mnie nie śmiej. Chcę, abyś zerknęła swym wrażliwym okiem i oceniła moje umiejętności, a przy okazji, poznała moją sąsiadkę Urszulkę, bo to ona służyła mi za model. Urszulka w każdym bądź razie jest zachwycona sobą na tym rysunku, bo jak twierdzi, ujęłam jej sporo lat.


         


Aż sama zaskoczona jestem, że ostatnio tyle różnych muz mnie dopada. Hihihi...! A może to jeszcze nie ostatnia?


A z tym komplementowaniem mojego Brona, to Ty Nastusiu nie przesadzaj. Chcesz mi chłopa rozbisurmanić? Się nie zgadzam! Słyszysz?! Chłopa trzeba króciutko za mordziuchnę trzymać. Za wiele nie chwalić. No! Opowiedziałam też Urszulce o tym, co mi pisałaś w tej kwestii, i o tym, żeś od lat sama sobie szefem,  bo szefów nie trawisz,  a już zwłaszcza w spódnicy. Uśmiała się co niemiara. Ale i też, zaczęła się nagle zastanawiać nad swoją sytuacją w pracy. No i doszła do wniosku, że w niedalekiej przeszłości  popełniła wielki błąd, bo kiedy jej proponowano stanowisko szefa oddziału, zrezygnowała, i teraz ma nad sobą koleżankę jako szefa. Nielubianą koleżankę, która się ciągle nad nią pastwi. Rozmyśla już, jakby tu pozbyć się tego babsztyla i samej zostać szefową. Mówi, że choć to trudna i długa droga, spróbuje. A gdyby to próbowanie szło jej jak po grudzie, to najwyżej wszystkie frustracje nagromadzone w tym czasie, odbijać będzie w domu na mężu, jak wróci z Belgii. Albo, zostanie w domu i zajmie się nicnierobieniem. Oj, narobiłaś tej mojej Urszulce bałaganu w głowie... oj, narobiłaś. Mi, na szczęście, nie, no bo też sama sobie jestem szefem już od ponad 2 lat.


Też żałuję, że muza śpiewacza opuściła Cię w wieku dojrzewania. Z chęcią bym Twojego śpiewu posłuchała, jak u mnie zawitasz. Ale nie martw się Nastuś, przecież masz tyle innych talentów. Zaraz, teraz tak sobie myślę... A może Twoja śpiewacza muza jeszcze do Ciebie powróci? Tak jak moja malarska do mnie powróciła.


Nie będę Cię już kotkami usypać, skoro za kotkami nie przepadasz. Ale żałuj, kotki są przecież milutkie. Uspakajają swoim mruczeniem, ogrzewają, ba, leczą nawet z reumatyzmu... Słyszysz, Nastuś? Lekarz Ci to mówi, choć to  bardzo nieprofesjonalne z lekarza strony... Mówi jednak! No ale skoro nie chcesz, to dzisiejszej nocki, niechaj księżyc Ciebie uśpi:


„Ach śpij, kochanie, jeśli gwiazdkę z nieba chcesz - dostaniesz.

Czego pragniesz daj mi znać, ja Ci wszystko mogę dać.

Więc dlaczego nie chcesz spać?

Ach śpij, bo właśnie księżyc ziewa i za chwilę zaśnie.

A gdy rano przyjdzie świt, księżycowi będzie wstyd, że on zasnął a nie Ty!"


Ziewające buziaczki! Maryna Usypiającaserce



@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--

                                   


A witam, witam, kochana Maryniu!


No dobrze, po dogłębnym przeanalizowaniu Twojej prośby, postanowiłam usprawiedliwić Cię przed samą sobą. Tak że możesz się już czuć usprawiedliwioną... Tylko tym razem, ma się rozumieć!


No, Maryńka, jestem pod wielkim wrażeniem Twojej nowej (choć starej) muzy malarskiej. Fajnie Ci to wychodzi, sądząc po Twojej sąsiadce Urszulce. Piękna z niej kobieta, i pięknie przez Ciebie uwieczniona. Masz talent, Maryniu. Maluj więc, rysuj, twórz. No popatrz, a ja sobie nawet nie przypominam, że Ty kiedykolwiek malowałaś. Nigdy wcześniej się nie chwaliłaś. A szkoda, bo jest się czym chwalić. Czekam niecierpliwie na następne Twoje dzieła.


Dobrze, że Twojego dictum w sprawie wychowywania chłopów, Twój osobisty chłop nie słyszy. Przykro by mu było istotnie... I może byś nawet po uszach od niego oberwała! A co do rozpieszczania go przeze mnie, to wcale się na to zgadzać nie musisz... Ale, że tak powiem, moja Droga, niewiele też masz w tej materii do gadania. Przykro mi. Bo też, nie wiedzieć czemu, chwalenie cudzych mężów to mi jakoś tak od samości przychodzi. Oczywiście żadne to lebiegi być nie mogą, muszą coś sobą prezentować, by na moje chwalenie zasłużyć. Wprawdzie Twojego Męża jeszcze nie znam, ale już pewna jestem, że na komplementowanie moje, a jakże, zasługuje. Skąd ta pewność? Ano stąd, że Ciebie znam troszeneczkę, i wiem, że żadnego melepety za męża byś sobie nie wzięła. No ale cóż, przyjdzie mi poczekać na jego powrót byś naocznie mogła na nim stwierdzić, jakie są efekty mojego komplementowania. Bo tak chwalić w pustkę, to też mi się nie chce, moja Droga Słomiana Wdowo. A tak swoją drogą, skoro piszesz, że chłopa trzeba króciutko za mordziuchnę trzymać, to zaczynam się już zastanawiać, czy ta Twoja sąsiadka z boku nie miała przypadkiem racji, mówiąc, że on... (no, ten Twój Bron), to tak sam się na tę niebezpieczną wojenkę nie wybrał. Hihihi...! No ale nic, nie chcę wyjść na wścibską, tłumaczyć się więc przede mną nie musisz.


Natomiast tym bałaganem w głowie Twojej sąsiadki Urszulki trochę mnie zmartwiłaś. Moim osobistym podejściem, do kwestii szefa w spódnicy, nie zamierzałam nikomu w głowie bałaganić... A tym bardziej, do rewolucji takowej w czyimkolwiek życiu doprowadzać. Powiedz Urszulce, że musi ze spokojem i rozsądkiem do sprawy podejść, żeby się w efekcie nie okazało, że nie tylko szefa płacącego się pozbędzie, ale i płacenia. I z jej nicnierobienia, też w końcu nici mogą wyjść, bo kiedy zbyt mocno będzie odreagowywać swoje frustracje na mężu, walizki jej przed drzwi wystawi, i będzie musiała puszki zbierać, albo może nawet i jakąś trakcję elektryczną ukraść, by jako taki godziwy poziom życia sobie zapewnić. Tak że niech rozważy kwestię bardzo spokojnie, bo żeby nie wyszło na to, że kiedy Ty będziesz chciała wybrać się z nią na spacer, to już jej w domu nie zastaniesz. No i zamiast spacerów po pobliskim lesie, będziesz musiała od mostu do mostu spacerować w poszukiwaniu za nią. No, tak że wiesz, niech spokojnie i z rozmysłem podejdzie do tej sprawy, a dojdzie do satysfakcjonującego ją celu. Amen!


A do kotów, to Ty mnie Maryniu i tak nie przekonasz. Kanapowcem nie jestem i kocie mruczenie wyprowadza mnie z równowagi. Reumatyzmu nie mam. Miałam, w dzieciństwie, to sobie sauną wyleczyłam. A wiesz, przed laty miałam takiego staruszka sąsiada (Niemca), któremu czasem z serca dobrego pomagałam. (Jego dzieci czasu dla niego nie miały). I kiedyś, kiedy przebierałam mu pościel, doznałam szoku dogłębnego. A wiesz dlaczego? Otóż dlatego, że jego kołdra była cała z kocich skórek. Ty byś musiała mnie wtedy widzieć, w jakim tempie mu tę pościel przebrałam. W kosmicznym. Na bezdechu i ze ściśniętym gardłem. Nie to, że mi było aż tak bardzo tych biednych kociąt żal, na pewno trochę tak, ale przede wszystkim dlatego, żeby pawia nie puścić i mu świeżo przebranej pościeli jakowymś szlaczkiem nie przyozdobić. Brrr... jeszcze i teraz, na samą myśl, gardziołko mi się ściska.


No, to na razie tyle wieści z niemieckiej ziemi do polskiej. Bywaj Maryniu! Trzymaj się cieplutko... i twórz!

Buziam, moja kochana Artystko! Nastkaserce


PS


Co się zaś tyczy usypiania mnie, to dobrze żeś od szaroburych odstąpiła. A co do księżyca, to pewna jestem, że z mojego powodu, nigdy mu wstyd nie jest. Bo ja, moja Maryniu, usypiam grzecznie, i to od razu... tylko w mym osobistym wyrku członki ciała wygodnie ułożę. No dobra, może nie tak od razu, bo najpierw rachunek sumienia z dnia minionego robię, potem plan na dzień następny. Ale jakby nie było, usypiać mnie nie trzeba. No ale jak Ty potrzebujesz usypiania, to Ci zaśpiewam króciutką kołysankę. Chociaż nie, zadeklamuję, bo muza śpiewacza jeszcze do mnie nie powróciła, i zamiast Cię uśpić moją kołysanką, odwrotny skutek mogłabym osiągnąć... hihihi! No dobra, już deklamuję:


Śpij, śpij, Maryniu kochana...

Niewiele godzin zostało do rana.

Śpij, śpij, oczka wreszcie zmruż...

Wszystko wokół już śpi, nawet Twój Anioł Stróż.


 

@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--

 



komentarze (5) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Marynia do Nastki; Nastka do Maryni

wtorek, 20 października 2009 11:05
                                                   


Witam Nastusiu złotojesienną porą!


Och, jakże piękny dzień był u nas dzisiaj. Polska Złota Jesień. Taka prawdziwa. Cudowny to czas. Zewsząd roznosi się wspaniały zapach palonych liści. Uwielbiam ten zapach. Sama u siebie pod domem zrobiłam małe ognisko z liści. Jeszcze teraz w całym domu czuję ten przyjemny zapach.


Na rusztowaniach wyraźne postępy. Czterech chłopów uwija się jak w ukropie. Nie to, że chcą mi zrobić przyjemność i jak najszybciej zakończyć remont mojego domu, ale ponoć dostali jakieś bardzo intratne zlecenie i śpieszno im przejść do nowego zleceniodawcy. To i dobrze. Przynajmniej szybciej będę miała ich z głowy. A i Kazan zazna wreszcie spokoju, bo też nieco nerwowy stał się biedaczek przez te ich całodzienne hałasy na rusztowaniach.


Z politykowaniem koniec, ale muszę Ci jeszcze podziękować za Twój świetny wiersz satyryczny. Uśmiałam się zdrowo. Jestem pod wrażeniem, że tak trafnie ujęłaś w nim wszystkie ówczesne wydarzenia polityczne. Hihihi...! Dobra jesteś. Tyle lat żyjesz poza granicami kraju, a więcej wiesz co się u nas dzieje niż niejeden obywatel w kraju.


Za pocieszenie, z serca Ci Nastusiu dziękuję. Pomogło! Od razu jest mi lżej znosić stan słomianej wdowy. Mówię serio! Jak Bron wróci, to ja się już za niego wezmę, żeby żadne takie fanaberie do głowy mu nie przychodziły. Bo jakżeby inaczej nazwać tę jego wyprawę na wojnę nikomu, oprócz polityków, niepotrzebną. Choć tak po prawdzie, przyznać Ci się muszę Nastusiu, iż uważam, że to w pewnym sensie wielka odwaga pchać się na wojnę. Nieważne już na jaką. Każda wojna jest okropna i wymaga ogromnej odwagi ludzi biorących w niej udział. Ale żeby moje Bronisko za wiele sobie nie pomyślało, to mu nawet o tym  nie wspomnę... A nuż rolę bohatera będzie chciał częściej odgrywać? Chłopa trzeba umieć sobie utemperować. Krótko za mordziuchnę trzymać, broń Boże za wiele nie chwalić. Ty, Nastuśka, a tak w ogóle, to skąd Ty tyle wiesz o facetach, skoro od lat żadne portki Ci się po domu nie pałętają? Hihihi! A mojego Brona przecież nie znasz. Czyżbyś studiowała Instrukcję obsługi Facetów? Jak opowiedziałam mojej sąsiadce Urszulce, co mi napisałaś w kwestii mojego stanu słomianej wdowy, była zachwycona. Bo musisz wiedzieć, że ją też czeka za niedługo taki sam stan, ponieważ jej mąż wyjeżdża ze swojej firmy na półroczny kontrakt do Belgii.


Poza tym, na poletku życiem mym uprawianym (och, jak pięknie nazwałaś moje życie!), wszystko jak najlepiej rośnie i dojrzewa. Zdrówko dopisuje. Praca wre... i w przychodni, i na rusztowaniach. I zawsze znajduję też czas by choć wieczorem z dwie godzinki przynajmniej pobiegać z Kazanem po lesie. Z rana nie zawsze mam czas na dłuższe uganianie się po lesie... Ale wczoraj, czas sobie znalazłam (w poniedziałek praktykę otwieram dopiero o 14-tej). Specjalnie wstałam o 6 rano i powędrowałam z koszem i z Kazanem w głąb lasu. Zamarzyło mi się grzybobranie. Chciałam nasuszyć sobie trochę grzybków, a i trochę zamarynować. Wiesz, moją twórczość kulinarną nadal rozwijam... Hihihi! Specjalnie dla Brona. Na jego przywitanie pragnę go zaskoczyć moimi (nieznanymi mu do tej pory) zdolnościami kulinarnymi. A przecież takie leśne grzybki wielu potrawom nadają szczególny smak. No i wyobraź sobie, że choć w porannym lesie unosił się dookoła zapach grzybni, moje marzenie spaliło na panewce. Kompletnie żadnych grzybów nie znalazłam. Jedynie takie.


        


No ale takimi przecież Brona nie przywitam... Hihihi! Dobre ci one na pożegnanie, nie na przywitanie. Ale że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, przynajmniej nawdychałam się porządnej dawki świeżutkiego powietrza i wróciłam do domu, wprawdzie z pustym koszem (chociaż nie, trochę pięknych szyszek przyniosłam), ale za to jak nowonarodzona. Lekka, zwiewna... i miła w dotyku. Cholewcia, gdzie ten Bron?


Cały dzień minął mi bardzo miło. Lekko, zwiewnie. Jest już późny wieczór, leżę w łóżeczku, i dalej jestem lekka, zwiewna i... ach, nie będę nawet kończyć, bo się jeszcze rozkleję. Albo co? Ech, lepiej zapomnę, żem dorosła kobitka i pożegnam się z Tobą jako malunia dziewczynka:



Aaaa... śpij Nastulko... aaaa

Zamruczały kotki dwa,

Szarobure obydwa...

Cicho, cicho, cicho sza!

Śpij spokojnie każdej nocki, każdego dnia.


Dobranoc Nastuś! Marynaserce

 

@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--

 

                                                   


Witam Maryniu, i też złotojesiennie!

 

A w górach już jesień, królestwo niczyje... A w górach już jesień i kruche motyle.... A ja w górach mieszkam, góralką Hanką ci ja niemalże, więc dobrze wiem jak cudownie wygląda jesień. Łażę sobie po górach i co rusz deklamuję słowa tej piosenki. Nie śpiewam. Nie mogę. Nie chcę mieć zwierzyny na sumieniu. Hihihi! W wieku dziecięcym jakowąś mutację głosu przeszłam i od tej pory mój śpiew do skrzeku jest podobny. Żałuję, bo bardzo lubię śpiewać... No cóż, pozostało mi jedynie śpiewanie w myślach. Co za pech! I pomyśleć, że jako dziecko byłam pierwszą solistką na wszystkich akademiach w mieście. Sama nie wiem, czemu Ci o tym piszę. Pewnie ta cudowna aura złotojesienna tak mnie do śpiewu nastroiła... Hihihi! No to sobie przynajmniej podeklamuję troszeneczkę. A co?! Ciągle mam w pamięci słowa wielu polskich piosenek z tamtych lat.


           


No bo też nie sposób oprzeć się temu jesiennemu pięknu w górach. To zdjątko zrobiłam specjalnie dla Ciebie na szczycie najwyższej u nas góry.


Tak, Maryniu, pamiętam doskonale te cudowne, pachnące ogniska w Polsce. Uwielbiałam je. A wyobraź sobie, że tu palić ni jak nie można. Niechbym tylko spróbowała, a piękną złotą jesień przez kraty Gefaengnis będę oglądała. Tu ni jak nie wolno nic palić, bez względu na porę roku, czy tradycje. Niemcy naród bezwzględny, trzymający się prawa jak rzep psiego ogona, i jakiekolwiek jego naruszenie, grozi karą... I nie ma zmiłuj się!... tak jak w Polsce, gdzie ciągle jeszcze różne przepisy można pięknym łukiem obejść.


A nie, Maryniu, doświadczonam ci ja, że ho, ho! A może nawet więcej. Zdążyłam przecie doświadczyć tego szczęścia w porciętach. I  wiem też, co w Instrukcji Obsługi Faceta napisane stoi. Z wrodzonej ciekawości i żądzy wiedzy (wszelakiej), nieraz do niej zaglądałam. Dlatego też, kierując się swoim różnorako nabytym doświadczeniem, obcych facetów chwalę jeno. Zwłaszcza szefów, jak mi się już jakiś, gdzieś napatoczy. Bo tak po prawdzie, to ja sama sobie szefem od lat. Jak u Ciebie zawitam, Twojemu Bronowi również komplementów szczędzić nie będę, a niech się chłopina cieszy. Będę kimś w jego oczach. A co? Lubię być lubiana. A Ty później temperuj go sobie na swój własny użytek wg wspomnianej instrukcji... Hihihi! Będziesz miała rozrywkę. Dobra jestem, nie?


Co do grzybków, to też je bardzo lubię. Ale od kiedy wyszłam z domu rodzinnego, grzybobraniem się nie param. Z prostej przyczyny. Za czorta nie znam się na grzybach. Jako małolata zawsze tuptałam na grzybki do lasu z moją Mamuśką. Moja Mama doskonale zna się na grzybach, i dzięki jej wiedzy, żadnych trujaków do domu nie przynosiłyśmy. Na to wygląda, skoro żyjemy. A ja znam się jedynie na takich grzybkach:   


         


Fajniutkie, nieprawdaż? Jedną hubulkę nawet sobie finką wycięłam i przytargałam do domu. Z sentymentu. W dzieciństwie zawsze ich miałam pełno w swoim pokoju. Robiłam z nich różne ozdoby.


To tyle na dzień dzisiejszy, moja kochana Maryniu. Trzymaj się zdrowiutko, a i wesolutko, no i pisz, pisz, bo z utęsknieniem czekam na każdy Twój liścik. Ściskam Cię mocno bardzo i buziaczkuję z obydwu stron... cmok! cmok! Nastkaserce



PS


Aha... a Ty Maryńka, co do mnie z kotkami wyskakujesz? Przecie wiesz, że za kotkami-leniwcami akurat nie przepadam. Kotki są dobre dla ludzi-kanapowców... Jam człowiek-energia. Do mnie jak już, to z pieskami trzeba. I to lepiej budzić niż usypiać, bo też spanie akurat, za zło konieczne uważam.


A budzić mnie, na ten przykład, można tak:


Już nie aaaaaaaaa...! -

Zaszczekały pieski dwa. -

Na jogging po lesie już pora,

Fauna Nastko czeka... i pachnąca flora. 


@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--

 




komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Marynia do Nastki: Nasta do Maryni

czwartek, 01 października 2009 11:26

                                                     
                        

 

Witają Cię Kazaniowie, Nastusiu!


I ciągle szczęśliwi, że razem... i tak nam już zostanie. A to dzięki Tobie, moja Kochana. Gdyby nie Ty, nawet na myśl by mi nie przyszło zmieniać swojego życia. Dzięki Tobie zmieniłam, i stało się ono dla mnie takie cudowne, pełne ciepła i radości. Ogromnie Ci Nastusiu dziękuję, żeś mnie pchnęła na właściwe tory.


Teraz już potrafię cieszyć się każdym dniem, każdą najdrobniejszą nawet rzeczą, a uśmiech niemal bez przerwy gości na mej twarzy. Do pełni szczęścia brakuje mi jedynie Brona. Martwię się o niego. Że też mu się zachciało na stare lata walczyć o polską rację stanu! No, niby nie do końca walczyć, bo on lekarz, ale jednak. Lekarz wojskowy, to też żołnierz, i też narażony jest na niebezpieczeństwo. A swoją drogą, co ma polska racja stanu do takich Talibów w Afganistanie? Nie znam się na tej wielkiej polityce, ale czasami wydaje mi się, że dzisiejszy świat zwariował, a wszystkim politykom oczy makiawelistycznym bielmem zaszły. Politycy gonią za władzą za wszelką cenę, zupełnie nie bacząc na naród, na swoich wyborców. Baczą jedynie na możnych tego świata. Na co dzień aż nadto wyraźnie widać, iż nie przebierają w środkach, dążąc do celu, czyli do zaspokojenia swojego narkotycznego głodu władzy. Wierz mi, Nastusiu, brzydzę się politykami... Brrr!!! Toż to hieny. W większości. Tylu naszych biednych żołnierzy już zginęło na nie naszej wojnie, w Iraku, teraz w Afganistanie... I w imię czego, się pytam? W imię polskiej racji stanu? Toż to czyste pieprzenie w bambus, że się już tak brzydko wyrażę. Racji władzy tych, co u władzy, to tak, ale nie narodu. Niechaj więc nie pieprzą górnolotnie... Kurka wodna! Ależ się wnerwiłam! A niechby tym szurniętym fanatykom talibskim udało się wtargnąć do naszego obozu? Chryste, nawet nie chcę o tym myśleć.


Nastusiu, wybacz mi, że pozwoliłam sobie na takie wywnętrznienie się, ale przed kim mam się wywnętrzać, jak nie przed Tobą, moją dobra duszką? Od razu mi lżej! Zrozum mnie Nastusiu, ni jak nie mogę się pogodzić ze stanem słomianej wdowy. Przez tyle lat naszego pożycia po prosu przywykłam, że Bron jest zawsze w domu. To jego pierwsza taka eskapada wojskowa. Ale z pewnością ostatnia. Nigdy, przenigdy się już na to nie zgodzę, żeby jeszcze gdzieś wybył na tak długo, a zwłaszcza na jakąś głupią, przez polityków wymyśloną wojnę. A oprócz tego, teraz w domu wszystko na mojej głowie. Akurat wczoraj przybyła do mnie brygada remontowa i teraz będzie kończyć remont naszego domu. No bo wiesz, dwa lata temu, kiedy zakładałam swoją prywatną praktykę, tylko parter remontowaliśmy. A teraz, zgodnie z wcześniejszym terminem, będzie u mnie na rusztowaniach wisieć czterech chłopów. A jak długo będą wisieć, tylko Bóg raczy wiedzieć, bo chłopy nie wiedzą. A ja wiem jedynie, że Brona jeszcze przez 10 m-cy w domu nie będzie.

No nic, dobrze że mam Kazana, to i pewniej się przy tych chłopach czuję... Hihihi!


A wiesz, moja Pola przez cały weekend była w domu. Jest Kazanem zachwycona, a Kazan najwyraźniej nią, bo ciągle się do niej łasił. Widać, że bidulce bardzo brakowało miłości. Natomiast moja sąsiadka Urszulka, tak bardzo zapragnęła mieć psa, że sobie tak samo ze schroniska wzięła. No popatrz Nastusiu, jaki słodziutki.

       

 

Wabi się Filut. Urszulka chciała dużego psa, ale jej mąż się nie zgodził. Wzięła więc White Terier'a. Mąż jej jest zadowolony, bo jak mówił: - „Psy tej rasy nie byle kto hodował... Ha, sam Karol Darwin, a też i Alfred Hitchcock, a nawet Pablo Picasso. A więc ja, Karol Pikasek, też mogę... Ba, nawet powinienem." - Uśmiałyśmy się z Urszulką z tego Karola ogromnie. A i z Filuta nie mniej. Śmieszny jest ten Filut. A  ruchliwe to to, niemożebnie. Ciągle by się tylko bawił. Nie na darmo wabi się Filut... Hihihi! Nomen omen. A za Kazanem to Filucisko wręcz przepada. Skacze mu po głowie, podgryza uszy, ciągnie za ogon... Kazan jednak wszystkie te jego zabawne zaczepki cierpliwie znosi. Czuje się jego opiekunem.


Uśmiałam się do łez, czytając o Twojej Malwie. No, to rzeczywiście miałaś z nią urwanie głowy. Choć teraz, po latach, wesolutko wspominasz to Malwinisko... Hihihi! No nie wiem, czy dałabym sobie radę z takim dziwacznym, upartym, a do tego ze złodziejska naturą, psem.


Będę kończyć Nastuś moja kochana, bo muszę pędzić ze swoją kulinarną Muzą do kuchni. Powinnam coś tym moim czterem, wiszącym na rusztowaniu, chłopom, coś do jedzenia przygotować. Pozdrawiam Cię Nastaniu bardzo cieplutko... i już mnie nie ma. Buziaczki w biegu posyłam... cmok, cmok, cmok! Marynaserce


@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--

 

                                                   


Witaj, Ty moja Słomiana Wdowo!


A nie smuć się już tak, 10 m-cy minie jak z bicza trzasnął... i Twój Małżonek stanie w progu... wytęskniony, stęskniony, odmieniony, serdeczny, rozpromieniony. A wyda Ci się z pewnością młodszy, przystojniejszy, elegantszy... słowem, wspaniały i... jeszcze bardziej kochany. Bo też taka rozłąka paradoksalnie bardzo dobrze wpływa na zaobrączkowanych... Oczywiście tych odpowiednio zaobrączkowanych. A Wy, jak mniemam, do takich należycie. Rozłąka działa jak cudowne spoiwo. Spaja mocno i trwale. Zobaczysz, ani się obejrzysz, a Twoje szczęście ślubne powróci na łono... i rodzinki, i Waszej podmiejskiej przyrody. Rób swoje od rana do nocy na wszystkich frontach... i naraz, i z osobna. A to dobrze wpłynie na Ciebie. Stężejesz, staniesz się twarda, zaradna, niepokonana... Wszak POLKA potrafi.... Wszystko potrafi. A nagrodą za ten trud codziennego życia będzie ogromna satysfakcja, że podołałaś ze wszystkim. No! Myślę, że choć ździebeczko Cię wspomogłam w stanie słomianej wdowy.

A polityków, to i ja nie lubię. Masz rację, niestety, politycy w większości są makiawelistycznymi i cynicznymi graczami. Nie przebierają w środkach w dążeniu do celu. Podstępem, przebiegłością i bezwzględnością prą do władzy w myśl maksymy Machiavellego: „cel uświęca środki", nie zastanawiając się nawet, że tak po prawdzie, to Machiavelli, używając tych słów w swoim traktacie o sprawowaniu władzy pt. „Książę", w wielu miejscach wyraźnie stwierdza, w jakich sytuacjach można tę zasadę stosować - wyraźnie ją ograniczając... Hihihi! Pewnie Machiavelli w grobie się przewraca, że jego nazwisko jest używane do określania aż tak dwuznacznych moralnie i nacechowanych hipokryzją działań ówczesnych polityków. Bo jak twierdzą badacze, sam Machiavelli w ogóle nie był makiaweliczny. Nasi kochani politycy udają tylko takich wielce praworządnych i pobożnych, a diabła mają za skórą... Ba, nie jednego. I mydlą nam oczy, omamiają, byleby tylko władzuchnę zachować jak najdłużej i zdążyć sobie kieszenie po brzegi ponapełniać. O proszę, dla przykładu masz tu kilku zagranicznych polityków, którzy wielką rolę odegrali swojego czasu nie tylko w swoim kraju, ale i na świecie.


    


                         Rączka... Niedźwiedź... Buzia                 


I jak jednym udało się coś dobrego zrobić dla narodu i świata, i odeszli w chwale (no, przynajmniej w tymczasowej, bo licho wie, co za szydło z worka za jakiś czas wylezie), to innym tylko się wydawało, że coś dobrego zrobili (choć my wiemy, że jedynie samo zło), i odeszli w wielkiej niesławie.

A to, że współczesna polityka i politycy liczą się głównie z interesami możnych tego świata jest aż nazbyt pewne i widoczne. Sprawujący władzę jakoś uważniej słuchają rad i sugestii światowych potentatów przemysłowych, niż zwykłych obywateli. Mają świadomość, że rządzić skutecznie, to znaczy współpracować z odpowiednimi ludźmi. A najcenniejszymi współpracownikami są ci, którzy dysponują odpowiednimi wpływami, możliwościami, a przede wszystkim kapitałem. I niewiele ich to obchodzi, że te kapitały bogaczy bardzo często pochodzą z przestępstw. O obywatelach, jako o swoim elektoracie, przypominają sobie tak naprawdę dopiero przed wyborami. I znów zaczynają obiecywać, mamić, oszukiwać... byleby choć jeszcze trochę móc pobyć na szczycie władzy.

Kiedyś więcej interesowałam się polityką, ale że coraz bardziej mnie irytowała, przestałam się w nią wgłębiać. Toż to bagno bez dna. Teraz interesuje mnie tylko na tyle, by wiedzieć, co się na świecie dzieje. Zawsze oglądam Wiadomości TV i to mi wystarczy. A i tak nieraz potrafię się wkurzać na polityków jak jasna cholera. Zwłaszcza na naszych, rodzimych. Swojego czasu pisywałam nawet satyry polityczne. Dzisiaj już mi się nie chce na ten denny temat pisać. Uważam, że jest to zwykłe marnotrawienie czasu. Nienawidzę hucpiarstwa, a już hucpiarstwa politycznego, dopiero. No ale jeden z moich wierszy satyrycznych Ci podsyłam. Ostatni. Napisałam go ponad 2 lata temu, tak że i ośmieszane w nim wydarzenia, dotyczą tamtego okresu. Proszę bardzo, oto i on: 


 

Trzeba nam poczucia humoru

 


Oglądam co wieczór TV Wiadomości,

I to co widzę, wcale mnie nie złości.

A wręcz przeciwnie, ubaw mam po pachy,

Bo krach za krachem goni nowe krachy.


Krach na giełdzie, kryzys w rządzie,

Tajne teczki ustawione w rzędzie...

Szafa Lesiaka na oścież otwarta -

To polska rzeczywistość... Ech, do czarta!


Strach nerwy przędzie jak pająk pajęczynę,

Każdy spietrany chowa łeb pod pierzynę...

Ale zbyt długo chować go nie może,

Nadchodzą nowe news'y - pożal się Boże:


Ukryta kamera posłanki Beger

W stolicy pobity jakiś „Neger"

Młodzież Wszechpolska swastykę nosi

Lepper Kaczora o litość prosi

Kurski PO nową świnię podłożył

Jakiś debil nową partię założył

Giertych w mundurki dzieci ubiera

A gdzieś na świecie panuje cholera...

Lecz to nie wszystko, bo za chwilę:

Kanclerzyca Andzia wygłasza swe Wille

A w międzyczasie pobito Rabina...

Po co? Dlaczego? Czyja to wina?

Podumać nad tym długo nam nie dano,

Bo już na ekranie głoszą co rano,

Że Begerowa kurwikami strzela

I z owsem do Sejmu się wybiera.

Kaczora po kartoflu Durchfall rozłożył

I Trójkąt Weimarski na później przełożył.

Tusk z Rokitą, choć przyjaciele z klubu,

Epatują spektakularnym: łubu-dubu!

Uwaga, uwaga, znów news'a podali!

Ciężki kaliber... z nóg może zwalić...

W rządzie wybuchła seksafera!!!

Zachód zbaraniał i oczy przeciera.

„Sława" Polski nie zna granic,

Bo przy korycie niesławę mają za nic.

Pękają ze śmiechu narody całe,

Nawet na Jamajce poruszenie niemałe.


A my przecież z duchem czasu idziemy,

I wszystkiego co amerykańskie chcemy...

A chcemy na lunch wychodzić z pracy,

Po pracy w weekend odpoczywać na cacy.

Żadnych życiorysów pisać już nie chcemy,

Bo CV brzmi piękniej, i my o tym wiemy.

Jakże amerykańskie jest też „Sex-affair".

A jak super brzmi, choć jest nie fair.

Już na przykładzie Clintona Billa,

W TV pokazano jak przaśna to chwila.


Każdego dnia natłok wiadomości

Przytłacza, przenika do szpiku kości.

Zewsząd z nas chcą wyciskać soki...

Czyż to za mało, by zrywać boki?


Jednak my, jako naród - kompleksy mamy...

Nie potrafimy się śmiać z siebie samych.

I choć to zaleta - poczucie humoru,

Dla niej rodakom brakuje wigoru...



No dobrze, Maryniu, kończmy z tym politykowaniem. Zamknijmy tę stroniczkę czym prędzej, wszak temat nudny i denny. Przecież wpływu na politykę i tak mieć nie możemy. To po cóż się nią zajmować? Phiii... a niechaj wszyscy politycy sobie nawet łby publicznie poukręcają w walce o władzę... A co to nam? My zajmijmy się naszym życiem. Przecież nie będziemy się wkurzać, ani też smucić. Nam, kochającym życie, nawet nie wypada. Dobrze mówię, co nie?  

Tymczasem pozdrawiam Cię moja Kochana bardzo cieplutko i czekać będę na nowe wieści z poletka życiem Twem uprawianego. Buziaczki gorące naturalnie też ślę! Nastkaserce

 

@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--

 

 



komentarze (5) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 22 września 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 812262
Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2982 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to