Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 395 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


KOŃCZ PAN, PANIE KACZYŃSKI...

czwartek, 30 września 2010 22:07


 



Kończ pan, panie Kaczyński,

wstydu oszczędź

 

 



   Kiedy codziennie wgłębiam się w wiadomości z Polski, nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż prezes Kaczyński sfiksował z kretesem. Bo trudno jest mi zrozumieć, jak w jednym człowieku może być aż tyle cynizmu, sarkazmu, arogancji, chamstwa, nienawiści, brutalności... Ten człowiek mnie przeraża. Naprawdę! Zarzuca Tuskowi i Komorowskiemu przemysł pogardy wobec swojego brata, a teraz sam zajmuje się wobec nich przemysłem pogardy i oszczerstw na nieporównywalną skalę. Jak sam mówi, ręki im nawet nie poda. Ba, żadnych nawet kontaktów nie ma zamiaru z nimi utrzymywać. A to ci numer! Czy tak może postępować szef największej partii opozycyjnej? Ile w tym człowieku fałszu, obłudy, hipokryzji. Ile krętactwa i manipulacji. Nieraz się zastanawiam, ile to trzeba mieć w sobie zła i braku elementarnej przyzwoitości, aby bez skrupułów epatować wszem wobec taką postawą. A teraz, po przegranych wyborach, pan prezes Kaczyński szokuje ze zdwojoną mocą.





   Jakże ograniczonym sposobem pojmowania świata trzeba się kierować, albo raczej wyrafinowaną hipokryzją, aby mówić dzisiaj, że Polska, to kondominium niemiecko-rosyjskim. A Kaczyński mówi. A przecież nie tak dawno, jak w czasie kampanii prezydenckiej, niemalże miłość Rosjanom wyznawał, odczytując w spocie swój list do Przyjaciół-Rosjan. W Niemczech zaś, po spotkaniu z nadburmistrzem Frankfurtu nad Odrą Martinem Wilke, po przyjacielsku piwko z kufelka siorbał. Mało tego. Nawet postkomuniści, najgorsi jego wrogowie, w czasie kampanii prezydenckiej nimi być przestali. Wszak z uśmiechem wyciągał do nich rękę, nazywając ich nagle ludźmi lewicy. Ba, nawet Gierek mu się w czasie kampanii podobał i wychwalał go. No tak, zapomniałam, przecież on był wtedy na silnych środkach uspokajających. Tak obecnie twierdzi. Och, ten Kaczyński! Najwyraźniej sam się poczuł jak człowiek, który zdradził samego siebie i własne ideały. Dzisiaj jest zawstydzony swoją postawą w czasie trwania kampanii prezydenckiej. Na siłę chce siebie wybielić za swoje zachowania, za to co mówił, i jak mówił, dlatego obarcza teraz wszystkich dookoła, a przede wszystkim swój Komitet Wyborczy. No bo przecież on nie był sobą. Był na silnych środkach farmakologicznych. Za porażkę w wyborach też obarcza winą Komitet. W ogóle nie przyjmuje do wiadomości, że to dzięki temu właśnie Komitetowi, który przedstawiał go jako łagodnego, pokojowo nastawionego, kochającego wszystkich baranka, uzyskał aż tyle głosów wyborców. Bo Polacy przede wszystkim z litości i współczucia na niego głosowali. A co mówił? Ano mówił, że ta trójka z jego Komitetu, zamiast kompetencji ma jedynie „ładne buzie". Mówił też, cytuję: - „Było takie przeświadczenie, że ładne buzie w sztabie, (...) i demonstrowanie, że ja jestem łagodny, przyniesie nam poparcie. Nic z tego nie wyszło". - Takimi słowami oskarża dzisiaj swoich lojalnych członków Komitetu Wyborczego. A zaraz po wyborach powiedział: - „Strategia z kampanii się nie sprawdziła. Cnotę straciliśmy, a rubla nie zarobiliśmy". No czyż tymi słowami sam sobie nie wystawił świadectwa? Czy można takiemu człowiekowi ufać i mieć dla niego szacunek?

   Jarosław Kaczyński, to człowiek o bardzo wybujałej megalomanii. Widać to jak na dłoni. Nic dziwnego, bo już jako dziecko, jak opowiadała Matka Kaczyńskich, w zabawach zawsze był generałem, a Lech, zwykłym żołnierzem, wykonującym jego rozkazy. No cóż, wiele rzeczy z dzieciństwa rzutuje później na dorosłe życie. Dzisiaj Jarek czuje się bardzo zawiedziony, został sam. Główny wykonawca jego pomysłów i idei - odszedł. Pewnie stąd ta ogromna frustracja, skutkująca w efekcie eskalacją nienawiści do ludzi mu przeciwnych i dzisiejszej politycznej rzeczywistości w Polsce. Sama rozpacz po stracie brata jest zrozumiała, i nie ulega kwestii. Ale z drugiej strony, jakoś nie bardzo pilno mu było do składania hołdu bratu na Wawelu, wolał pod krzyżem, pod Pałacem Prezydenckim. Sam fakt pochówku brata na Wawelu mu wystarcza. Miło łechce jego pychę.

   Frustracja Kaczyńskiego po przegranych wyborach nasiliła się jeszcze bardziej. Bo on naprawdę wierzył, że zostanie prezydentem. A tu taki okropny zawód. Ile trzeba mieć w sobie zła i braku elementarnej przyzwoitości, żeby aż tak bardzo być rządnym władzy? Jak bardzo trzeba być w sobie zakochanym, aby wierzyć, że marzenie o władzy się spełni? A Kaczyński wierzy! Wierzy, że Naród Polski wybierze go w przyszłych wyborach na premiera. A gdyby jeszcze nie w przyszłych, to za kolejne 4 lata już z pewnością.

   O rany, znów premier Kaczyński? Już to Polska przecież przerabiała. I było strasznie. Ale teraz, gdyby znów został premierem... oj, to by się dopiero działo! Biada wtedy Tuskowi i Komorowskiemu. Biada wszystkim jego przeciwnikom. A Polska „opomnikowana" byłaby Lechem wtedy, jak za komuny Leninem.


   Ciągle jest mi żal Kaczyńskiego po tragedii smoleńskiej, tak po ludzku, jako człowieka. Ale już jako polityka, znieść go nie mogę. Na dzisiejsze czasy on się nie nadaje na polityka. Przynosi Polsce więcej szkód niż pożytku... i wstyd na arenie międzynarodowej. A teraz, po, i przed wyborami, dopiero. Nie mogę zdzierżyć, kiedy widzę, słyszę, i czytam, jak on w perfidny sposób gra ciągle katastrofą smoleńską na ludzkich uczuciach i wykorzystuje ją jako narzędzie polityczne. Jak kluczy, jak mataczy, jak oczernia, jak oskarża, jak straszy, byleby tylko ludziom w głowach namieszać... i zdobyć ich poparcie.


  A kim są ci ludzie, którzy popierają Kaczyńskiego? Wiadomo. Odpowiedź każdy zna... z własnego podwórka. To w dużej mierze ludzie sfrustrowani,  zakompleksieni, często nieudaczni, nie potrafiący cieszyć się życiem, przepełnieni złością i wrogością do innych... to ludzie, dla których nienawiść jest pożywką i sensem życia... A co znamienne, są to ludzie, którzy deklarują głęboką wiarę w Boga (sic!).

 

 

 

 

 

 


List otwarty do

Kaczora

 

 


Hej, Kaczorze, Ty siewco nienawiści,

dość już mamy Ciebie!

Idź Ty już lepiej na emeryturę,

zapomnij o polityce, myśl o... macebie.


Zapomnij, że uda Ci się jeszcze

jakiekolwiek wygrać wybory...

Bo w androny Twoje wierzyć,

prócz moherów, nikt już nie jest skory


Polacy nie w ciemię bici,

dość mają siewcy fermentu!

Nie dorwiesz się już do rządzenia,

boś stracił rozum... i to do imentu!


Ruszyłeś Ty jednak w Polskę,

w poszukiwaniu elektoratu...

Pewnie i go gdziesik znajdziesz,

lecz po wyborach nie będzie wiwatu.


Inaczej być nie może, krętaczu Kaczorze,

bo Twój elektorat tkwi w ciemnogrodzie...

A jeno tam - właśnie w ciemnogrodzie,

nienawistny kaczyzm jest jeszcze w modzie.

 



komentarze (23) | zaloguj się, aby dodać komentarz

WSPOMNIENIE LATA

środa, 29 września 2010 16:03

 


Wspomnienie

lata

 

 


   Lato już za nami, ale nie wspomnienia lata. Te będą jeszcze długo trwać. Niektóre nawet przez całe życie. Dobrze jest więc mieć wspomnienia. Mam na myśli oczywiście miłe wspomnienia. Do miłych wspomnień zawsze chętnie się wraca. Ot, chociażby na chwilkę, aby się odprężyć po całodziennej pogoni za życiem. Łatwiej wtedy żyć. Ja wprawdzie tego lata poza Niemcy nosa nie wyściubiałam, ale to nie znaczy, iż przez to wspomnień nie mam. Mam. I to wiele. Pewnie nieraz będę tutaj coś z lata wspominać.

  Tym razem, powspominam fotkami ostatnie dni lata mojej Córki z rodzinką w Italii. Tak jak obiecałam. A obiecałam to w poniższym moim wpisie pt. „Wszystko dobre, co się dobrze kończy" (<kliknij jak masz ochotę), w którym to pisałam m.in. o wakacjach mojego Syna z rodzinką w Kroacji i za jego zgodą zamieściłam kilka fotek. Od Córki też dostałam pozwoleństwo na wklejenie paru fotek... No dobra, to zaczynam już wspominać.

 



Wnusia na Przełęczy Św. Gottharda



  Tunel drogowy Św. Gottharda (dłg 16,92 km) ominęli bokiem i pojechali przełęczą. I bardzo dobrze. Zawsze proszę moje Dzieci, aby jak mogły, tunelami nie jechały. Śmieją się wtedy ze mnie, ale jak zauważyłam, same się starają omijać wszelkie tunele. Pewnie został im uraz z dzieciństwa, po pewnej niezbyt miłej przygodzie. A było to tak: Już tutaj, w Niemczech, jechałam z nimi 7 km tunelem, w którym na wskutek kolizji dwóch aut powstał ogromny korek. Był wtedy straszliwy upał. W tunelu pełno spalin i duchota niemożebna. Klimatyzacja nie nadążała oczyszczać powietrza. Auta posuwały się bardzo powoli. Co rusz  trzeba było hamować i stać... Aż tu nagle, głośny wybuch pod maską mojego auta, i kłęby pary zaczęły się spod maski wydobywać. Okazało się, że w chłodnicy zagotowała się woda i nagromadzona para z głośnym hukiem wysadziła zakrętkę. Rany, cośmy się wtedy strachu najedli. Tym większego, że każde z nas w ciasnych i zamkniętych pomieszczeniach zawsze odczuwa pewnego rodzaju dyskomfort. Pewnie to jeszcze nie klaustrofobia, ale jakiegoś typu dolegliwości klaustrofobiczne z pewnością. I choć wtedy bez szwanku udało nam się w końcu z tunelu wyjechać, a dzięki butelce wody mineralnej podratować chłodnicę, to jednak od tamtej przygody za tunelami nie przepadamy.

 


 

 

 Na wprost widać malutki fragment tunelu drogowego Św. Gottharda


  Tego akurat tunelu nie lubię szczególnie. Po pierwsze dlatego, że jest straszliwie długi (do 2000r. był najdłuższym tunelem drogowym na świecie. Od 2000 r. najdłuższym jest tunel Laerdal w Norwegii. Ma aż 24,51 km długość), a po drugie, i pewnie przede wszystkim dlatego, że w 2001 r. doszło w nim do wielkiej tragedii w wyniku zderzenia dwóch ciężarówek. Wybuch straszliwy pożar. Zginęło wtedy aż 11 osób... Brrr... jakoś zeszło mi się na złe wspomnienia. To przez ten tunel. Jak ja nie cierpię tuneli! Okay, już z niego wyłażę... znaczy, ze złych wspomnień.

 


   Po 10-cio godzinnej podróży, cel osiągnięty. Miejscowość Lido di Adriano nad Adriatykiem. Przyszła pora na wywczasy. Szybkie zagospodarowanie domku campingowego... i całkowita laba. Och, jak przyjemnie!


 

 

Papa przy kawce, a reszta bryka po podwórku z nowo

poznanym koleżeństwem

 


 


 

 

Oooo... moje Wnusie się rozmnożyły! Jak ta moja Córcia

sobie poradziła z taką czeredą?

 

 

 


 

 

No, no... ależ długie kończyny dolne

 

 

 

 

 

 

Ha, Wnusia też ma niczego sobie długie nogi...

hihihi! aż do samej ziemi, znaczy się - piasku

 

 

 


 

 

Heja, piaskowi budowniczowie, do dzieła!

 

 

 

 

 

 

Ahoj, delfiny, przybywajcie! Jako i my przybywamy!

 



  Italia, tym razem, nie zapewniła wczasowiczom pięknej pogody. Jak mówi Córka, w pierwsze 3 dni były bardzo ciepło, ale w każdym kolejnym, było coraz chłodniej. Więcej czasu poświęcali więc na zwiedzanie. Fotek zwiedzanych przez nich zabytków zamieszczać jednak nie będę. Wszak wspominam lato, a lato, to przede wszystkim natura... A natura, wiadomo, jest na dworze. Tak jakoś mam, że dzieła natury zawsze są u mnie na pierwszym miejscu, dzieła człowieka na drugim. No dobra, jedną fotkę jednak zamieszczę, bo bardzo mi się podoba.

 



 

Kościół San Vitale w Ravennie. Budowla jest najbardziej słynna z bizantyjskich mozaik


  - Wakacje się kończą, lato się kończy, ale szkoda! - meldowała przez telefon z Italii Wnuczka.

  - Mi też jest szkoda lata, Wnusiu... Ale cóż zrobić? - odpowiedziałam jej wtedy. - Trzeba czekać na następne, i wierzyć, że będzie piękne. A wy tam wczasujcie jak najpiękniej. A po powrocie, będziecie mi wszystko opowiadać.

  Z bardzo licznych fotek wynika, że moje Wnusie mocno sobie do serduszka wzięły babci słowa, i ze zdwojoną wręcz energią „zbierały materiały" do wakacyjnych opowieści.

 

 

 

 

Już nocka niedaleka,  

a nam się nie chce spać!

Wakacji czas ucieka...

grzechem by było je przespać.

 




komentarze (10) | zaloguj się, aby dodać komentarz

POŻEGNANIE LATA

sobota, 25 września 2010 16:34


Pożegnanie lata

 

 


Ech, ty lato ukochane,

już pożegnać ciebie czas...

Trudno jest mi w to uwierzyć,

 wszak zielony jest wciąż las.


Kwiatki kwitną wciąż na łąkach,

ptaszków śpiewy słychać jeszcze,

słonko grzeje wciąż przyjemnie...

a wieczorem grają świerszcze.


Lato, lato, jesteś jeszcze?!...


Wiem, że płonna to nadzieja,

bo ty w świat już wyruszyłeś...

innym krainom swe piękno poniosłeś,

a u nas miejsca jesieni ustąpiłeś.


Pożegnałeś nas jednak bardzo pięknie,

barwnie, pachnąco... i słonecznie.

I my cię żegnamy lato kochane,

żałując, że trwać nie możesz wiecznie.


Lato, lato, a może jesteś jeszcze?!...


Cisza... nie słychać twej odpowiedzi,

znaczy, nadziei nie ma już żadnej!

Odszedłeś od nas na rok calusieńki...

lecz wrócisz - jak zawsze - w szacie paradnej.

 




komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ŻEGNAJ LATO NA ROK

sobota, 25 września 2010 14:02


 

Żegnaj

lato na rok

 

 


Ech, ty lato ukochane,

już pożegnać ciebie czas...

Trudno jest mi w to uwierzyć,

 wszak zielony jest wciąż las.


Kwiatki kwitną wciąż na łąkach,

ptaszków śpiewy słychać jeszcze,

słonko grzeje wciąż przyjemnie...

a wieczorem grają świerszcze.


Lato, lato, jesteś jeszcze?!...


Wiem, że płonna to nadzieja,

bo ty w świat już wyruszyłeś...

innym krainom swe piękno poniosłeś,

a u nas miejsca jesieni ustąpiłeś.


Pożegnałeś nas jednak bardzo pięknie,

barwnie, pachnąco... i słonecznie.

I my cię żegnamy lato kochane,

żałując, że trwać nie możesz wiecznie.


Lato, lato, a może jesteś jeszcze?!...


Cisza... nie słychać twej odpowiedzi,

znaczy, nadziei nie ma już żadnej!

Odszedłeś od nas na rok calusieńki...

lecz wrócisz - jak zawsze - w szacie paradnej.

 



 

 

 

 

 

Fragmenty

paradnej... pożegnalnej... powłóczystej szaty lata

 

 


 

 

W aromatów pełen las - można iść na grzyby...

a jak ktoś woli akweny, może iść na ryby

 

 

 

 

 

Gdy męczą kogoś napady uporczywej czkawki,

może się jej pozbyć... dorodne depcząc purchawki

 

 

 

 


 

Nachapać się kosmicznej energii na zapas nam potrzeba...

biegając boso po łące pod baldachimem nieba

 

 

 

 

 

 

Należy się też nawdychać zapachu krokusów...

by móc być potem kontent z miłosnych zakusów  

 

 


 

Na zapas się pasą też i krówki na polanie...

bo wiedzą iż zapach lata w mleku pozostanie

 




komentarze (23) | zaloguj się, aby dodać komentarz

NIE TAK ŁATWO KOCHAĆ KSIĘŻY

środa, 22 września 2010 8:45

===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

-----------------------------------------------------------

 

 

 

 

Nie tak łatwo kochać

księży 

 

 

Z powodu moich przeżyć z dzieciństwa, a i późniejszych również, zwłaszcza z okresu dzieciństwa moich dzieci, do dziś dnia nie pałam szczególną miłością do księży. W poniższym moim wspomnieniu pt. „Pożegnanie Papieża Jana XXII" (<kliknij), musnęłam tylko  ten temat, i to na wesoło, a tak po prawdzie, to mogłabym mnożyć swoje przeżycia z księżmi w tle. Nie będę ich jednak opisywać, gdyż są bardzo nieprzyjemne, nadmienię tylko, że po pewnej lekcji religii, moja córeczka wylądowała na kilka dni w szpitalu - z powodu księdza-katechety. To, co przeżyłam za przyczyną księży (i nie tylko ja), utwierdziło mnie w przekonaniu, iż księża na żadną szczególną miłość nie zasługują, tylko dlatego, że sutannę noszą. Są takimi samymi ludźmi jak każdy z nas. Są i dobrzy, i źli. Niektórzy nawet bardzo źli. Wielu z nich ma skłonności do megalomanii, egoizmu, krzykliwej wręcz próżności, pieniactwa, chamstwa... ech, chyba lepiej zaprzestanę tej wyliczanki do czego jeszcze ci „wielebni" skłonności mają, bo są to niemiłe słowa. Dodam tylko, że oni sami, przy tych wszystkich swoich człowieczych ułomnościach, czują się nad wyraz nietykalni. Zwłaszcza ci w  hierarchii wyżej postawieni. Do tego pławią się w przepychu i bogactwie i nie bardzo ich interesuje bieda ich owieczek. Owieczkom swoim wciskają kit o życiu w skromności, umartwianiu się, i tak je sobie "urobili", że te, choć czasami i na chleb nie mają - na tacę rzucają.

 

Nie kocham księży miłością szczególną pewnie też i dlatego, że generalnie nie lubię pośredników między mną a kimś tam, albo czymś... Bo jak już gdzieś coś, to ja sama. Sama bezpośrednio uczestniczę... albo wcale. Nie potrzeba mi w osobach księży - żadnych pośredników. Bo i po co, skoro ogólnie nie mam o nich dobrego zdania. Tym bardziej ostatnio, od kiedy media (niemalże codziennie) coraz dobitniej odsłaniają ich marność, podłość, nikczemność, obłudę, i co gorsza - zboczenie. Historia zresztą też nie najlepiej - w wielu przypadkach - o nich mówi. Drażnią mnie wręcz ci tzw. (przez samych siebie) „Pasterze", napuszeni i wyfioczeni w drogich szatach... A ja nie jestem potulną owieczką, i owczego pędu nie lubię... i to w żadnym wydaniu. Mam szacunek do tych księży tylko, którzy żyjąc skromnie, pomagają biednym i schorowanym ludziom. Tacy księża rzeczywiście tworzą wymierne dobro.

 

W dzisiejszym świecie, niestety, to i nawet wśród najwyższych hierarchów kościoła, niewielu zasługuje na uznanie i miano autorytetu. Dla mnie, z tego „klanu duszpasterzy" - we współczesnych nam czasach - niezaprzeczalnym autorytetem, człowiekiem przez duże „C", był i jest Karol Wojtyła, i to wcale nie dlatego, że był Papieżem, a dlatego, że był po prostu Dobrym Człowiekiem.

 

 

Pytanie do pana

w sutannie

 

Wielebny panie w sutannie,

prawym żeś człowiekiem...

czy jeno  swe złe oblicze

chowasz  pod tym przebraniem?

 



komentarze (31) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  806 407  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 806407
Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2894 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to