Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 255 059 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Gruby Maciek

środa, 30 września 2009 9:07


Gruby Maciek  

 


Gruby Maciek siedzi pod sosną,

Z miną coraz bardziej żałosną.

- Chcę grać w piłkę z kolegami -

Mówi do siebie, wierzgając nogami.


- Lecz nikt grać ze mną nie chce...

No, poczekajcie! Kiedyś ja nie zechcę!

O co im chodzi...? Żem za gruby,

I na meczu nie przyniosę im... chluby?


- Ja... gruby?! Wcale nie!

Jestem piłkarz - co się zwie!

Kopać piłkę, strzelać gole...

Właśnie to chcę... i to wolę!


- A że lubię też i jeść,

Tego niejadki nie mogą znieść!

Jem, bo chcę być zdrowy,

I na wszystko być gotowy...


- Jem, bo rosnę - i jeść trzeba...

Dużo mięsa, dużo chleba.

Też nie gardzę słodyczami,

Kiedy mam je przed oczami.


- Kto je dużo, szybko rośnie,

I na jawie i we śnie.

Więc ja rosnę... oni nie.

Kto jest lepszy? Ja... no nie?


Gruby Maciek siedzi pod sosną,

Z miną już bardziej radosną.

- Zaraz wstanę i im nagadam...

Tylko cukierki wszystkie powyjadam.


- Ojej! Co to...? Ciężko wstać!

Muszę raz jeszcze spróbować.

Ufff, źle coś ze mną... Kto to wie,

Może „gruby" Maciek jednak za dużo je?


- Może mniej słodyczy zjadać?

Między posiłkami nie podjadać?

Przed telewizorem z chipsów zrezygnować?

No i czasami się pogimnastykować?


- Tak, tak zrobić chyba muszę,

Bo biegając, aż się duszę.

Brak mi siły, no i tchu...

Super pomysł! Juchuuuu!!!


No bo: - „Jeśli nie chcesz swojej zguby,

Mniej podjadać musisz luby".


No i: - „Je się po to, aby żyć,

A nie po to, żeby tyć".


- Mądre są te maksymy babcine.

Przyznaję: za swą tuszę sam ponoszę winę.


S c h u d n ę !!!


I nikt już nie nazwie mnie: - „Maciora",

Ani też nigdy: - „Gruby Macio" nie zawoła.

 

 



komentarze (8) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Komplement niebezpośredni

poniedziałek, 28 września 2009 17:59

 

Komplement

niebezpośredni



   Dziś miałam dzień urzędowy. Nie, nie bawiłam się w urzędniczkę, tylko po urzędach biegałam. Załatwiałam zaległe sprawy urzędowe. Kiedy już wszystko pozałatwiałam, czto nużno, powędrowałam jeszcze na pocztę.

   Idę ja sobie radosna jak skowronek, odziana w wygodny do bieganiny po mieście strój: czarny blezerek, czarną spódniczkę, oscylującą między mini a midi, czerwoną bluzkę z kołnierzykiem, na nogach czarne legginsy i czerwone baleriny Kazar, i nagle, kiedy tak sobie idę, za plecami słyszę chichot jakiś chłopaczków. Ale nic, nie odwracam się. Raz, że nie mam takiego zwyczaju, a drugi raz... a co mnie to obchodzi. Niech się chichrają, jak mają powód. Przyznać muszę, że na czyjś radosny śmiech zawsze reaguję... Przynajmniej uśmiechem. Sama jestem niczego sobie śmieszką i lubię się śmiać. No ale przecież odwracać się nie będę, żeby reagować. Uśmiecham się pod nosem sama do siebie,:-)i idę dalej... Pierś do przodu, głowa podniesiona, brzuch wciągnięty, krok zamaszysty. Nagle, już bliżej za mną, między jednym chichotem a drugim, słyszę wyraźne słowa:

   - Ty, Miro, ale patrz, zgrabna jak cholera.

   - No, a nogi to ma superowe... Jak łania.

   Śmiać mi się chciało z tej usłyszanej gadki, będąc pewna, że ten oryginalny komentarz dotyczy jakiegoś dziewczęcia idącego za mną. Już miałam kierować się na schody prowadzące do gmachu poczty, kiedy nagle, tuż obok poczty, zauważyłam nowo otwarty stragan z owocami, no i przypomniało mi się, że muszę kupić cytryny. Postanowiłam najpierw podejść do stoiska by zobaczyć co za owoce oferują do sprzedaży. Kiedy tam dochodziłam, chłopaczków tych ciągle słyszałam, ale nie wsłuchiwałam się więcej o czym mówią. Zatrzymałam się przed straganem, i nagle, tuż przy mnie, słyszę głos jednego z nich:

   - Ty, popatrz, to stara baba!

  No nie... no coś takiego! Takich słów zdzierżyć nie sposób... Momentalnie popatrzyłam w bok. Zobaczyłam dwóch łebków w wieku gdzieś tak około 14-15 lat, patrzących na mnie z wytrzeszczem oczu i speszoną miną. Wtedy nagle do mnie dotarło, że te komentarze za moimi plecami były o mnie. No ale ta „stara baba" mnie dobiła. Przez moment myślałam, że mnie trafi szlag! O nie! Ja stara baba?! A niech to... staro się przecież jeszcze nie czuję. Koniec końców, moje poczucie humoru wzięło górę nad świętym oburzeniem, więc buchnęłam śmiechem:-Di  powiedziałam:

   - No, moi mili, dla takich chłopaczków jak wy, to z pewnością jestem za stara, ale wierzcie mi, są takie chłopaki, dla których jestem jeszcze całkiem, całkiem... Niemalże młódka.;-)

   No sami popatrzcie, czy stara ze mnie baba.:-DTak wyglądam w oczach mojej 6-cio letniej Wnusi... No!

       



P.S.


Aha, jeszcze jedno... Tylko żadnych głupich skojarzeń co do rąk babci...:-DDobrze? Proszę przyjąć to, co Wnusia powiedziała: - "to są pomocne ręce babci." - No!... To tak gwoli ścisłości jeno. ;-)


 

 



komentarze (19) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Szczęściara

niedziela, 27 września 2009 21:49


Szczęściara

 


Jestem szczęściarą - tak mówią w mieście...

W szczęściu odosobniona jak bakalie w cieście,

Bo wszystko mam, co do szczęścia potrzeba,

Jedyne czego mi brakuje, to gwiazdki z nieba.


Nikt jednak wiedzieć nie chce... ani też nie może,

Że takie gadanie - to ujma na mym honorze...

Wszak wszystko co mam - to tylko moja zasługa,

Haruję na swój dobrobyt, jak młodość ma długa.


Cóż z tego, że dzięki temu wszystko posiadam,

Skoro ze zmęczenia na pysk nieraz padam...

Już nie potrafię się cieszyć z takiego szczęścia,

I coraz częściej myślę - o rozkoszach zamęścia.


Niechby mnie ktoś opieką otoczył wreszcie...

Niechby skończyli plotkować o mnie w mieście,

Niechby moje życie było w końcu godziwe...

Niechby me „szczęście" - się stało prawdziwe!

 




komentarze (4) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Jak cię widzą...

czwartek, 24 września 2009 21:05

Jak cię widzą...



   Okropnie bulwersuje mnie ludzka zawiść, brak tolerancji, pruderia, wścibstwo, krytykanctwo, łatwość wydawania osądów... i... i na tym chyba skończę to wymienianie, choć mogłabym jeszcze wymieniać i wymieniać... Ale, ale że takie przywary z pewnością denerwują większość ludzi, to po co mi je wymieniać? Dodam już tak tylko ogólnie: i wszelkie tego typu ułomności ludzkich charakterów.

   A już najbardziej trafia mnie, kiedy słyszę z jaką łatwością jeden człek drugiemu przypina łatkę. Bo jak każdy z nas wie, taka łatuchna najczęściej nie ma nic wspólnego z prawdą. No, może czasem jedynie z ziarenkiem prawdy. A to wścibstwo? To wtykanie nosa w nie swoje sprawy? O rany! Najchętniej bym takim coś ekstra pod nos wetknęła. A niech się nawąchają, skoro już muszą węszyć tym swoim nochalem na lewo i prawo i wtykać go tam gdzie nie trzeba... czyli w czyjeś życie. A wiadomo, że najbardziej wtykają ci, którzy są niezadowoleni ze swojego życia, no i by się swoim życiem nie wnerwiać, a choć na chwilę o nim zapomnieć, z lubością zajmują się roztrząsaniem życia innych. Najgorsze są te baby, siedzące całymi dniami w oknie z biustem na parapecie i z głowami chodzącymi wte i wewte niczym peryskopy, i obserwujące wszystko i wszystkich. Pod obstrzałem ich spojrzeń nie sposób przejść obojętnie. Aż ciarki po plecach przechodzą, czując ich lustrujące spojrzenia. Albo jeszcze te, no... no dobra, nie nazwę je po (nowym) imieniu, ale powiem jedynie ogólnie: te stare dewotki, co to do kościoła latają jak kot z pęcherzem, i to bynajmniej nie z powodu głębokiej wiary. Chryste, toż to strach do kościoła wejść. Bo też pod tak skumulowanym obstrzałem ich spojrzeń, można trupem paść... I to gdzie, w kościele!

   Od tylu lat bywam w świecie i poznałam już wielu ludzi, to też z pełnym przekonaniem stwierdzić mogę, iż to przede wszystkim Polacy mają taką wścibską i krytykancką naturę. Lubią wszystko o wszystkich wiedzieć i każdą zdobytą informację szybko podać dalej. Choć takie prowincjonalne, pachnące dulszczyzną zainteresowanie, nie wzbogaca intelektualnie, to jednak zaspokaja „głód wiedzy" o innych ludziach. A Polacy bardzo głodni są takiej wiedzy. Wiedzy, którą potem przerabiają wg własnej modły i jak najszybciej przekazują światu. Ha, bo to przecież wspaniała rzecz, taka wiedza. Zwłaszcza dla takich bab - wyżej wymienionych. Bo babska takie, kiedy tylko posiądą jakąś wiedzę o innych, czują tak ogromną satysfakcję, że to one jako pierwsze o czymś wiedzą, że zaraz pędzą od jednej baby do drugiej, by z dumą wiedzę tę przekazać.  No wręcz muszą, bo by je nadmiar nagromadzonych emocji ze zdobycia takiej wiedzy rozerwał... gdyby jej upustu nie dały.

  Tu, w Niemczech, jest zupełnie inaczej. Ludzie nie interesują się prywatnym życiem innych. Nie obchodzi ich, kto z kim żyje, czy ma dzieci, czy ma lepsze auto, czy lepszy dom, czy na bardziej egzotycznych wczasach był, wreszcie, czy chodzi do kościoła, czy jest wierzący. Oprócz porządku i ogólnej czystości, to była kolejna rzecz, która mi się tu w Niemczech od razu spodobała. Naprawdę, tak tu jest. Demokracja pełną gębą. (śmiech). Na pewno są gdzieś tam jakieś wyjątki, ale jak już, to niezbyt rzucające się w oczy. No OK., przyznam się jednak bez bicia, że raz mi się  taki jeden rzucił, i to nawet bardzo... No bo tak: kiedy muszę coś załatwić w mieście, albo zrobić zakupy, jeżdżę autem, a jak wracam do domu, przejeżdżam zbiegiem ulic w kształcie litery „T", no i skręcając w lewo u zbiegu tych ulic, na wprost mojego nosa widzę ogromniastą kamienicę, a w jednym z jej okien, prawie zawsze pewną damę o dość puszystych kształtach. Dama ta, swoją cielesnością, wypełnia całe okno, więc trudno jej nie zauważyć. Jej szyja pracuje na wysokich obrotach, to też dama kręci głową we wszystkich kierunkach, obserwując co się dzieje na ulicy. Nieraz sobie myślałam, że to taki polski widoczek... Kto wie, czy to nie Polka? No i właśnie wczoraj, miałam okazję się przekonać, kto zacz. Otóż byłam w sklepie na zakupach i nagle słyszę za plecami czyjś głos. Odwracam się natychmiast z uśmiechem, bo głos mówił po polsku. A ja zawsze radośnie reaguję na polską mowę. No i co się okazało? Okazało się, że głos ten należał właśnie do tej damy z okna. Od razu ją rozpoznałam... i nawet się ucieszyłam, a uśmiech rozjechał mi się na twarzy od ucha do ucha. Niestety. Mina mi jednak szybko zrzedła, kiedy do mnie dotarło co ona mówi:       

   - Dzień dobry pani! - usłyszałam jej rozpromieniony głos. - Często panią widzę, jak pani jeździ samochodem, no i zawsze widzę panią samą, nieraz tylko z jakimiś dziećmi. Nie ma pani męża?

   No nie, no ludzie... trzymajcie mnie! Na dzień dobry z takim pytaniem? Tak od razu? Bez nijakiego pardonu? Co za babsztyl?! Za grosz kultury! Tak mnie wkurzyła tym swoim bezpardonowym wścibstwem, że jej od razu wypaliłam:

   - Ależ proszę pani, a po cóż mi mąż? Miałam już dwóch. Jeden się sam w zaświaty wyprawił, a drugiego ja wyprawiłam... za drzwi - i zaśmiałam się perliście, mówiąc dalej: - Miło mi było panią poznać, ale nie mam czasu na rozmowy. Do widzenia pani! - no i szybko odwróciłam się na pięcie, i zniesmaczona, wyszłam ze sklepu. Bez zakupów oczywiście. Na zakupy pojechałam do innego sklepu.

  Poczułam się tak, jakbym w Polsce była... Serio! I tak sobie teraz myślę, że choć wielu z nas Polaków jest po porządnej kinderstube i nie ma takiej wścibskiej natury, to jednak dużo z tej natury w nas tkwi... Zaraz, coś to nie tak zabrzmiało... No to inaczej. Chciałam powiedzieć, że choć sami wścibscy nie jesteśmy, to jednak wścibstwem się przejmujemy. Ja osobiście na pewno już nie tak, jak  wtedy, kiedy jeszcze w Polsce żyłam. Łapię się jednak na tym, że czasami mnie jednak to obchodzi, co inni przez swoje wścibstwo o mnie powiedzą. Przynajmniej w jakiś maluteńkim stopniu. Zwłaszcza, kiedy jestem w Polsce. Wiele jest takich osób, które w podobny sposób reagują na tę naszą typowo polską przywarę. Wiem o tym z rozmów z moimi polskimi znajomymi. O, chociażby mój kuzyn z Kanady ze swoją niedawną historią. A historia jego, choć poniekąd zabawna, dobitnie na to wskazuje. Autentyczny zapis naszej korespondencji dot. tej właśnie jego historii zamieściłam (oczywiście za jego zgodą) w dziale: Wspomnienia, pt. „Jak to Janek o mały włos gejem nie został."

   Jestem pewna, że wiele osób przyzna mi rację, iż ciągle drzemie w nas ta obawa: - „a co ludzie o nas powiedzą?" Może nie każdy przyzna się do tego otwarcie, ale w duszy, przed samym sobą, z pewnością.

 

 



komentarze (38) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Jak to Janek o mały włos gejem nie został

czwartek, 24 września 2009 20:51

 


Jak to Janek

o mały włos gejem nie został


 

 

PROLOG



      Na moim drzewie genealogicznym, którego jestem moderatorem, historia, którą w formie kroniki przedstawiam, wydarzyła się naprawdę. Zapis jest autentyczny.

      Kiedy zaczęłam tworzyć moje drzewo miałam wiele problemów z pozyskaniem danych o swojej dalszej rodzinie. Szukałam różnych sposobów, aby móc nawiązać przerwany przed 30-laty kontakt z moim kuzynostwem z pierwszej linii, które od lat żyło w Kanadzie. Wreszcie dzięki „naszej-klasie" udało się. Odnaleźliśmy się i nawiązaliśmy serdeczny kontakt. Szczęśliwa, zaprosiłam mojego kuzyna Janka do współudziału w tworzeniu naszego wspólnego drzewa. Janek przyjął zaproszenie z ogromną radością i z ochotą przystąpił natychmiast do nanoszenia brakujących danych o swojej czteroosobowej rodzince. W przeciągu dwóch miesięcy, utworzył nawet inne gałęzie, po linii swojej matki i żony. Byłam bardzo zadowolona, gdyż po mnie, był najaktywniejszym członkiem na naszym drzewie. Aż pewnego dnia, kiedy chciałam nanieść nowe dane na swojej gałęzi, i „weszłam" na nasze drzewo, z ogromnym zdziwieniem zauważyłam, że przy profilu kuzyna Janka, jakoś dziwnie zniknęła data jego urodzin, i gdy zaglądnęłam głębiej w jego profil, z rozdziawioną buzią stwierdziłam, że mój kuzyn oprócz żony, ni stąd, ni zowąd, ma też i partnera. Przyznam, że w pierwszym momencie mnie zatkało. Doznałam szoku. Ale po chwili, kiedy pierwsze emocje opadły, przetrawiłam jakoś tę wiadomość i zaakceptowałam ją. Wszak należę do bardzo tolerancyjnych osób. Cóż było innego robić? Samo życie. W końcu ostatni raz widziałam się z kuzynem w Polsce, kiedy miał 18 lat, czyli ponad 30 lat temu. Czy mogłam wiedzieć, co w nim drzemie? Nie. Przecież w przeciągu tylu lat ludzie mają prawo się zmienić. A może nawet nie tyle się zmienić, co ujawnić swoje prawdziwe „oblicze". Jedyne, co mnie jeszcze zastanawiało, to to, że aż tak szczerze do związku z partnerem się przyznaje. Na forum całej rodziny. Na konarze naszego, jakżesz ogromnego i bardzo rozgałęzionego drzewa. Ale koniec końców i ten fakt sobie przetłumaczyłam. Przecież to Kanada... Może w Kanadzie demokracja jest na tak wysokim poziomie, że tego typu sprawy są zupełnie normalne. Nie miałam wyjścia, musiałam sobie tak to przetłumaczyć, wszak trwać w szoku jest bardzo niezdrowo. Ba, można wręcz ogłupieć. Wlepiając zaokrąglone ciągle jeszcze ślepia w monitor komputera, podumałam nad kuzynem jeszcze małą chwileczkę, i w końcu, na swój własny użytek, przyjęłam to tłumaczenie - za pewnik. Wszak w Kanadzie w życiu nie byłam...

      I w takim przekonaniu trwałabym jeszcze długo, gdyby nie to, że w międzyczasie wynikła pewna sprawa, dla załatwienia której, koniecznie potrzebna mi była data urodzin mojego kuzyna. Mając na względzie pomyślne załatwienie sprawy, zmuszona byłam wystosować do Kanady liścik.



              Prawdziwa Historia

    z portalu „moikrewni" mówiąca o tym:

          Jak to Janek o mały włos gejem nie został 

              (przez przypadek, ma się rozumieć)


 

Korespondencja między kuzynostwem. 

Tak to się zaczęło:

 

Temat: A to ci numer... !!!

Data i godzina: 24.07.2008. 21:30

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam Janek! A cóż to się stało z Tobą? Przecież się urodziłeś, tego się nie da ukryć.... Wprawdzie dość dawno temu, ale to zaraz nie znaczy, że masz ukrywać swoją datę urodzin. Wszak żadna z Ciebie panienka na wydaniu. (śmiech). Pozdrawiam serdecznie - Halszka


Temat: Bez tematu...

Data i godzina: 24.07.2008. 22:56

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Halszka, zamiast się śmiać, to mi pomóż. Wczoraj z nudów bawiłem się trochę na „moichkrewnych", i nie mając pojęcia, co to są powiązania kołowe, tak narobiłem, że wyszło, iż syn mojej kuzynki jest moim partnerem i nie mogę za cholerę tego usunąć. Napisałem już do moderatora tego portalu, ale ciągle nie mam odpowiedzi, jak to zrobić. Używałem już okienka pomoc, ale tam nie ma takiego przypadku. Proszę Cię, pomóż mi to odkręcić, jeżeli wiesz, jak to zrobić, zanim wszyscy się dowiedzą, że mam partnera. A swoją droga, to chyba już wiem, kto jest moderatorem Naszego Rodu w „naszej-klasie". Gorąco pozdrawiam. Janek


Temat: A to ci dopiero numer...!!!

Data i godzina: 25.07.2008. 00:20


A ładny przynajmniej ten Twój partner? (śmiech). Wiesz, ja już się rano dowiedziałam, że masz partnera, ale że należę do osób bardzo tolerancyjnych, to choć się zdziwiłam, to jednak przyjęłam to do wiadomości. Trochę mi tylko żal Was było, że tak dramatycznie żeście się rozstali, bo akurat 1 stycznia 2000r., jak to wynika z Twoich danych. (śmiech).
A tak na poważnie, to w okienku "pomoc" jest taki przypadek jako pierwszy opisany. Trzeba po prostu w prawym górnym rogu kliknąć na krzyżyk. Ja próbowałam, ale że to Ty założyłeś profil swojego "partnera", więc to Ty musisz go usunąć, bo u mnie Twój "partner" nie ma krzyżyka. Próbując, też narozrabiałam i niechcąco usunęłam profil twojej kuzynki ze strony żony. Przepraszam! Będziesz musiał ją na nowo nanieść.
Ja też wiem, kto jest Moderatorem Naszego Rodu, ale że mnie nikt nie pytał, to też nie mówiłam. A że to Ty akurat odgadłoś kto, to też nic dziwnego, bo tak namotlałeś ze swoimi danymi personalnymi, że już żadna sztuka była się domyślić. (śmiech). O rany, tak mnie dzisiaj ubawiłeś, że już chyba w ogóle nie będę spała. Byłam już w łóżku, ale nie mogłam usnąć, bo przed udaniem się w objęcia Morfeusza, coś mnie podkusioło zaglądnąć jeszcze do komputera, no i wtedy odebrałam Twój dramatyczny list z wołaniem o pomoc. Myślałam, że Ci jutro odpowiem wszak u na już północ, ale nie, musiałam wstać i na powrót odpalić kompa, bo ze śmiechu nie mogłam usnąć. Ale też bardzo żal mi Ciebie było. Serio. Więc na szybko klikam do Ciebie odpowiedź. A rano o 6-tej muszę już być na nogach. Należy mi się duża buźka za moje "poświęcenie". (śmiech). Kurka wodna! Dawno się tak nie ubawiłam. Spinkalam jednak spróbować zasnąć, bo mnie jutro pająki za obraz wyniosą. Pa! Dobranoc dla mnie, a dla Ciebie już sama nie wiem - co. Chyba miłego popołudnia i efektywnego skakania po gałęzi, którą sam stworzyłeś. Pozdrawiam! Halszka


Temat: Re: A to ci numer...!!! Fakt, nie da się ukryć.
Data i godzina:
25.07.2008. 01:10


Halszka, bardzo Ci dziękuję za próbę udzielenia mi pomocy, ale wyobraź sobie, że "mój partner" też nie ma na moim komputerze tego krzyżyka. U wielu osób on (krzyżyk) jest, nawet u moich córek, ale nie u niego. Próbowałem wszystkiego, to znaczy, rozstania się z nim, ale nawet wtedy nie pokazało się nic, za pomocą czego, mógłbym go usunąć. Ukryłem nawet moje dane personalne, ale jak sama napisałaś, "mój partner" jest widoczny. No to chyba wpadłem we własne sidła i będę się musiał z tym faktem pogodzić, choć myślałem nawet o usunięciu samego siebie, lecz boję się, że tak namieszam, iż z tego związku mogą się jeszcze narodzić dzieci, a tego wiele osób mogłoby ze śmiechu nie przeżyć. Na razie muszę odszukać nr telefonu  "mojego partnera" i go o tym fakcie powiadomić. Życzę Ci bardzo wesołych i kolorowych snów. Pozdrawiam. Janek


Temat: Z numerami zazwyczaj wesoło bywa...
Data i godzina:
25.07.2008. 08:58


Och, Janek, Janek, tak wesołej i urozmaiconej nocy jeszcze nie miałam. Przyśnił mi się dom rodzinny, a w nim złota rybka. Było bardzo przyjemnie, tylko zakończenie niezbyt dobre, gdyż ja głupia, zamiast poprosić złotą rybkę o spełnienie 3 życzeń, wpuściłam ją do basenu, gdzie były sztuczne rybki (zabawki), i one ją pożarły, cholera!
Twój partner najwyraźniej nie chce Cię opuścić. To jest "miłość!" (śmiech). A tak na poważnie, to jak nie otrzymasz odpowiedzi z portalu "moikrewni", to niestety będziesz musiał tak zrobić, jak radzą w okienku "pomocy", czyli usunąć od dołu wszystkich po kolei. A zacząć od swoich córek, gdyż... skoro masz drugiego partnera, to w portalu nie mogą wiedzieć, czy z nim akurat nie masz tych dzieci.  (śmiech). Dlatego przy córkach masz krzyżyki, więc jak je usuniesz, krzyżyki pojawią się wyżej, czyli przy Twoich dwóch partnerach i może nawet przy Tobie. Tak że będziesz musiał od nowa założyć Wasze profile. No cóż, jak nie będziesz chciał żyć z drugim partnerem, i zdecydujesz się z nim rozstać, żeby i z tego związku jakie dzieci faktycznie na drzewie się nie pojawiły, będziesz tak musiał postąpić. Bo chyba nie chcesz, aby nam co niektórzy członkowie rodzinki ze śmiechu trupem popadali i trzeba było ich zdjęcia opasać czarną wstęgą w lewym górnym rogu? (śmiech).  
Zaglądnęłam przed chwilą na nasze drzewo i zobaczyłam, że Twój partner jest nie do zdarcia i nie do usunięcia, bo go już widzę w dwóch miejscach - w jednej osobie. Znów narozrabiałeś, ale ja też nie byłam lepsza, i też narozrabiałam, usuwając Twojemu partnerowi matkę. (śmiech). Dla próby, ma się rozumieć.
Jak tylko dostaniesz wiadomość z portalu, to daj mi znać. Jestem ciekawa, jak rozegrasz swoje "życiowe problemy". A tak w ogóle, to co Marysia na to? Nie jest zazdrosna? (śmiech). Kończę, bo już mnie brzuch boli ze śmiechu, a zaraz przyjadą moje wnusie, więc muszę być już w jako takiej formie. Daj Bóg, żeby mnie kryzys z niewyspania złapał dopiero po ich wyjeździe. Ale to nic, za te chwile wesołości, można taki kryzys przeżyć. Pa! Życzę powodzenia na - jakby na to nie patrzeć - nowej drodze życia. Halszka


Temat: Jeszcze jeden odzew w spr. Twojego numeru...
Data i godzina:
25.07.2008. 13:42


Widziałam, że już usunąłeś swoje córki i dalej zastopowałeś. Czyżby krzyżyki przy Twoich partnerach się nie pokazały?
Zaglądnęłam też na niemiecką stronę, i tam w podobnym przypadku radzą, aby skontaktować się per mail z taką niechcianą osobą i poprosić ją, aby sama usunęła się z drzewa. Że ona sama może to zrobić bez problemu. No to działaj! Poproś Twojego "rozkochanego" w Tobie partnera, by się usunął z Twojego boku... i poszedł sobie w diabły. (śmiech). Alż mnie brzuch boli... Rany!
Pa! Życzę owocnej rozmowy z partnerem. Halszka


Temat: A ten mój numer, ciągle pozostaje numerem... 
Data i godzina:
25.07.2008. 22:17


Halszka, zazdroszczę Ci wspaniałej zabawy moim kosztem. Ja już skontaktowalem sie z "moim partnerem" i on usunie się dobrowolnie sam. Może to zrobi dzisiaj, może jutro, dokładnie nie wiem kiedy. Jak na razie cała rodzina ma doskonały ubaw, a niektórzy, co mnie nie znają osobiście, może myślą, że to prawda. No cóż, i mnie przyjdzie zaakceptować taką sytuację. Z tymi krzyżykami, to jest tak, że są one przy osobach, które nie potwierdziły jeszcze zaproszenia. Heniek "niestety" potwierdził swoje członkostwo w "moichkrewnych" i dlatego to całe zamieszanie. Życzę Ci jak najdłużej dobrego humoru. Możesz przekazać swoim znajomym, jak to Twój kuzyn przez przypadek został gejem. Pozdrawiam i życzę kolorowych snów. Janek


Temat: Nie trzeba zazdrościć, tylko bawić się z nami...
Data i godzina:
25.07.2008. 23:12


Właśnie zamierzam dzisiejszej nocy nie opuścić objęć Morfeusza i przespać całą noc. Należy mi się.
A z Twojej historii anegdotka już powstała: jak to mój kuzyn został gejem, ale nie przez przypadek, tylko przez niewinną (z nudów) zabawę w genealogii rodzinnej. (śmiech).
A z tymi krzyżykami, to nie całkiem tak jest, jak mówisz, bo spójrz na innych swoich bliskich, np. mamę, czy tata, oni na pewno zaproszeń Twoich nie potwierdzali, a krzyżyków nie mają. To wszystko przez to, że zachciało Ci się (z nudów - jak to sam określiłeś), zabawiać się "relacjami kołowymi", w wyniku czego, sam sobie "partnera przyfastrygowałeś" na amen. A z tej funkcji można tylko w takich przypadkach korzystać, kiedy np. Twoja Marysia byłaby też Twoją dalszą kuzynką, więc na drzewie musiałaby występować na dwóch gałęziach. Ja tej funkcji nawet nie ruszałam, bo na naszych gałęziach takiego przypadku nie ma, z tego co wiem. Ale nic to, nie przejmuj się Janek, bo dzięki Tobie będziemy dłużej żyć. Wszak śmiech, to zdrowie. A śmiechu mieliśmy, co nie miara... Dziękuję Ci w imieniu swoim i całej rodzinki. Życzymy sobie, abyś częściej się tak nudził. (śmiech).
Wesolutko pozdrawiam i pędzę do sypialni. A Ty działaj... Pa! Halszka


Temat: Moje gratulacje!

Data i godzina: 26.07.2008. 21:05

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No, widzę, że jesteś już po słowie ze swoim "partnerem". Zrozumiał i dał Ci wreszcie spokój... I bardzo dobrze. Tylko uważaj, żebyś się znów w jakąś kabałę nie wplątał. Pozdrawiam i życzę zasłużonego wypoczynku po dniach pełnych stresu. Pa! Halszka


Temat: Koniec z numerem...
Data i godzina:
26.07.2008. 20:23


JESTEM WOLNY!!! Och, jak przyjemnie. Pozdrawiam. Janek


Temat: Koniec z numerem...?
Data i godzina:
26.07.2008 21:13


Wysłałam Ci akurat wiadomość na "moichkrewnych", gdyż najpierw tam zaglądnęłam by sprawdzić porządek na drzewie. Widziałam już rano, że Twój "partner" się logował, więc chciałam sprawdzić, czy są wreszcie efekty tego logowania. Pisząc do Ciebie, prawie byłam pewna, że w poczcie elektronicznej czeka na mnie właśnie tego typu wiadomość od Ciebie. Przeczucie mnie nie zawiodło.
Moje serdeczne gratulacje!!! Jesteś wolny... i teraz szanuj sobie swoją wolność, a zwłaszcza dobre imię Marysi. (śmiech). Pozdrawiam cieplutko! Halszka

PS.
Ale gdybyś znów popadł w jakoweś - tym podobne - tarapaty, to daj znać. Będzie mi miło Tobie pomagać... I ubaw po pachy znów mieć. (śmiech). Pa!


Temat: Powtarzam: jestem wolny!!!
Data i godzina:
26.07.2008 21:30


Było tak wesoło, że zastanawiam się czy znowu czegoś nie pokręcić. Najlepsza była reakcja "mojego partnera", kiedy to odkręcaliśmy: - „Hej, Janek tu wygląda tak, jakbyśmy byli gejami!". - Było bardzo wesoło, ale muszę Ci się przyznać, że o mało nie wpadłem w szał na początku. Uspokoiłem się dopiero jak "mleko się wylało" i dostałem od Ciebie pierwszą wiadomość. Teraz to mi nawet kamień z serca spadł i cieszę się, że znowu jestem wolny. Pozdrawiam bardzo serdecznie. Janek


Temat: Poniekąd szkoda, tak wesoło było...
Data i godzina:
26.07.2008. 22:31


No, faktycznie, było wesoło, ale najbardziej dla nas postronnych, bo Ty sam z pewnością musiałeś tę dwuznaczną sytuację "zdrowo" przeżywać. Przynajmniej na początku, tak jak piszesz. Też by mnie szlag trafiał, gdybym sobie jakąś kuzynkę, jako partnerkę, przyfastrygowała. Ba, nawet męża bym nie zniosła. (śmiech). Bo jakże to tak, bez miłości, a tylko z musu być z kimś związanym?

Jak znów "uda" Ci się coś nagmatwać w życiu, to po pomoc - wal do mnie jak w dym. Tymczasem pozdrawiam cieplutko! Halszka

 


I tak się skończyła ta dramatyczna, acz w sumie bardzo zabawna historia Janka, który przez swoją ciekawość  (funkcjonalności „moikrewni") o mały włos nie został pierwszym gejem na naszym drzewie genealogicznym.

 


 



komentarze (7) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  806 574  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 806574
Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2897 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to