Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 255 059 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


68 ROCZNICA POWSTANIA WARSZAWSKIEGO. OPOWIADANIE O 22 DNIACH NADZIEI I BEZNADZIEI

poniedziałek, 30 lipca 2012 16:16

 

===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

-----------------------------------------------------------

 

 

 

 

68 rocznica

Powstania Warszawskiego

 

 

 

 

Zbliża się 68 rocznica Powstania Warszawskiego, a z nią, odżywają wspomnienia świadków tamtych tragicznych wydarzeń. Niestety, rokrocznie jest ich coraz mniej. Wiele ich relacji i wspomnień zostało jednak zapamiętanych przez rodziny, wiele spisanych.

 

I ja spisałam wspomnienia mojego Wujka. Zawsze, kiedy tylko sobie przypomnę co Wujek musiał przeżywać, leżąc ciężko ranny przez 22 dni pod przęsłem zbombardowanego Mostu Poniatowskiego, łzy napływają mi do oczu.

 

 

 

Zdjęcie ze zbiorów warszawa.wikia.com/wiki

 

 

Trudno jest mi uwierzyć, że przeżył to piekło. Wszystkim, kto zna jego historię, trudno w to uwierzyć… Przeżył jakimś cudem. Jakim? Dla niego i jego kolegi z pewnością był to swoisty cud nad Wisłą.

 

Już kiedyś na blogu publikowałam wspomnienia o Wujku. Publikuję je ponownie, ale w zmienionej nieco formie. W takiej, w jakiej opublikowane zostało w Wiadomościach 24. Oto one:

 

 

22 dni

nadziei i beznadziei

pod Mostem Poniatowskiego

 

 

 

 

 

Stanisław Minartowicz, najstarszy brat mojej Mamy, w czasie II wojny światowej walczył o wolną Polskę. Kilkakrotnie był ranny. Był także w niewoli niemieckiej.

 

Po zaleczeniu ran po walkach stoczonych w czasie pierwszej mobilizacji oraz niewoli, po raz drugi zaciągnął się do wojska wiosną 1943 r. - do Armii Kościuszkowskiej. Z armią dotarł w sierpniu 1944 r. nad Wisłę by wspomóc Powstanie Warszawskie.

 

Warszawa była w ogniu. Armia Kościuszkowska pod dowództwem gen. Zygmunta Berlinga, stanęła po drugiej stronie Wisły. Gen. Berling z jakiś względów nie mógł wydać rozkazu by armia włączyła się do walki, podsunął tylko myśl, aby ten kto chce, na ochotnika, ruszył na pomoc Warszawie. Wojsko ruszyło. Ładowali się po pięciu, siedmiu do jednej łódki. Ładowali sprzęt. Pod osłoną nocy zaczęli forsować Wisłę. Niemcy rakietami oświetlali rzekę i ostrzeliwali forsujących żołnierzy. Wielu żołnierzy zginęło od razu. Jednak wielu też udało się przedostać na drugi brzeg i podążyć powstańcom z pomocą. Na jednej z tych łódek znajdował się Wujek Staszek. W łódce było siedmiu żołnierzy. Czterech od razu zginęło od kul hitlerowców, trzech ciężko rannych, a m.in. Wujek, przygniecieni ciałami zabitych, płynęło dalej z prądem Wisły. Nurt rzeki zaniósł ich pod przęsło zniszczonego Mostu Poniatowskiego. Była noc. Zrobiło się cicho. Trójka rannych żołnierzy Armii Kościuszkowskiej wykaraskała się spod ciał zabitych kolegów i z ogromnym trudem dotarła na brzeg. Jeden z nich miał wyrwane pośladki. Męczył się potwornie. W końcu nad ranem zmarł. Wujek był ranny w biodro. Rana postrzałowa była głęboka i rozległa. Pozostały przy życiu kolega o nazwisku Wychopień był mniej ranny. Przez cały tydzień leżeli tam w potwornych bólach, w ogromnym strachu, bez jedzenia. Pili tylko wodę z Wisły.

 

Po tygodniu, kiedy byli już wycieńczeni z bólu, upływu krwi, głodu… i braku nadziei na ratunek, zauważyli nagle, że po rozrywanych przęsłach, niczym małpiątko, przedziera się jakiś chłopiec. Zawołali go do siebie. Był to harcerz Rysiek (lat 13), który jako łącznik, starał się przedostać z meldunkiem na drugi brzeg Wisły. Wujek poprosił go, aby zdobył dla nich coś do zjedzenia. Rysiek był przerażony sytuacją żołnierzy, ale nie umiał im pomóc. Na moście byli Niemcy, a on niczego do jedzenia przy sobie nie miał. Wtedy Wujek poprosił go, aby wydobył chleb z ich łodzi, która ciągle dryfowała w malutkiej zatoczce niedaleko brzegu, na wpół zatopiona, z ciałami zabitych żołnierzy. Chłopak był przerażony, że miałby grzebać za chlebakami pomiędzy ciałami zabitych.

- Nie bój się zabitych, oni ci nic nie zrobią - powiedział mu wtedy mój Wujek. - Patrz tylko, żeby cię Niemcy nie dostrzegli.

 

Rysiek nabrał wtedy odwagi… i spisał się dzielnie. Dotarł wpław do łodzi i z powrotem i w efekcie przyciągnął ze sobą kilka chlebaków z chlebem rozmoczonym wodą i krwią zabitych. Ranni żołnierz byli jednak szczęśliwi, że chociaż takim chlebem mogą się nieco posilić.

 

Chłopak musiał udać się w dalszą drogę. Z meldunkiem. Zanim się jednak oddalił, obiecał Wujkowi, że jak dotrze na miejsce, zamelduje o nich dowódcy. Wkrótce zniknął im z oczu. Wspinając się po przęsłach, przedostał się na drugi brzeg Wisły. W Wujku i w jego koledze zatliła się iskierka nadziei. Niestety, minął następny tydzień i żadna pomoc nie nadchodziła. Spleśniały chleb, choć wydzielali go sobie małymi kawalątkami, kończył się już. Starczyło go na tydzień.

 

W takich oto warunkach siedzieli pod mostem. Modlili się i czekali zbawienia. W ich ranach namnożyło się już robactwo. Z drugiego brzegu Wisły widzieli ich polscy żołnierze. Bali się jednak ryzykować, bo Niemcy chodzili po moście. Mieli działa, i co rusz, oświetlając Wisłę i jej brzegi, puszczali serie z dział. Warszawa stała w ogniu. Potężne eksplozje targały powietrzem. Zewsząd było słychać serie z karabinów, płacz i lament ludzi. Jakie myśli mogło mieć tych dwóch rannych, wygłodzonych żołnierzy, leżących pod mostem Poniatowskiego? W obliczu wszechobecnej śmierci - została im tylko modlitwa… i silna wola życia. Pomimo wszystko. Przecież każdy z nich miał rodzinę, żonę, dzieci.

 

Trzeci tydzień dobiegał końca. Dwaj żołnierze byli u kresu sił i nadziei na ratunek. W myślach zaczęli się żegnać z życiem i ze swoimi bliskimi. Została im już tylko rozpacz i beznadzieja… Wtedy, ni stąd, ni zowąd, zauważyli w oddali płynącą w ich kierunku łódkę i kajak. To było ich wybawienie! Takiej szansy tych dwóch wycieńczonych żołnierzy nie mogło zaprzepaścić. Resztkami sił doczołgali się do brzegu by ich zauważono. Niestety… znów rozpacz! Łódka i kajak były puste. Nikogo w nich nie było. A co dziwne, były ze sobą powiązane grubym sznurem.

 

Wycieńczeni żołnierze postanowili jednak wykorzystać tę szansę i popłynąć z nurtem Wisły. Zapragnęli znaleźć się jak najdalej od tego miejsca, gdzie czekała ich niechybna śmierć z głodu i ran. Tym bardziej, że wdarło się już zakażenie. Rany ropiały. A atakujące ich coraz bardziej szczury, dopełniały dzieła. Pokaleczone i pogryzione ciała zaczynały już gnić. W potwornych mękach wciągnęli swe pokiereszowane ciała do łodzi i odbili od brzegu.

 

Woda niosła ich coraz dalej i dalej od na wpół zawalonego Mostu Poniatowskiego. Płynęli z nurtem, nie wiedząc, czy po śmierć, czy po ratunek. W końcu udało im się dobić na drugi brzeg Wisły. Myśleli, że są uratowani, aż tu nagle, do odgłosów eksplozji i strzałów armatnich, uszu ich doleciały serie z karabinów, i to tuż nad ich głowami. Jedna po drugiej. Znów żegnali się z życiem. Zrozpaczeni żołnierze Armii Kościuszkowskiej byli pewni, że to już ich koniec.

 

Szczęściem w nieszczęściu udało się im jednak ujść z życiem. Okazało się, że to polscy żołnierze celowali w nich, biorąc ich za wroga, ale kiedy zauważyli ich mundury, strzelać przestali.

Skulona w łodzi dwójka rannych i przerażonych Kościuszkowców usłyszała nad głowami nagle śmiech żołnierzy, a jeden z nich zawołał:

 - No, koledzy, będziecie długo żyć, bo już mieliśmy wyładować w was cały magazynek.

 Byli uratowani! Czyżby to był… cud nad Wisłą? Dla tych dwojga umęczonych żołnierzy był z pewnością.

 

Żołnierze natychmiast zajęli się rannymi i odwieziono ich do szpitala polowego. Potem wraz z Armią Kościuszkowską dotarli do Berlina, gdzie zastał ich już koniec wojny.

 

Nikt nigdy nie doszedł do tego, skąd się wzięła ta łódka z kajakiem, i jakim cudem do nich dopłynęła.

 

Trzydzieści lat po wojnie wojskowy redaktor Alojzy Sroga „wygrzebał” w wojskowych archiwach notatkę o ciężko rannych żołnierzach, którzy 22 dni pod mostem Poniatowskiego czekali na ratunek. Zafrapowany tą notatką dotarł do Wujka i na podstawie jego opowiadań napisał książkę pt. „Nadzieje”.

 

 

 

 

Również w „Ekspresie Wieczornym” w odcinkach opisywano wówczas tę tragiczną historię Wujka. Wtedy Wujek stał się nagle bohaterem. (Jego współtowarzysz niedoli, Wychopień, mniej, gdyż po wojnie wyjechał do USA). Dziennikarze ciągle nagabywali go o wywiady. Jednak nigdy nikt nie zatroszczył się o jego stan zdrowia, który już do końca jego dni nie był dobry. Głębokie i rozległe rany, jakie doznał w czasie wojny, a zwłaszcza w Powstaniu Warszawskim, pozostawiły ślad na całe jego życie. Odszkodowania jakiegoś też nigdy nie dostał. Ot, i dola Żołnierza Polskiego!

 

 

 

Chwała Powstańcom! Chwała Polskim Żołnierzom!

 

 



komentarze (13) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ZWIERZAKI DOMOWE I NIEDOMOWE W DOMOWEJ GALERII

czwartek, 26 lipca 2012 14:21

 

--------------------------------------------------- 

 

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

 

 ZAPRASZAM!

--------------------------------------------------

 

 

 

 

Zwierzaki domowe

i niedomowe

w mojej domowej galerii

 

 

 

     Kwiatuszki polne były? Były! Ogrodowe były? Były! Owady były? Były! To teraz czas na zwierzaczki.

 

    Zwierzęta towarzyszą człowiekowi od zawsze, i są jak ludzie, czują. Miejmy więc serce dla nich i kochajmy je jak bliźniego. I te domowe, i te dzikie. Ich życie zależy w dużej mierze od nas.

 

 

 

Zapraszam do obejrzenia mojej galerii zdjęć zwierzaków żyjących obok nas

- z opisami na wesoło.

 

(Zdjęcia można powiększyćjeszcze bardziej, klikając w każde z osobna)

 

 

 

 

 

- Z drogi! Tu ja pilnuję!

Przekroczysz teren… nie daruję!

 

 


 

- I co się gapisz jak ciele na malowane wrota?!

A z resztą, gap się, skoro naszła cię taka ochota.

 

 

 

 

 

- Etatowy dzwonnik na pastwisku, to fucha nad fuchami.

Nie wierzycie? Popatrzcie i… zatrudnijcie się sami.

 

 

 

 

- Uważaj, byczkiem Fernando nie jestem!...

Ale zapraszam, bardzo zapraszam na moją fiestę.

 

 

 

 

 

Koń jaki jest, każdy widzi.

Niektórzy się go boją, jednak nikt z niego nie szydzi.

 

 

 

 

 

Siwy koń staruszek pasie się i prycha,

chciwie wciąga chrapami powietrze i… do kasztanki wzdycha.

 

 

 

 

 

Kasztanka młoda w stronę siwego konia prycha:

- Widzę staruszku, że przemawia przez ciebie pycha!

 

 

 

 

 

- Ech, rasowe konie,

z was czasami to wielkie wałkonie!

 

 

 

 

 

- Cześć! Jestem kozioł Bodzio, który nie bodzie…

za bezstresowym wychowaniem jestem, które jest w modzie.

 

 

 

 

 

- Zapraszamy do siebie, zapraszamy!

Ale tylko dobrych ludzi, złych rogami wypraszamy.

 

 

 

 

 

- Jedziemy na wycieczkę autostopem!...

Do Pacanowa i z powrotem.

 

 

 

 

 

Woła kozioł na widecie:

- Sami wchodzicie i sami się anonsujecie!

 

 

 

 

 

- Ja chcę do mamy!!!

A która to moja mama, jak ich tyle tu mamy?

 

 

 

 

 

- Tak jak my, nikt nie jest spolegliwy,

przyznaj szczerze, bądź sprawiedliwy.

 

 

 

 

 

Miłe tête-à-tête potrzebne jest każdemu,

nawet zwierzęciu typowo stadnemu.

 

 

 

 

 

Do jakiekolwiek rodziny nie zajdziesz,

tam czarną owcę zawsze znajdziesz.

 

 

 

 

 

Pasą się osły pasą,

a ludzie przechodząc obok, wciąż się do nich łaszą.

 

 

 

 

 

- Tak, jestem osioł, ale nie taki znów uparty…

A tyś co na robienie zdjęć tak się uparł jak osioł uparty?

 

 

 

 

 

Dzik jest dziki, ale nie zawsze zły…

Zły jest tylko wtedy, kiedy pokazuje kły.

 

 

 

 

 

- My też świniami jesteśmy, ale nie dzikimi.

Przybyłyśmy z Hanoi, jesteśmy więc:… no, no…?! Tak, wietnamskimi.

 

 

 

 

 

- To ja, wiewiórka, czekam tu od rana,

aż wyjrzysz przez okno i dasz mi banana.

 

(Ta wiewiórka często odwiedza mój ogród. Jest łasa na banany. Raz rzuciłam jej kawałek i widać, że jej posmakował. Przybiega teraz niemalże codziennie, wspina się na jabłoń i... czeka,

spoglądając w moje okno).

 

 

 

 

 

- Uwielbiam orzeszki, każdy o tym wie,

niech więc każdy o tym pomyśli, zanim wszystkie zje.

 

 

 

 

 

- Czarnej wiewiórki jeszcze tu nie było?

To dobrze, bo wraz z nią śniadanko moje by wybyło.

 

 

 

 

 

- Tak, tak, nie dziw się, czarna wiewiórka jestem.

Dlaczego czarna? Bo oryginalna jestem.

 

 

 

 

 

******************************************

Impresja dnia


 

 

 

A ja jeszcze oryginalniejsza jestem,

bo trochę ruda i trochę czarna jestem.

 

 

*

 

Grunt, to pospolitym nie być!

 

 

 

******************************************



komentarze (9) | zaloguj się, aby dodać komentarz

POLNE KOMPOZYCJE Z POLNYCH KWIATÓW

czwartek, 19 lipca 2012 16:11

 

--------------------------------------------------- 

 

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

 

 ZAPRASZAM!

--------------------------------------------------

 

 

 

 

Polne kompozycje z polnych kwiatów

 

 

 

    Kwiaty polne mają w sobie wiele wdzięku i romantyzmu. Któż z nas nie widział bukiecików z nich tworzonych w przeróżnych kompozycjach? Któż z nas ich sam nie tworzył? Dzisiaj kwiaty te stają się coraz bardziej modne. Zarówno przy tworzeniu ogrodów naturalistycznych, jak i w bukieciarstwie.

 

 

Zapraszam do galerii moich polnych i leśnych bukiecików!

 

(Zdjęcia można powiększyćjeszcze bardziej, klikając w każde z osobna)

 

 

 

 

Kwiaty polne są piękne. Nie zawsze to jednak zauważamy i traktujemy je często jak chwasty. Ale gdy się im przyjrzymy, zauważymy nagle, że potrafią nas zachwycić swoim ciekawym kształtem i pięknymi barwami.

 

 

 

 

Kwiaty polne rosną same. Nikt ich nie pielęgnuje, nie podlewa, nikt się nimi nie przejmuje, że mogą zmarnieć, a one i tak co roku odżywają i cieszą nasze oczy swoim pięknem, a nozdrza zapachem.

 

 

 

 

Należą do bardzo wytrzymałych gatunków. Przystosowane są do warunków klimatycznych i glebowych.

 

 

 

 

Rosną dziko na łąkach, polanach, rowach, skarpach, miedzach, w polu, w lesie, gdzie bez żadnego problemu same sobie radzą nawet na bardzo ubogich glebach, ukazując swoje piękno.

 

 

 

 

Kwiaty polne mają w sobie tyle wdzięku, tyle romantyzmu. Któż z nas nie widział bukiecików z nich tworzonych w przeróżnych kompozycjach? Któż z nas ich sam nie tworzył?

 

 

 

 

 Bogactwo gatunkowe kwiatów polnych jest ogromne, bardzo ciekawe… i piękne.

 

 

 

 

Ostatnio kwiaty polne stają się coraz bardziej modne. Zarówno przy tworzeniu ogrodów naturalistycznych, jak i bukieciarstwie.

 

 

 

 

W miesiącach letnich dziewczęta, panny młode, coraz częściej decydują się na „polne” bukiety ślubne, skomponowane z polnych kwiatuszków pięknie ułożonych i ozdobionych.

 

 

 

 

 Kwiaty polne stają się modne także przy tworzeniu ogrodów naturalistycznych.

 

 

 

 

Nie od dziś wiadomo, że natura jest mistrzynią w tworzeniu pięknych miejsc, pełnych harmonii, spokoju, romantycznego klimatu.

 

 

 

 

Ludzie, którzy propagują „powrót do natury” w swoich ogrodach coraz częściej wykorzystują gatunki roślin rosnących dziko.

 

 

 

 

 

 

Polne kompozycje z polnych kwiatów

(jeszcze kilka z nich)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

******************************************

Impresja dnia


 

 

Nie ma drogi bez końca…

nawet dla wytrwałego wędrowca.

 

 

******************************************



komentarze (13) | zaloguj się, aby dodać komentarz

MAŁE JEST CIEKAWE. PODGLĄDANIE OWADÓW

środa, 11 lipca 2012 19:05

 

--------------------------------------------------- 

 

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

 

 ZAPRASZAM!

--------------------------------------------------

 

 

 

 

Małe jest ciekawe. Podglądanie owadów

 

 

    O tym, że lubię fotografować, wspominałam już nieraz. Od jakiegoś czasu pociąga mnie zwłaszcza fotografia makro. Głównym bohaterem moich zdjęć jest oczywiście przyroda. Jej piękno stanowi dla mnie niekończące się źródło zachwytu, zdumienia, inspiracji do życia i zabawy. Okiem obiektywu utrwalam rośliny i żyjątka, których fascynującą budowę gołym okiem trudno zobaczyć.

    Uwielbiam ten moment, kiedy podłączam aparat fotograficzny do komputera i oglądam zrobione przez siebie zdjęcia na monitorze. To wspaniałe uczucie zobaczyć nagle coś, czego normalnie nie jest się w stanie zobaczyć.

.

 

Oto moje fotki owadów

z informacjami na ich temat, a także z moimi zabawnymi spostrzeżeniami z nimi związanymi

 

(Przypominam, że wszystkie zdjęcia można powiększyćjeszcze bardziej, klikając w każde

z osobna)

 

 

 

 

 

Ludzie od lat tępią owady. Większość się nawet nie zastanawia, czy istnienie ich przysparza człowiekowi korzyści czy straty… Tępią i już!

 

 

 

 

A o tym czy owady cierpią, czy odczuwają ból, mało kto się zastanawia.

 

 

 

 

Badania naukowe wykazują, że owady mają bardzo wysoko rozwinięty układ nerwowy.

 

 

 

 

Duża liczba komórek nerwowych, jak na rozmiar owadów, pozwoliła im przez setki tysięcy lat z sukcesem ewoluować, dzięki czemu przetrwały do dziś  i zasiedlają wszystkie możliwe środowiska na ziemi.

 

 

 

 

Przystosowywania się owadów do środowiska są zadziwiające. Mają bardzo różną budowę. Swoim wyglądem czasami kojarzą nam się z istotami pozaziemskimi znanymi z filmów science fiction.

 

 

 

 

W świecie owadów istotnymi bodźcami są feromony. To feromony, a nie wzrok czy słuch, są dla większości najważniejszym sygnałem informacyjnym o środowisku.

 

 

 

 

Owady pozostawiają po sobie w określonych miejscach tylko sobie wiadome „cząsteczki sygnałowe”, które są odbierane przez inne osobniki tego samego gatunku.

 

 

 

 

Owady mają ogromne znaczenie w przyrodzie, są wśród nich owady zarówno pożyteczne, jak i szkodniki.

 

 

 

 

Owady rozprzestrzeniają się bardzo szybko ze względu na  ich ogromną rozrodczość, a co za tym idzie, i liczebność, dlatego też odgrywają w życiu człowieka i gospodarce olbrzymią rolę. Jedne pozytywną, inne niestety negatywną.

 

 

 

 

Bardzo dużo owadów spotyka się w kwiatach. Widać, że podobnie jak człowiek, lubią je. Ale z innych powodów. Kwiaty, to miejsce ich "pracy". Zapylają większość roślin.

 

 

 

 

Niektóre owady są tak malutkie, że zauważam je dopiero podczas oglądania zdjęć na monitorze komputera.

 

 

 

 

Owady widujemy na co dzień, ale rzadko spoglądamy im w oczy.

 

 

 

 

Wielu ludzi brzydzi się owadów. Wielu się ich boi. Czy słusznie? Zależy od człowieka, nie od owada.

 

 

 

 

Ranna ćma, spotkałam ją na leśnej dróżce. Zaopiekowałam się nią i przeniosłam na zielone pobocze. Widać ją tam na kolejnym zdjęciu.

 

 

 

 

Wyraźnie w trawie ćma odżyła... Widzę jej uśmiech.

 


 

 

Owady na żerowisku. Niektóre rośliny żyją w symbiozie z owadami. Wiadomo… zapylanie.

 

 

 

 

Mucha leśna zastygła w bezruchu i bezdźwięcznie pozuje do zdjęcia.

 

 

 

 

Mrówka „pracuś” zasuwa po pniu dębu, do którego się akurat przytulam. No to ja jej pstryk… zdjątko.

 

 

 

 

Jaka mucha, każdy widzi... Jeden ją lubi, drugi z niej szydzi. Ale mucha ma to w nosie, zawsze się pławi we własnym sosie.

 

 

 

 

Niektóre owady są tak malutkie, że zauważam je dopiero podczas oglądania zdjęć na monitorze komputera.

 

 

 

 

Skoczmy owad w lesie wskoczył na moje przedramię, a ja, chociaż zamiarów jego pewna nie byłam - wytrzymałam jego obecność, i to tak długo, aż zrobiłam mu parę zdjęć. Potem źdźbłem trawy „oznajmiłam” mu koniec sesji zdjęciowej.

 

 

 

 

Żuk leśny, to owad z gatunku chrząszczy. Należy do bardzo pożytecznych owadów naszych lasów. Ten mój, zatrzymał się w biegu i pięknie pozował do zdjęć. Deszcz lał jak z cebra a on spokojnie zaglądał w obiektyw mojego aparatu.

 

 



komentarze (25) | zaloguj się, aby dodać komentarz

WIDOKI Z ZAMKU W PERGINE

piątek, 06 lipca 2012 9:58

 ==========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

---------------------------------------------------------

 

 

 

Zamk w Pergine

- widoki na Dolomity

i Pergine Valsugana

 

 

 

    Lato. Cudowna pogoda. Grzech w domu siedzieć. A już przy komputerze, dopiero. Dlatego mało mnie na blogu. Bo co jak co, ale grzeszyć, to ja nie lubię. Za to na łonie Matki Natury kocham być… i ciągle jestem.

    Zanim więc wybędę dzisiaj z domu postanowiłam w końcu zamieścić obiecane fotki z zamku Pergine z widokami na Dolomity. Czynię to niniejszym i…  zmykam w plener.  

    Zdjęcia niezbyt wyraźne, bo raz, że lało jak z cebra prawie przez cały mój tam pobyt, a dwa (jak już wspominałam), aparacik miałam, jaki miałam.

 

 

Widoki na Dolomity i Pergine Valsugana

 

 

 

 

Dolomity widziane z zamku robią ogromne wrażenie.

Dolomity to pasmo górskie w płn.-wsch. części Włoch - znajdujące się w całości na ich terenie. Leżą na terenie Południowych Alp Wapiennych w Alpach Wschodnich.

 

 

 

 

 

Na zielonych wzgórzach widać wiele różnych budowli.

 

 

 

 

 

Widok na zamglone miasto Pergine Valsugana - na tle jeszcze bardziej zamglonych Dolomitów.

Pergine Valsugana, to miejscowość i gmina, którą zamieszkuje ponad 20 tys. mieszkańców.

 

 

 

 

Widok na miasto Pergine Valsugana - na tle Dolomitów.

 

 

 

 

Widok na miasto Pergine Valsugana - na tle Dolomitów.

 

 

 

 

Widok z murów obronnych na zamglone okolice. Po środku widać tonące we mgle Lago di Caldonazzo.

Jezioro Caldonazzo ma powierzchnię 5,62 km2 i szerokość 5 km, jest największym jeziorem w regionie Trentino. Leży na wysokości 430 m n.p.m. w najcieplejszej części płn. Włoch. Temperatura wody latem oscyluje w granicach 20-25 stopni C.

   

 

 

 

 

******************************************

 

 

 

Impresja dnia

 

 

 

 

Potęga wyobraźni...

 

Bogata wyobraźnia, to najlepsze co może się

człowiekowi przytrafić.

 

 

******************************************



komentarze (10) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  806 566  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 806566
Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2897 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to