Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 255 059 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


POKAŻ BUTY KIEROWCO

sobota, 31 lipca 2010 11:46



Pokaż

buty kierowco

 



  

   Tak ogólnie, to ja nie lubię zakupów. Czasami jednak muszę coś do papusiania zakupywać. Najczęściej robię to w poniedziałek z samego rana, kiedy ludzi w sklepach mało co, a towary są świeże, z nowych dostaw. Dzisiaj pojechałam do pobliskiego marketu wyjątkowo. Przyszło mi na myśl by zaopatrzyć zamrażarkę w kiełbaski i rybę na ewentualnego grilla. Czasami spontanicznie najdzie mnie ochota na grillowannie, więc lubię mieć co trzeba - na podorędziu.

   Kiedy już po zakupach, zadowolona, wyjeżdżałam autem z parkingu marketu, zauważyłam, że pewna dama, wjeżdżając na parking, najwyraźniej traci panowanie nad kierownicą. Zamiast jechać jak znaki nakazują, prawą stroną, ona nagle zjeżdża na lewą, i jedzie prosto na mnie. Rany, myślałam, że mnie staranuje. Skręciłam mocno kierownicą w prawo i... w ostatniej chwili zdążyłam uciec na chodnik. Całe szczęście, że nikogo na nim nie było. Ale dama, niestety, „zaliczyła" auto jadące za mną. Natychmiast zatrzymałam się i wyskoczyłam by sprawdzić czy będzie potrzebna pomoc. Na szczęście damie nic się nie stało. Kierowcy „zaliczonego" auta też nic. Dama miała jednak straszliwego pecha. Potrójnego. Nie dość, że poważnie strzaskała lewy bok „zaliczonego" auta i swojego również, to jeszcze kierowcą tegoż auta okazał się być policjant w cywilu, który od razu stwierdził przyczynę kolizji. A przyczyną były jej klapki, a właściwie jeden klapek, który w czasie jazdy zsunął jej się z nogi i zablokował pedały. Żal mi było tej damy. Bo aż taki pech jej się z samego rana przytrafił. I takie koszty. I to z powodu jednego, głupiego klapka.

   Wracając do domu, przypomniało mi się, że kiedyś oglądałam w TVP Info jakiś program, w którym policyjny rzecznik prasowy mł. insp. Mariusz Sokołowski wypowiadał się m.in. na temat nieodpowiedniego obuwia kierowców. Powiedział wtedy takie zdanie: „kierowco, pokaż mi swoje buty, a powiem ci kim jesteś". Uśmiałam się w duchu, bo pomyślałam, że gdyby mnie zobaczył na bosaka prowadzącą auto, albo z nogą w gipsie (raz lewą, raz prawą), to pewnie by powiedział, że jestem szalona, albo... szurnięta nawet. No i ja bym wtedy, wcale wielce nie zaprzeczała, ani się nie obrażała na młodszego inspektora... Bo też sama wiem, że tak całkiem normalna, to ja nie jestem. Chyba! Hihihi...! ale to pewnie z tego właśnie powodu - jestem szczęśliwą kobietą.

   No dobra, ażebym już całkiem na szurniętą nie wyszła, od razu wyjaśnię dlaczego też zdarza mi się jeździć autem na bosaka. Otóż na bosaka jeżdżę wtedy, kiedy wracam z lasu do domu. Po bieganiu, zawsze zdejmuję adidasy i wędruję boso przez polanę, coby się kosmicznej energii z ziemi nachapać. Bosonoga, idę aż do samego auta, które zostawiam na parkingu pod lasem. Ni jak wtedy na brudne stopy założyć bucików nie mogę. Czyściochą jestem. Ale muszę przyznać, że na bosaka całkiem fajnie prowadzi się auto. Wszystkie 3 pedały wyczuwa się gołymi stopami wspaniale. Jeszcze lepiej niż w obuwiu. Melduję posłusznie, Panie mł. insp. Sokołowski, że to prawda!

   A kiedy w gipsie jeździłam autem? Ano pierwszy raz jeszcze w Polsce, kupę lat temu. Miałam wtedy prawą nogę w gipsie. Ależ mi się wtedy fajowo prowadziło auto. Ciężka noga na pedale gazu, toteż ruszałam z kopyta i gazowałam niczym rajdowiec. Ale też i hamowało mi się super. Niemalże w miejscu. Nie, szyby łepetyną nie wybiłam, bo zawsze pamiętam pasami się zapiąć.

   Za to już tutaj, w Niemczech, kiedy miałam lewą nogę w gipsie i prowadzenie auta w takim stanie nie było dla mnie niczym szczególnie utrudnionym, to niestety, nie pojeździłam sobie zbyt długo. Moje dorosłe już wtedy dzieci, widząc mnie za kierownicą, zabrały mi kluczyki od auta... i same mnie woziły, gdzie mi nużno było. Ależ byłam niepocieszona. Aż sześć tygodni musiałam się tak męczyć - bez kierownicy w rękach.


   W klapkach jednak nigdy nie zdarza mi się prowadzić auta. Co to, to nie! Nawet moją Córcię pilnuję zawsze, kiedy w klapkach biega, żeby w swoim aucie miała pełne buty do przebrania. Taka jestem, Panie mł. insp. Sokołowski!

 

 



komentarze (20) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ZAPACH LATA

środa, 28 lipca 2010 7:47


Zapach lata

 



Uwielbiam zapach lata 

o wczesnoporannej porze...

kiedy świeżością nasycone jeszcze,

i czuć go w każdym kolorze.

 

Uwielbiam zapach lata,

też i o wieczornej porze,

kiedy przesycone całodziennym upałem, 

schładza się w nastającym wieczorze.

 

Uwielbiam zapach lasu,

o każdej porze lata...

Bo i w słońcu, i w mgle, i w deszczu,

cudownie pachnie leśna szata.

 

 

 

 

Uwielbiam zapach łąk,

nagrzanych promykami słońca...

 taką bajeczną wonią upojona, 

mogłabym wędrować po łąkach bez końca.


 

 

 

Uwielbiam zapach sianokosów,

otulający łąki i polany,

i zapach suszonego siana...

w promieniach słońca skąpany.

 

 

 


Uwielbiam zapach mojego ogrodu,

i wieczornego w nim grillowania.

Uwielbiam zapach ogniska, przy którym,

nawet całą noc mogłabym siedzieć - bez spania.


 

   

 


Uwielbiam wszystkie dary lata,

nie tylko jego zapachowe doznania.

Uwielbiam każdy letni dzień,

a już zwłaszcza - dni letniego urlopowania.


 

 



komentarze (25) | zaloguj się, aby dodać komentarz

NIEŚWIADOMOŚĆ BYWA BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM

niedziela, 25 lipca 2010 11:02

Nieświadomość

bywa błogosławieństwem

 

 

 


   Wczoraj, kiedy wróciłam z joggingu po lesie do domu, swoim zwyczajem, włączyłam telewizor, aby przy krzątaniu się po domu, posłuchać na TV info wiadomości z Polski. Jakie było moje przerażenie, kiedy na przelatującym pasku najnowszych wiadomości, przeczytałam, że w mieście, w którym mieszka moja 84-letnia Mama, po nocnej nawałnicy, wylała tamtejsza malutka rzeczka, zalewając pobliskie ulice i park miejski. Wystraszyłam się nie na żarty, ponieważ moja Mama mieszka akurat przy parku. Wprawdzie ulica, na której mieszka od parku wznosi się ku górze, ale jednak. Dom Mamy stoi od rzeczki jakieś 50 m. Natychmiast złapałam za telefon i zadzwoniłam do Mamy. Kiedy w słuchawce usłyszałam jej zupełnie spokojny głos, nieco się uspokoiłam.

  - Dzień dobry, Mamuś, co tam u ciebie, wszystko w porządku? - spytałam dziwnie drżącym głosem. - Woda nie dotarła do twojego domu?

    - Jaka woda... Córciu, o jakiej ty wodzie mówisz? - pytaniem na pytanie odpowiedziała Mama.

    - No jak to jaka? Przecież czytam akurat na ekranie telewizora, że rzeczka wylała po nocnej nawałnicy, i że park zalany i także pobliskie ulice - wydukałam, zbita z pantałyku.

  - Coś ty, nic nie wiem... - Mama była bardzo zaskoczona. - Słyszałam, że w nocy lało niemiłosiernie... Ale żeby aż rzeczka wylała? Ta niemrawa rzeczułka? Tego jeszcze nie było. To jak ja pójdę do kościoła?

  Paradoksalnie ucieszyłam się z Mamy nieświadomości. Mogłam się już uspokoić. Mama jest bezpieczna, a co najważniejsze, czuje się bezpiecznie. W trakcie naszej rozmowy Mama wyjrzała przez balkon i powiedziała, że ludzie stoją pod jej domem i patrzą w dół ulicy, co by oznaczało, że woda zatrzymała się przed jej domem. Wiadomość ta uspokoiła mnie już całkowicie. Natychmiast odzyskałam rezon i nawet zażartowałam sobie, że aby dotrzeć do kościoła, będzie musiała albo po amfibię dzwonić, albo po moją najstarszą siostrzyczkę z pontonem, która jak wiem, akurat pakuje na wczasy cały ekwipunek wodny.


  Żarty żartami, ale co w tym roku dzieje się z pogodą, to przechodzi ludzkie pojęcie. Aura nieszczędni nam niespodzianek. Przykrych niespodzianek. Wszystkiego serwuje nam za dużo. Zimą za dużo śniegu i mroźnych dni. Wiosną za dużo deszczów. A teraz, latem, za dużo upałów i burz. E tam, burz... nawałnic, gradobicia, trąb powietrznych, cyklonów. W Europie pomału jest jak w Afryce.

  Meteorolodzy uspokajają, że to nic nadzwyczajnego, że takie anomalia pogodowe zdarzają się co kilkadziesiąt lat. Kurcze pieczone, tylko że ostatnio jest ich zbyt dużo! W Polsce szczególnie.

  Tu, gdzie mieszkam, na szczęście do tak tragicznych kataklizmów nie dochodzi. To taka szczęśliwa enklawa na terenie Niemiec. Owszem, pogoda jest podobna jak w Polsce, ale do powodzi nie dochodzi, mimo, że przez nasze miasto płynie rzeczka. Płynie jednak głębokim, uregulowanym korytem. Za to burze z piorunami są straszne, bo to kotlina. Nietrudno więc sobie wyobrazić jakie są tu efekty wizualno-dźwiękowe w czasie burz. Orkany też się zdarzają, które łamią gałęzie i drzewa, ale trąby powietrzne na szczęście nie. Jest za to co innego, czego w Polsce nie ma. Strefa sejsmiczna. Zdarzają się trzęsienia ziemi.

  Miałam okazję już jedno trzęsienie ziemi przeżyć. Było to chyba 8 lat temu. Ale jak je przeżywałam, pojęcia nie miałam, że to jest właśnie trzęsienie ziemi. Pamiętam, że stałam wtedy w kuchni przy stole i obierałam sobie jabłko. Nagle... jak coś nie łomotnie... potwornie głośno i przeciągle. Jakby się dom walił. Wyrwałam z kuchni w tak szalonym tempie, że nawet nie zdążyłam poczuć, czy coś się zatrzęsło. Przeleciałam przez przedpokój, i wpadając do pokoju roboczego, jednym susem wyskoczyłam przez otwarte - na szczęście - drzwi, do ogrodu. Na szczęście, bo nie wiem, czy w tym potwornym przerażeniu i tempie, nie wyrwałabym drzwi z futrynami. Kiedy znalazłam się już w ogrodzie, nagle zobaczyłam, że mam na nogach pantofle domowe. No to jak to tak? W ogrodzie w domowych pantoflach? Dla pedantki to szok! A ja jestem niepoprawną pedantką. Niewiele myśląc, wpadłam z powrotem do pokoju i porwałam buty ogrodowe, stojące przy drzwiach... i ponownie wyleciałam na ogród. Zszokowana, trzęsąc się na całym ciele, zmieniłam obuwie, po czym  klapłam na trawę i zaczęłam denkować co też to mogło być. (hihihi...! ten akurat mój zabieg z butami urósł do rangi anegdoty, z której moi bliscy do dziś się śmieją, ja zresztą też). Moje denkowanie nie trwało jednak długo. Wnet odzyskałam rezon, odwaga we mnie wstąpiła, i zaczęłam biegać dookoła domu, sprawdzając, czy stoi w całości. Kiedy robiłam już drugie okrążenie, usłyszałam nagle głos mojego sąsiada z przeciwka. Tubylca.

  - Pani Halszko, a cóż to pani tak biega dookoła? - spytał rechocząc. - Niech się pani nie martwi, naszym domom nic nie grozi, wytrzymają trzęsienie ziemi nawet o sile 7,5 stopnia w skali Richtera. Tak są budowane.

  - To to było trzęsienie ziemi?! - wykrzyczałam pytanie, ciągle wystraszona jeszcze.

  - A co pani myślała, że wojna?! - jeszcze głośniej zarechotał sąsiad.


  Sama już nie wiem, co ja wtedy myślałam, ale że to może być trzęsienie ziemi, to z pewnością ani mi na myśl nie przyszło. Bo i skąd, skoro trzęsienia ziemi jeszcze nigdy nie przeżyłam. Teraz już wiem, co to znaczy. Chociaż wtedy, było dość słabe, w radiu podawali że jedynie 3 stopni w skali Richtera. Ponoć to przedostanie trzęsienie ziemi, sprzed 35 lat, jak mi mówił mój sąsiad, było o wiele silniejsze, że aż niektóre domy popękały, a drogi zapadły się głęboko. Brrr...! Okropność! Gdybym wtedy wiedziała, że to trzęsienie ziemi, rany, to bym chyba... no, przynajmniej po buty do domu nie wracała.

  Mam nadzieję, że następnego trzęsienia ziemi nie przeżyję... och, chciałam powiedzieć, że nie będę musiała przeżywać, bo już tak szybko nie nastąpi.

 


 



komentarze (11) | zaloguj się, aby dodać komentarz

HEJ, PRZELECIAŁ ROCZEK

piątek, 23 lipca 2010 7:50

 


Wielkie święto dziś u Halszki,

pierwsze urodzinki jej blogaska!

In memoriam robi się portrecik Halszki,

a o życzonka prosim - co łaska!

 

 

 




 

Hej,

przeleciał roczek

 


Hej, przeleciał roczek

Halszki blogowania,

szybciutko jak na niebie obłoczek,

ale bogato w doznania.


I żadnej w tym przesady,

bo przyjemnych doznań było bez liku!

A choć czasem były i zwady...

ostała się Halszka na blogowym świeczniku.


:-D;-):-D


 

 


    Uwierzyć nie mogę, że to już rok mojego blogowania. Jak szybko ten czas zleciał! Ale zleciał bardzo przyjemnie. Przyznaję szczerze. Poznałam w tym czasie bardzo dużo sympatycznych ludzi, ciekawe blogi i wspaniałych Blogowiczów, z którymi cały czas utrzymuję kontakt. Dziękuję Wam moi Drodzy, że jesteście... i trwacie przy mnie!

    Dziękuję również moim bezimiennym Czytelnikom, którzy choć nie wpisują swoich komentarzy, ciągle odwiedzają mój blog i czytają moje teksty.

    Dzięki Wam Wszystkim, widzę sens istnienia mojego bloga. A przyznam, że zakładając go, bardzo sceptycznie i nawet z lękiem, podchodziłam do swojego „wyczynu"... Przecież ponad 20 lat nie ma mnie w Kraju. Tak wiele się w Polsce przez ten czas zmieniło. Ludzie się zmienili. Mimo moich obaw, jednak bardzo miło zostałam przyjęta na blogowisku Wirtualnej Polski. I za to dziękuję Wam z całego serca! Wszystkim! Buziaczki! Halszka @)-->-->--

 

 



komentarze (18) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ZAPACH LATA

czwartek, 22 lipca 2010 16:44


Zapach lata

 



Uwielbiam zapach lata 

o wczesnoporannej porze...

kiedy świeżością nasycone jeszcze,

i czuć go w każdym kolorze.

 

Uwielbiam zapach lata,

też i o wieczornej porze,

kiedy przesycone całodziennym upałem, 

schładza się w nastającym wieczorze.

 

Uwielbiam zapach lasu,

o każdej porze lata...

Bo i w słońcu, i w mgle, i w deszczu,

cudownie pachnie leśna szata.

 

Uwielbiam zapach łąk,

nagrzanych promykami słońca...

 taką bajeczną wonią upojona, 

mogłabym wędrować po łąkach bez końca.

 

 

Uwielbiam zapach sianokosów,

otulający łąki i polany,

i zapach suszonego siana...

w promieniach słońca skąpany. 


Uwielbiam zapach mojego ogrodu,

i wieczornego w nim grillowania.

Uwielbiam zapach ogniska, przy którym,

nawet całą noc mogłabym siedzieć - bez spania.


Uwielbiam wszystkie dary lata,

nie tylko jego zapachowe doznania.

Uwielbiam każdy letni dzień,

a już zwłaszcza - dni letniego urlopowania.

 

 

***


Komentarze do tego wiersza znajdują się w innym miejscu. Jeśliby ktoś z Was miałby ochotę je poczytać, wystarczy kliknąć o właśnie > tutaj.

 

 



komentarze (3) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  806 550  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 806550
Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2897 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to