Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 896 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


FOTOFANTASMAGORIE HALSZKI - część I

wtorek, 30 kwietnia 2013 12:44

===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii(<kliknij)

-----------------------------------------------------------

 

 

 

Moje

fotofantasmagorie

Część - I

 

 

Część - II znajduje się > tutaj 

Pozostałe fotki z tego cyklu znajdują się w Galerii Zdjęć pod nazwą: "Paletko wyobraźni i fantazji"

 

 

 

Trochę pomarzyłam, trochę się pobawiłam i z różnych fotek różne różności wymyśliłam. A co! Ma się tę wyobraźnię ;)

 

 

  (Wszystkie zdjęcia można powiększyć, klikając w każde z osobna)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyobraźnia to najlepsze co może się człowiekowi przytrafić.

Warto nauczyć się ją wykorzystywać - w każdej sferze życia.

Życie stanie się wtedy lżejsze i… piękniejsze.

 

 



komentarze (10) | zaloguj się, aby dodać komentarz

GOLA, GOLA...! TAKA JEST

sobota, 27 kwietnia 2013 8:32

===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii(<kliknij)

-----------------------------------------------------------

 

 

 

Gola, gola…!

 taka jest „Bambini” wola

 

 

 

 

 

Drużyna piłkarska „Bambini” gra razem już ponad 7 miesięcy. Chłopcy są coraz więksi, coraz bardziej zżyci ze sobą  i coraz lepsi w kopaniu piłki. Przez te 7 miesięcy otrzymali już wiele różnych wyróżnień, nagród i dyplomów, a w zeszłym miesiącu zdobyli Puchar za I miejsce w Rozgrywkach Okręgowych. Puchar ten, zwany po niemiecku „Pokal”, można zobaczyć na końcu wpisu.

 

Nastała wreszcie wiosna. Chłopcy mogą już trenować na swoim boisku na szczycie góry Waldheim. Treningi mają w każdą środę, a w soboty znów wyjazdowe mecze.

 

W ostatnią środę postanowiłam pojechać na boisko i zobaczył jak chłopcy trenują. A trenują zawsze 1,5 godziny, od 17:30 do 19:00. Najpierw ćwiczą razem ze swoimi dwoma trenerami, a na koniec rozgrywają między sobą mecz. Połowa z nich zakłada do gry seledynowe kamizelki, druga połowa gra bez kamizelek… no i jest mecz, że hej!

 

Kiedy tam przyjechałam i zaparkowałam auto naprzeciw boiska, mój Wnuczek akurat został ostro sfaulowany przez kolegę w kamizelce. Upadł i zaczął płakać. Od razu podbiegł do niego jeden z trenerów i po krótkich oględzinach wziął go na ręce i zniósł z boiska. Za linią boiska położył go na macie. Ale kiedy go jeszcze niósł, Wnuczek zobaczył mnie jak wysiadam z auta, wtedy, płacząc dalej, pokiwał mi rączką. Biedulka, tak mi się go żal zrobiło, że aż mi się samej płakać zachciało. Zanim jednak doszłam do murawy, gdzie stoją zawsze rodzice piłkarzy, Wnuczek szybko zerwał się z maty i znów włączył się do gry. Przez moment biegał lekko kuśtykając, ale po chwili grał już jakby nigdy nic. Pewnie chciał mi pokazać, że żaden z niego mazgaj… Kochany mój piłkarz!

 

 

  (Wszystkie zdjęcia można powiększyć, klikając w każde z osobna)

 

 

- Jazda chłopaki! Piłka w grze!

„Kamizelki” na „Bezkamizelki” grają ostro… I vice versa.

 

Wnuczek grał z wielkim poświęceniem. Nie dał już sobie „w kaszę

nadmuchać” żadnej „Kamizelce”. 

 

 

- Tor, Tor! (tzn. gol, gol!) - wołały radośnie „Bezkamizelki”, kiedy mój Wnuczek strzelił pięknego gola. Ależ on był dumny z siebie. A ja, kibic - w osobie babci - jeszcze bardziej. Nie inaczej jego Mama i Siostrzyczka, które akurat w tym radosnym momencie zjawiły się na boisku.

 

I drugi gol! Hurrraaa!

Z podania mojego Wnuczka bramkę strzelił jego kolega.

 

Radocha, że hej!

  

Na radość jednak nie za wiele czasu... piłka w grze przecież.

   

 

 Na każdym boisku, a jest ich tutaj aż trzy, rojno i gwarno jest za każdym razem.

 

 

Starsi nieco piłkarze, bo już 12-letni, też ostro trenują na drugim boisku.

 


Na boisku zbierają się już dziewczyny - piłkarki. A to oznacza, że mecz „Bambini” dobiega końca.

 


Dziewczyny - piłkarki, siedząc na murawie, czekają aż „Bambini” zejdą z boiska. O, jeszcze jeden „Bambini” w międzyczasie został faulowany. Piłkarz - na szczęście - ukojenie znalazł w ramionach swojej mamy.

 

 

Jeden z trenerów odgwizdał koniec treningu i przypomniał chłopcom jeszcze raz o sobotnim meczu (z kim i gdzie). Drugi pokiwał się jeszcze chwilę ze swoimi podopiecznymi, po czym pozbierał od nich piłki, i kiedy piłkarze się przebierali, poszedł na rozmowę z ich rodzicami.

Trzeba przecież omówić sprawy techniczne.

 

Chłopcy, przebierając się, radośnie wymieniali się swoim wrażeniami z meczu. Śmiechu było co niemiara. W końcu się rozstali, zabierani przez rodziców. Na pożegnanie wołali: - To do soboty chłopaki!

 

 

Proszę Państwa, a oto i Puchar za

I miejsca w Piłce Nożnej w Rozgrywkach Okręgowych.

 

 

 

Chłopcy z drużyny „Bambino” przekazują go sobie niczym „puchar przechodni”. To cudowne, złociste trofeum każdy z nich ma przez tydzień w swoim domu, po czym przekazuje go kolejnemu koledze.

 

Kiedy przyszła kolej na Wnuczka, Wnuczek poprosił rodziców, by go zawieźli z pucharem do babci.

 

Och, jaka babcia była dumna i szczęśliwa, widząc Wnuczka wkraczającego z tym cackiem do jej domu. I tak ją trzyma do dziś.

 

Gratuluję Ci, Kochany Wnuczku!

Bądź szczęśliwy... zawsze i wszędzie!

 

 

 ***

 

Wszystkie moje teksty na temat piłki nożnej oraz naszych sportów rodzinnych dedykuję na pamiątkę mojemu Kochanemu Wnuczkowi - piłkarzowi jak się patrzy! Babcia Halszka

 

 

Linki:

 

Tak Niemcy wychowują sobie przyszłych Podolskich

Jak mój Wnuczek poznawał tajniki gry w piłkę nożną

Piłkę nożną w Polsce kocha się od zawsze

Gola, gola…! taka jest Bambini wola

Pociąg do sportu

Bike-Marathon

Ryk motoru muzyką dla ucha

Bicycle czar

Ostatnie tego lata wodowanie

Czas na górskie wędrówki

Nasze pożegnanie Złotej Polskiej Jesieni w Niemczech

Hej, na narty!

Zawody narciarskie dla dzieci

Bike-Marathon Papy Michaela. Fotorelacja (2012)

Bike-Marathon dla dzieci i młodzieży (2014)

Szkoła Muzyczna uczy, bawi i raduje (2014)

Piłka ręczna (2015)

Występy Gitarzystów (2015)

Szkolne Zawody LA (2015)

Bike-Marathon (2015)

-----------------------------------------------------

 

 

A co to za chłopaczek?

 

 

 

 

Kto wie, kto zgadnie?

 



komentarze (13) | zaloguj się, aby dodać komentarz

PIŁKĘ NOŻNĄ W POLSCE KOCHA SIĘ OD ZAWSZE

wtorek, 23 kwietnia 2013 15:57

===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii(<kliknij)

-----------------------------------------------------------

 

 

 

Piłkę nożną w Polsce kocha się

od zawsze

 

 

 

Piłkarze z KS Cukrownik - 1946 rok. Zdjęcie z albumu piłkarskiego

mojego Ojca.

  

 

Piłka nożna w naszym Kraju cieszy się wielkim zainteresowaniem. Od zawsze. Zainteresowanie nią rośnie jeszcze bardziej w okresie Mistrzostw Europy i Mistrzostw Świata (Mundialu). Bo też piłka nożna jest bardzo widowiskowym sportem. Jakie były jej początki?

 

Matką dzisiejszej piłki nożnej jest Anglia. Już w połowie XIX wieku organizowano tam pierwsze rozgrywki. Tam też, jak mówi historia, po raz pierwszy spisano przepisy gry w piłkę nożną. W Polsce w piłkę nożną zaczęto grywać niewiele później, bo już w połowie lat 80-tych XIX wieku, pod zaborami. W pierwszym dziesięcioleciu XX wieku zaczęły powstawać już pierwsze kluby piłkarskie. Dyscyplina ta najprężniej rozwijała na terenach zaboru austryjackiego. Najstarszy polski klub piłkarski powstał właśnie we Lwowie w 1903 roku i nosił nazwę Lechia Lwów.

 

W okresie międzywojennym piłka nożna stawała się dominującą dyscypliną sportową w wielu polskich miastach i wsiach.

 

Zaraz po wojnie piłka nożna ożyła na nowo. Na Ziemiach Odzyskanych równolegle z organizacją życia gospodarczego, społecznego, kulturalnego i politycznego rozpoczęto organizowanie sportu, zakładano kluby sportowe. I choć społeczeństwo na Ziemiach Odzyskanych było bardzo zróżnicowane, bo też składało się z Polaków pochodzących z różnych regionów kraju i odmiennych środowisk, to jednak wszyscy razem z wielkim zaangażowaniem działali na rzecz piłkarskich klubów sportowych.

 

  (Wszystkie zdjęcia można powiększyć, klikając w każde z osobna)

 

 

 

Piłkarze z KS Cukrownik - 1947 rok. Zdjęcie z albumu

piłkarskiego mojego Ojca.

 

 

Początki działalności klubów nie były łatwe. Brakowało wszystkiego, a na pomoc władz i instytucji nie można było liczyć, gdyż zajmowały się ważniejszymi sprawami - usuwaniem skutków wojny. Piłkarskie kluby sportowe radziły sobie w większości same. Organizowały środki finansowe, sprzęt i środki transportu. Czasami był to traktor z ławeczkami ustawionymi na przyczepie, czasami samochód ciężarowy, czasami rowery, a czasami tylko własne nogi. Jednak mimo tych ogromnych trudności piłkarzy tamtego okresu cechował wielki zapał i niebywałe poświęcenie mogące służyć nam dzisiaj jako piękny przykład do naśladowania.

 

 

 

 

Piłkarze z KS Cukrownik - 1947 rok - przed kolejnym meczem.

 Zdjęcie z albumu piłkarskiego mojego Ojca.

 

 

 

 

 

 

 

Pochód 1-majowy w 1947 roku.

KS Cukrownik był Ojca dumą.

Przez wiele lat był w nim piłkarzem, kapitanem.

potem został jego prezesem.

 

 



komentarze (14) | zaloguj się, aby dodać komentarz

MOTOKROSOWE SZALEŃSTWO

wtorek, 23 kwietnia 2013 13:49

===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii(<kliknij)

-----------------------------------------------------------

 

 

 

Motocrossowe

szaleństwo

 

 

Motocross, to forma wyścigów motocyklowych rozgrywana na specjalnych torach do tego przystosowanych. Takie tory usypane są zazwyczaj z gliny, piasku lub ziemi. W wyścigu motocrossowym ścigają się zawodnicy na specjalnie przeznaczonych do tych wyścigów motocyklach.

 

Motocross, to istne szaleństwo. To ekstremalny sport dla odważnych i szalonych chłopaków.

 

Rany, jak te chłopaki niemożebnie szaleją na swoich stalowych rumakach. Ich fruwanie w powietrzu w pewnych momentach kojarzy się z „freestyle motocross” - takie ewolucje wyczyniali. 

 

 

 

Motocrossowe impresje

 

 

 

 

Zainteresowanie motocrossem wśród dorosłych i dzieci było ogromne... Moje Wnusie były wręcz zafascynowane szaleńczą jazdą zawodników

 

 

 

 

No czyż nie freestyle motocross?

 

 

 

 

I hop do góry, i siup w dół... byle szybciej, byle dalej... wyżej niekoniecznie

 


 

 

I znów w górę, i znów w dół... i plask w błotnisty padół

 

 

 

 

Ależ się ruch zrobił w powietrzu... Dobrze, że to bezkolizyjne fruwanie

 

 

 

 

Zawodnicy ścigają się także parami. Jeden zawodnik kieruje motocyklem,

drugi balansuje ciałem, aby lepiej wejść w zakręt...

- Oj, chłopie, uważaj na pupsko!

 

 

 

 

Trzeba mieć mocne amortyzatory w kolanach (łękotki), by prawidłowo plasnąć o glebę z takiej wysokości - z podwójnym obciążeniem - i wyjść z tego bez szwanku.

 

 

 

 

I klask i plask... i piątka!

Wnuczek z wielkim przejęciem czekał na moment przybicia piątki przez zawodnika z Austrii - zwycięzcę zawodów motocrossowych.

 

 

 



komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

BIKE-MARATHON`2012 W ALBSTADT. FOTOLERACJA

wtorek, 23 kwietnia 2013 12:25

===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

-----------------------------------------------------------

 

 

 

Bike-Marathon`2012

w Albstadt

 

 

W Albstadt (Niemcy) od 18 lat w lipcu odbywa się rowerowy maraton górski. Biorą w nim udział zawodowi kolarze górscy z wielu krajów świata, ale także amatorzy. Z roku na rok przybywa zwłaszcza tych drugich. Tym razem było ich ponad 3 tysiące.

 

 

 (Wszystkie zdjęcia można powiększyć, klikając w każde z osobna)

 

 

 

 

 

W Albstadt w dniu 21 lipca 2012r. odbył się Bike-Marathon. Mapka przedstawia trasę wyścigu (Streckenverlauf), z oznakowaniem miejsc zaopatrzenia w napoje i owoce. Trasa miała 86 km długości i przebiegała po okolicznych górach i lasach.

 

 

 

 

Trasa wyścigu jest co roku taka sama. Albo prawie taka sama. Zawodnicy pokonują ją w czasie od niespełna 3 do ponad 6 godzin. Dlaczego aż tak duża rozpiętość w czasie? Wiadomo, w maratoniebiorą udział zawodowi kolarze górscy i amatorzy - obu płci.

 

 

 

 

Miejsce startu i mety zarazem na Schmiechastraße w Albstadt-Ebingen.

Ponad 3 tysiące zawodników czeka na start.

 

 

 

 

 

Zawodnicy czekają na startprzy dźwiękach motywującej piosenki grupy Europe "The final countdown" <kliknij). Po chwili, cała, ogromna kawalkada rowerów rusza i sunie wolno ulicą, by wnet, już przy dźwiękach piosenki  Freddie Mercury (Queen) „We Will Rock You” nabrać coraz większej szybkości i zniknąć w bocznych ulicach... i za miastem. 

 

 

 

 

Tak wyglądali kolarze na trasie, a później i na mecie. Niebo momentami chmurzyło się niebezpiecznie i deszcz lał jak z cebra. Burzy na szczęście nie było.

 

 

 

 

Kolarze pokonywali góry i lasy wokół Albstadt. Miejscami trasa wyścigu przebiegała po takich terenach, gdzie ulewny deszcz tworzył bardzo błotnistą i śliską maź. Nic więc dziwnego, że wszyscy byli tak samo oklejeni błotem.

 

 

 

 

Padający co chwilę deszcz potęgował utrudnienia na trasie. Czasami

jednak był pomocny. Orzeźwiał i zmywał błoto z zawodników.

 

 

 

 

Ostatnie kilometry maratonu. Kolejny peleton wpada do miasta. Do

mety zostało jeszcze tylko 2 km.

 

 

 

 

Tych kolarzy akurat deszcz nieco bardziej obmył z błota. W ciągu

6 godzin trwania maratonu pogoda zmieniała się parokrotnie.

Momentami świeciło też słońce i było nawet gorąco.

 

 

 

 

Kolejny peleton wpada do miasta. Do mety zostało jeszcze tylko 2 km…

A może - już tylko?

 


 

 

I znów kolejny peleton wpada do miasta...

 

 

 

 

Kolejny peleton...

- Trzymajcie się chłopaki! (dziewczyn w tej grupie akurat nie ma).

Do mety zostało już tylko 2 km ulicami w dół. Dacie radę!

 

 

 

 

Na twarzach zawodników widać ogromne zmęczenie po trudach

maratonu.

 

 

 

 

 

Maratończycy liczą ostatnie kilometry do mety.

 

 

 

 

 

Kolarze zmęczeni są bardzo, to widać, ale deszcz znów orzeźwia

ich umęczone ciała… jeszcze trochę i już będzie Ziel, czyli meta.

 

 

 

 

 

W maratonie brali też udział zawodnicy na tandemach. Najczęściej

były to tandemy mieszane. Panowie z przodu, panie z tyłu.

 

 

 

 

Kolarze wnet osiągną metę. Jeszcze kilka ulic, jeszcze kilka

ostrych zakrętów.

 

 

 

 

Deszcz leje coraz bardziej. Kolarze muszą bardzo uważać na

śliskim asfalcie.

 

 

 

 

Wejście w zakręt na mokrych ulicach jest niebezpieczny. Co chwilę

słychać głośny zgrzyt hamulców i pisk opon.

 

 

 

 

Zawodnicy ostro hamują. Mokry zakręt jest rzeczywiście niebezpieczny.

 

 

 

 

Zawodnicy zbierają duże brawa od widzów stojących w strugach

deszczu na ulicach miasta. Zawodnik w podziękowaniu pokazuje

znak „Victorii”.

 

 

 

 

Jeszcze kilka ostrych zakrętów i…  meta!

 

 

 

 

 

Niektórzy zawodnicy nawołują się i podają sobie jakieś informacje. Wielu zawodników do mety nie dotarło, nie wytrzymało tego ogromnego wysiłku.

 

 

 

 

 

Byli tacy zawodnicy, którzy niestety z przyczyn technicznych do

mety nie dojechali, ale byli też i tacy, którzy dobiegli… prowadząc

swój rower. Brawo!

 

 

 

 

Był też taki jeden zawodnik, który jechał w kierunku przeciwnym

do mety… Dziwne!

 

 

 

 

Maraton zwyciężył Jochen Käß z Multivan-Merida (ur. 1981),

trzykrotny mistrz Niemiec. Wygrał Bike-Marathon z czasem 2:58:13.

Ostatni zawodnik przyjechał na metę po 6,5 godzinie.

 

 

 

 

 

Zawodnicy, którzy po raz pierwszy brali udział w maratonie (a swoje lata już mają), byli bardzo zadowoleni, że udało im się pokonać własne słabości na trasie i dotrzeć do mety. Ich bliskich zaś duma rozpierała wręcz. I oto właśnie przede wszystkim chodziło w tym Bike-Marathon.

 

 



komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 23 września 2017

Licznik odwiedzin:  813 681  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 813681
Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2983 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to