Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 832 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


HEJ HO, HEJ HO, DO LASU BY SIĘ SZŁO!

piątek, 29 kwietnia 2011 10:04

 

 

 

Hej ho, hej ho,

do lasu by się szło...!

 

 


    I się poszło! Jak zwykle. Po świętach się poszło z jeszcze większą ochotą. Wręcz z potrzeby się poszło... By „wylatać” pochłonięte kalorie przy stole świątecznym i rozruszać zasiedziałe kości. Ale się poszło przede wszystkim dlatego, by ponapawać oczy, a także i nozdrza, cudowną, pachnącą, budzącą się do życia przyrodą. Ech, ta kochana wiosna! I to z jej powodu właśnie, ostatnio zasuwam do lasu niemalże codziennie. Wiosna przecież tak krótko trwa.

    Ze mnie to taki leśny ludek już od dziecka. Miłość do lasu mam w genach. I to pewnie dlatego, ciągnie mnie do lasu jak przysłowiowego wilka... i nie ma rady! Bez lasu, bez tej ostoi zieleni, to ja bym chyba szybko sczezła.

    W innych porach roku też często w lesie bywam. Przynajmniej trzy razy w tygodniu. To taki wewnętrzny mus... I niech się wali, niech się pali! Nie straszna mi też żadna pogoda. Uważam, że nie ma złej pogody, złe może być tylko ubranie. A ubrania na pogodę wszelaką, to ja mam bez liku. Hihihi! więcej niż na... bal. W bagażniku mojego auta zawsze wożę choć po jednym ciuszku na różną pogodę. Tak na wszelki wypadek.

    Tu, gdzie mieszkam, lasów jest bardzo dużo. Mieszkam w mieście leżącym w pięknej, zalesionej kotlinie. (Pewnie już nieraz o tym wspominałam). Żeby nie tracić czasu na dotarcie do lasu, spod domu najczęściej wyjeżdżam autem. Dzisiaj też pojechałam.

 


Na parkingu pod lasem zostawiłam auto i... hej ho, hej ho...!

 

 


    No coś takiego, jeszcze tylu ludzi tak wcześnie rano tu nie było. Są tu 4 parkingi, i o dziwo, na każdym stoją auta. Pewnie po świątecznym dolce far niente ludzie chcą się rozruszać i wybiegać swoje grzeszki kaloryczne... Ale aż tylu?! Ach tak, zapomniałam, że ciągle trwają jeszcze ferie wielkanocne.

 

 

No to i ja ruszam! A co się będę szczypać...

 

Dukt leśny aż się prosi, by oddech na nim tracić


 

 

    Za długo jednak dzisiaj nie pobiegałam. Jakoś nie miałam ochoty. Trochę się tylko pogimnastykowałam i zrobiłam stretching. Zamiast intensywnego ruchu, wolałam spacerkiem pójść przez las i rozkoszować się wiosenną przyrodą, a także uwieczniać ją.

    A oto kilka obrazeczków urokliwej, wiosennej przyrody.

 

 

 

Kwiatostan Kaliny

 

   

 

 


Ozdobne wejście do norki lisa


  

 

 

 

Po drodze poprzytulałam się chwilkę do swojego ulubionego dębu...

pstryknęłam sobie karykaturalne zdjątko,

i poszłam dalej przez las


 

 

 

 

 

Kwiatuszki zawilca... w sam raz na kamforę zawilcową

 

 

 

 

 

 

A to co za kwiatuszki...? Kto wie? Bo ja pojęcia nie mam

 

 

 

 

 

 

Hihihi...! a to moje leśne koleżeństwo... fajniutkie, co nie?


  

 

 

Pan Brzechwa mówi, że:


„Dzik jest dziki, dzik jest zły,
Dzik ma bardzo ostre kły,
Kto spotyka w lesie dzika,
Ten na drzewo szybko zmyka”

???!

 

 

Hihihi...! ale nie ja, Panie Brzechwa. Ja dziki karmię. A tym razem zdrowo je nakarmiłam. Nawrzucałam im do żarcia dużo różnych poświątecznych różności... czyli to, co było w ich skrzyni. „W ich”, tzn. w specjalnej, ustawionej przez leśniczego drewnianej skrzyni z wiekiem, do której ludzie wrzucają resztki przywożonego z domu jedzenia. Widać, że po świętach ludziom dużo jedzenia zostało. 

    I na tym dobrym uczynku, zakończyłam dzisiejszą wędrówkę po lesie. Po przeszło dwóch godzinach wróciłam do domu.

    W moim przydomowym ogrodzie też mam piękną i pachnącą wiosnę. Pachnie mi w całym domu.

 

 

 

Złoty deszcz ciągle pada... tj. kwitnie - na szczęście... Ha, nawet jeden słoneczny promyczek udało mi się uchwycić


  

 

 

 

 

Och, cóż za zapach! Śliwa pokryła się już kwieciem... Jabłonie dopiero zaczynają kwitnąć

 

 

 

 

 

 

A to ogromne, bajeczne drzewo rośnie w ogrodzie mojej Córki

 

 

 

    Niestety, za nic nie mogę sobie przypomnieć nazwy tego pięknie ukwieconego drzewa... Może ktoś mi podpowie?

    Ha, a pod tym pięknym, bajecznym drzewem, wielka, bajeczna atrakcja...

 

 

Tegoroczną wiosnę moje Wnuczki zapamiętają szczególnie...


  

Zajączek wybudował im domek w ogródku... Huuurrraaa...! To się będzie działo!

 

 



 

*****************************************

 

Impresja dnia

 

 

  

 

 

Śpiesz się powoli, kochana, urokliwa, pachnąca

Pani Wiosenko... nie przemijaj zbyt szybko!

 

*****************************************




komentarze (29) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ŚWIĘTA WIELKANOCNE MINĘŁY RADOŚNIE

poniedziałek, 25 kwietnia 2011 23:16

 

 

Święta Wielkanocne

minęły radośnie

 

 

 

 

    Jak co roku, święta spędziłam z rodzinką. Wiele się działo przez te dwa świąteczne dni, a najwięcej w pierwszym dniu. Najpierw tradycyjne śniadanie wielkanocne u mojej Córki, a po nim, wyczekiwany przez Wnuczki moment szukania w ogrodzie prezentów od wielkanocnego zajączka.

    Zanim przed śniadaniem przekroczyłam próg domu Córki, uśmiałam się zdrowo już u progu, bo oto jaki obrazeczek zastałam pod drzwiami wejściowymi.

 

 

 

Marchewka z karteczką o treści: „für den Osterhasen”

(tłum. - dla wielkanocnych zajączków)

 

 

 

To moja starsza Wnuczka wpadła na taki pomysł... by zachęcić zajączka do wejścia w progi ich domu

 

 

 

    Mój 5-letni Wnuczek, jeszcze przed śniadaniem, co rusz biegał do drzwi wejściowych i zaglądał czy marchewka aby już nie zniknęła. Za każdym razem wracał smętny i biegł od okna do okna, by sprawdzić, czy zajączek skądś nie nadchodzi.

 

 

 

Po śniadaniu wielkanocnym Wnuczki usiadły w kuchni przy oknie i zaglądały do ogrodu, wypatrując zajączka

 

  

 

 

    A zajączek, jak to zajączek, wprawdzie progu nie przekroczył, ale marchewkę spałaszował. A to był znak (o czym donośnym głosem oznajmił Tata), że można już zacząć szukać za prezentami w ogrodzie.

 

 

Wnuczki wszędzie zaglądały... pod każdy krzaczek, pod każde drzewo, pod każdą ławeczkę

 

 

 

 

    Radości przy tym szukaniu było co niemiara. I choć było trochę mokro, bo wcześniej spadł deszcz, dzieciaczki ochoczo biegały po ogrodzie w poszukiwaniu prezentów. A każdy znaleziony prezencik, wywoływał u nich salwę niepohamowanej radości. U starszyzny nie inaczej.

 

 

 

No i proszę, jest i kolejny znaleziony prezencik

 

 

 

 

    Wszystkie znalezione prezenciki, Wnuczki znosiły w jedno miejsce przy schodach i dalej gnały szukać kolejnych. A każde gnało w inną stronę grodu. I tylko się nawoływały, informując się nawzajem, czy coś znalazły. Nagle Wnuczka zawołała:

    - Babciu, tu jest coś dla ciebie!

    - No coś ty! - zawołałam w odpowiedzi, nie dając wiary.

    - Przecież widzę, tu pisze: „dla babci”... Choć zobacz!

 

 

No rzeczywiście, zajączek był bardzo łaskawy (jak co roku

 zresztą)... i babcię też obdarował

 

 

 

 

 

Jakby kto nie wierzył, proszę bardzo, oto dowód z bliska

 

 

 

 

    Ależ się tych prezentów nazbierało. Wnuczki były przeszczęśliwe. Kiedy „zajączek” w osobie Mamy, ogłosił, że to już wszystkie prezenciki. Rozpoczął się bardzo podniecający moment. Rozpakowywanie.

 

 

Radosny to obrazek... hihihi! i to nie tylko dla maluszków

 

  

 

Kiedy dzieci są szczęśliwe, dorośli są podwójnie szczęśliwi

 

 



komentarze (31) | zaloguj się, aby dodać komentarz

MOJE DLA WAS ŻYCZENIA NA CZAS ŚWIĄT WIELKANOCNYCH

środa, 20 kwietnia 2011 23:33

 

 

 

Moje dla Was

życzenia świąteczne

 

 


Dzieło mojej Wnuczki

 

 

 

Wszystkim moim Blogowym Przyjaciołom oraz Czytelnikom,

z okazji Świąt Wielkanocnych życzę dużo zdrowia,

pogody ducha, miłych spotkań rodzinnych oraz

wielu niezapomnianych wrażeń na łonie budzącej się do życia natury.

 

 

  

Złoty deszcz (forsycje) z mojego ogrodu


 


A i Śmigusa Dyngusa - jak co roku - życzę obfitego (<kliknij)...

coby wiosennie oczyścił z brudu, choroby, grzechu doczesnego,  

coby na zdrowotność i obfitość darów wszelakich zadziałał,

i coby radości ze Świąt Wielkanocnych moc wszystkim dawał.

 

 

Tylko niech nikt z Was - od lania - nie wykupuje się pisankami...

A gdyby Was jednak nikt nie polał... polejcie się sami!

 

 

Wodospad Szczęścia z Wyspy Kwiatów

 

 


Jednym słowem;-):-]:

Zdrowych i radosnych Świąt Wszystkim życzę! Halszka@)-->-->--

 

 



komentarze (20) | zaloguj się, aby dodać komentarz

TAM, GDZIE RODZI SIĘ DUNAJ

niedziela, 17 kwietnia 2011 20:22

 

 

 

Tam, gdzie rodzi się

Dunaj

 

 

 

    W sobotę miałam okazję zobaczyć na własne oczy, gdzie rodzi się Dunaj. Urządziliśmy sobie rodzinną wycieczkę do Donaueschingen, i trochę po Obere Donautal, czyli po Dolinie Górnego Dunaju. Cudowne okolice. Cudowna rzeka.


    Każdemu z nas chyba wiadomo, że Dunaj, to po Wołdze, druga co do długości rzeka w Europie. Długość jej wynosi 2.888 km (powierzchnia dorzecza - 817 tys. km2). Rzeka przepływa z zachodu na wschód - przez 10 europejskich krajów: Niemcy, Austrię, Słowację, Węgry, Chorwację, Serbię, Bułgarię, Rumunię, Mołdawię i Ukrainę. Wpada do Morza Czarnego rozbudowaną deltą.

 

 

 

    Źródła Dunaju znajdują się w Scharzwaldzie, czyli w południowo-zachodnich Niemczech, 1,4 km na wschód od Donaueschingen poprzez połączenie się dwóch potoków: Brigach i Breg. Tradycyjnie jako źródło Dunaju zwykło się traktować źródło tworzące sadzawkę w samym Donaueschingen.

 

 

Tak wygląda źródło Dunaju...

Jest to kamienna fontanna z napisem Donauquelle (tłum. Źródło Dunaju) w pałacowym parku w Donaueschingen (Schwarzwald)

 

 

 

 

    Geograficznie źródłem Dunaju jest jednak źródło Breg w Furtwagen. Długość mierzona od styku niewielkich rzek Brigach i Breg, które w miejscowości Donaueschingen łączą się w Dunaj, wynosi 2845 kilometrów, ale od źródeł Breg 2.888 kilometrów.

 

    Dunaj, to przepiękna rzeka. Jestem nią zauroczona. Już grubo ponad 20 lat temu, żyjąc jeszcze w Polsce, miałam okazję spacerować wzdłuż Dunaju w Wiedniu, a także w Budapeszcie. Nie wspominając już o Niemczech. Tu często byłam nad Dunajem. W Passau (Pasawa) pływałam nawet statkiem po Dunaju. Och, jak tam jest pięknie. Passau położony jest na licznych wzgórzach rozdzielonych trzema zbiegającymi się u stóp Starego Miasta wielkimi rzekami, właśnie Dunajem, Inn i Ilz. Malownicze położenie, a także cenna zabytkowa architektura w stylu śródziemnomorskim sprawiły, że Passau nazywany jest „Miastem Trzech Rzek”, a także „Bawarską Wenecją”. Wielokrotnie też przez Dunaj przejeżdżałam w Słowacji, także w Rumuni... Ale wczoraj po raz pierwszy byłam u jego źródeł.

 

    Moje dzieci często odwiedzają Donautal - Dolinę Dunaju. Jeżdżą tam na spływ kajakowy. Obiecałam im, że przy najbliższej okazji, pojadę z nimi. I słowa dotrzymam, bo moje dawne zauroczenie Dunajem powróciło ze zdwojoną siłą.

 

 

 

Donautal - Dolina Dunaju

 

 

 

 


Hihihi...! to zdjątko zrobił mój 5-letni Wnuczek

 

 

 

 

 

Wnuczki koniecznie musiały choć nóżki w Dunaju zamoczyć...

Starszyzna po chwili poszła za ich przykładem


 

 

    Piękna ta Dolina Dunaju. Zwłaszcza w wiosennej szacie. Piękny jest Dunaj... na całej swojej długości! Mówię to z pełnym przekonaniem, bo też wiele odcinków jego długości dane mi było widzieć.

    Swoim pięknem, Dunaj inspiruje twórców od wieków. Joann Strauss uczynił z niego temat dla swej twórczej ekspresji. Wszyscy zapewne pamiętamy jego utwór pt.: „Nad Pięknym Modrym Dunajem” (<kliknij). Zapraszam wszystkich do walca! Oczywiście w odpowiednim dla każdego czasie.

 

    Pamiętam, że już jako dziecko bardzo fascynowałam się Dunajem... Hihihi! zwłaszcza jego falami. Tańczyłam w balecie na różnych akademiach do muzyki rumuńskiego kompozytora Iona Ivanovici „Fale Dunaju” (<kliknij).

 

 

 

 

******************************************

 

 

Impresja dnia

 

 

 

 

Grunt, to siła przebicia

 

 

******************************************

 




komentarze (48) | zaloguj się, aby dodać komentarz

BLOGOWY EKSHIBICJONIZM

czwartek, 14 kwietnia 2011 10:18

 

 

 

Blogowy

ekshibicjonizm

 

 

 

      Wiele w tym prawdy, blogowanie jest pewnego rodzaju ekshibicjonizmem. Duchowym. Niekiedy nazywane jest także, tak bardziej naukowo (i łagodniej) - nowoczesną psychoterapią. I tę właśnie nazwę wolę. Pewnie dlatego, że sam termin: „ekshibicjonizm” nie kojarzy się dobrze.

    Dawniej, kiedy przyszła moda na blogowanie, takie wrażenie właśnie odnosiłam, że prowadzenie bloga, to przejaw ekshibicjonizmu. No, może nie w pełnym tego słowa znaczeniu, ale w jego wysublimowanej formie. Wtedy mi na myśl nawet nie przyszło, że kiedyś i ja sama zacznę prowadzić bloga. Zaczęłam. A zaczęłam za namową mojej dawnej koleżanki, w celu propagowania naszej wspólnej witryny literackiej. Szybko jednak polubiłam prowadzenie bloga... i lubię do dziś. Bo jakby nie patrzeć, blogowanie to fajna rzecz. Pomaga uporządkować myśli, emocje, nazwać je, i wyrzucić je z siebie, dzieląc się nimi z innymi. Mi osobiście pozwala również utrzymać kontakty z ludźmi z Polski. A to dla mnie, emigrantki, bardzo ważne. Dzięki komentarzom do moich wpisów mogę się też wiele dowiedzieć o życiu w Polsce, a także o tym, jak czytelnicy odbierają moje poglądy na rzeczy ważne, i mniej ważne. Wiele miłych kontaktów nawiązałam też dzięki mojemu blogowi. Niektóre z nich przerodziły się w przyjaźń. Wprawdzie tylko wirtualną, ale przecież też bardzo cenną. Prowadzenie bloga pozwala mi także na zaprezentowanie swoich tekstów, które wg kategorii publikuję tutaj od czasu do czasu. A są to bajki dla dzieci, pisane prozą i wierszem, są wiersze, także satyryczne, są opowieści dla dorosłych i fragmenty powieści, są także teksty epistolarne i moje wspomnienia oraz zdjęcia związane z naturą, a nawet obrazy mojej córki.

 

    Prowadzenie bloga, to wspaniała rzecz. Kto prowadzi własny blog, z pewnością przyzna mi rację. Jeszcze do niedawna ludzie pisali pamiętniki, albo dzwonili do swoich przyjaciół by podzielić się z nimi opowieściami o swoim życiu. Teraz, o tym co nas cieszy, irytuje, niepokoi, czy też bawi, możemy pisać na blogach. No i piszemy. A piszemy mile podekscytowani, ponieważ mamy świadomość, że nie tylko znajomi przeczytają nasze „myśli”, bo także i wielu nieznajomych czytelników. To miłe, wiedzieć, że czytelnicy znajdują na naszym blogu coś dla siebie, coś co ich wzruszy, pomoże, rozbawi. I że ciągle wracają. To dla nas, prowadzących blog, z pewnością największa nagroda za trud blogowania. A o tym, że zostaliśmy nagrodzeni, świadczą komentarze  pozostawione przez czytelników. A także linkowanie naszych wpisów przez administratorów serwisów blogowych na stronie głównej portalu. Muszę się pochwalić, iż wielokrotnie i moje wpisy były przez WP na stronie głównej linkowane. Do jednego wpisu miałam ponad 35 tys. wejść w ciągu dnia, i mnóstwo komentarzy.

    Dostaję bardzo dużo komentarzy. W większości są one pochlebne, ale zdarzają się też komentarze bardzo krytyczne, niektóre wręcz obraźliwe. Dotyczą one jedynie moich wpisów na tematy polityczne. Bo ja, czasami, jak mnie poniesie, biorę się też i za politykę. A co! Polką jestem, i to, co się dzieje w Polsce, żywo mnie interesuje. Polityka także. A w Polsce, w ostatnich miesiącach, to główny temat, no to jak mi się nie odnieść i do niej? Kiedyś ktoś napisał mi w komentarzach (oprócz steku wyzwisk), że skoro wyjechałam z Polski, to nie mam prawa zabierać głosu w sprawie polityki w Kraju. No coś  takiego! A niby to dlaczego? Wiele razy spotkałam się z opinią, że Polacy za granicą są bardziej polscy niż Polacy w Kraju. Myślę, że wiele w tym prawdy. W wielu też przypadkach więcej wiedzą o sytuacji w Polsce. Na każdy tego typu komentarz, nawet najbardziej obraźliwy, zawsze odpisuję, broniąc swoich poglądów. Niestety, z drugiej strony już tylko milczenie. Widocznie autorowi komentarza wystarcza, że nazdał mi jak „świni w koryto”... i zniknął, nie odczuwając potrzeby dyskusji. A może z braku argumentów? Nie przejmuję się takimi komentarzami, i dalej od czasu do czasu piszę na temat polityki i swoich politycznych poglądów.

    W Internecie można znaleźć wiele interesujących blogów, o różnorodnej tematyce, do których zawsze się powraca. Są też czasami interesujące wpisy, które jak wspominałam, administratorzy serwisów blogowych linkują na swojej stronie głównej. Są też i takie blogi, które czytając, można być zszokowanym, jak piszące je osoby nie mają oporów, by opisywać swoje najintymniejsze strony życia. Piszą z detalami o tzw. sprawach łóżkowych, o zdradzie, depresji, problemach w pracy... Traktują bloga tak, jak przez setki lat traktowano pamiętnik, jako powiernika, przed którym można się wypłakać, nie cenzurując swoich wypowiedzi i nie martwiąc się, jak zostaną zrozumiane. Pewnie stąd się wzięło to określenie „ekshibicjonizm blokowy”. Psycholodzy to zresztą potwierdzają, mówiąc o XXI, jako wieku ekshibicjonizmu.

    Wprawdzie nie ma reguły, ani obowiązku, by prowadzący blog musiał się wyzuwać z własnej prywatności. Jednak wielu blogowiczów tak robi. Podziwiam ich „odwagę”. Współczuję zaś tym, którzy obnażają się na blogu z życia prywatnego, opisując je dzień po dniu, a potem cierpią z powodu krytyki czytelników, czując się niezrozumianym. Czasami się tłumaczą, czasami obrażają i usuwają komentarze. Takie blogi bywają jednak bardzo poczytne. Nic dziwnego, wszak wielu ludzi, to co interesuje najbardziej, jest czyjeś życie. A że czytanie blogów, to trochę tak, jak zaglądanie do sąsiadów przez dziurkę od klucza... ha, dodatkowo za ich zgodą, takie blogi są chętnie odwiedzane.

    Moim zdaniem, każdy powinien znać umiar i nie przesadziać ze swoim wywnętrzaniem się na forum internetowym. Powinien znać także granice własnej wrażliwości, by później nie cierpieć z powodu krytycznych komentarzy czytelników. Każdy z nas, swoją intymną sferę życia, powinien zachować tylko dla siebie, od której innym wara. Nie można przecież pozwolić, żeby każdy, kto tylko zechce, właził w naszą intymność z przysłowiowymi buciorami. Nawet anonimowi blogowicze powinni o tym pamiętać. Chociażby po to, aby ich blog nie stał się niesmacznym, czasami wręcz wyuzdanym blogiem. Taki blog nikomu i niczemu nie służy, a jedynie świadczy o niskiej kulturze osobistej autora blogu.

 

    Na koniec pochwalę się i zacytuję choćby jeden komentarz pozostawiony u mnie w Księdze Gości... O, chociażby przedostatni, wpisany przez niejaką Lawinnię. Oto i on:

„Cudowny blog. Piszesz tak mądrze, z sensem. Pięknie przekazujesz swoje odczucia i smutki. Jak widać z opisów jesteś zawsze pogodna uśmiechnięta, optymistycznie nastawiona do życia. A to pomaga żyć, cieszyć się nie tylko chwilami szczęścia, ale umieć stawić czoła przeciwnościom losu. Pisz dalej - jestem fanką Twego blogu. Cudownie się go czyta. Życzę dużo radości!! Lawinnia"

    No i co, czyż nie warto pisać bloga, czytając tak miłe słowa? Ogromna to motywacja, nieprawdaż?

    Wszystkim blogowiczom życzę podobnie miłych komentarzy! Zaś moim Czytelnikom z całego serca dziękuję za tak liczne odwiedzinki! Halszka@)-->-->--

 

 

 

*********************************************

 

 

Impresja dnia

 

 

 

 

 

Nagość bywa... konieczna

 

 

*********************************************

 




komentarze (46) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 22 września 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 812287
Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2982 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to