Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 832 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


KAPRYŚNA WODA

sobota, 27 lutego 2010 23:22


Kapryśna woda



Kapu, kapu, kapu, kap,

Kapie woda z kranu...

Ejże wodo, nie kap tak,   

Nie zakłócaj domowego błogostanu!



Przydałby się hydraulik,

Może nawet i cyrulik...

Bo ta woda kapiąc z kranu,

Sama nie zmieni swojego stanu.


Wieża ciśnień ciśnie wodę,

Cisnąc, działa na wody urodę...

Przyszła wiosna, puściły lody,

Rzeki pełne spiętrzonej wody.


 A jak roztopy nastąpiły...

Wodę w rzekach wybrudziły.

A wieża ciśnie, ciśnie wodę...

Dbać nie nadąża o jej urodę.


A woda kapie, kapie z kranu,

Zależna od wieży i rzek wodostanu.

Kapu, kapu, kapu kap!

Ciągle kapie... okropnie tak!


Przydałby się hydraulik,

Może nawet i cyrulik...

A może wystarczy jeno zatyczka,

By przestała kap... kap... kaprysić ta chimeryczka?

 


Kapu, kapu, kapu, kap,

Kapie woda z kranu...

Już nie mogę z nią wytrzymać...

Chyba wyjdę z domu!


 



Co niektórzy na przedwiośniu - z przyczyn natury... różnej,

jacyś tacy drażliwi, kapryśni, chimeryczni się

zrobili...

To dla nich dedukuję ten wierszyk,

by choć trochę mniej

kap... kap... kapryśni byli...

 

 


Komentarze do tego wiersza satyrycznego - ze względów technicznych - znajdują się w innym miejscu. Jeśli ktoś z Was miałby ochotę je poczytać, wystarczy, że kliknie w ten link > "Kapryśna woda"




komentarze (3) | zaloguj się, aby dodać komentarz

BAJECZNY OCEAN

sobota, 27 lutego 2010 11:33


Bajeczny ocean



Baju baj, bają się fale na oceanie...

Zewsząd słychać ich bajeczne pluskanie.

Syrena morska tak fale zaczarowała,

Gdy po wodach oceanu ongiś pływała.

 

Urzeczona bezkresnym pięknem oceanu,

Nakazała falom strzec jego stanu...

A kiedy w głębinach cud anemony ujrzała,

W purpurowych kwiatuszkach się zakochała.

 

W bajkowe postacie anemony przemieniła,

I miłością gorącą każdą postać otoczyła...

Od tamtej pory kołyszą się fale na oceanie,

A w jego głębinach chóralne słychać śpiewanie.



 


Baju baj, baju baj... oceanie bajeczny,

Strzec ciebie będziemy byś był bezpieczny,

Bo my jesteśmy strażnicy bajkowi,

Do walki o twoje piękno - zawsze gotowi.


 

Komentarze do powyższej rymowanki ze względów technicznych znajdują się w innym miejscu. Jeśli ktoś z Was miałby ochotę je poczytać, wystarczy, że kliknie w ten link > Komentarze do "Bajeczny ocean"




komentarze (2) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ŻEGNAJ ZIMO NA ROK!

sobota, 27 lutego 2010 11:11


Żegnaj

zimo na rok!

 

 


  Zima już zblazowana okropicznie. Powoli zbiera się do odwrotu. I dobrze! Żadna łaska. Jej czas już się zbliża. Taki jest porządek świata... No, przynajmniej w strefie klimatu umiarkowanego. Tak więc, czy zima chce, czy nie, powinna pomału zacząć zwijać swoje skrzypiące siarczystym mrozem podwoje. Już dość nam dała przyjemności i niespodzianek. Poniektórym, to i nawet popalić zdrowo dała. Z pewnością z wielkim żalem żegnać się z nią nie będziemy. Przyszedł czas na przedwiośnie! Żegnaj więc zimo na rok! Słyszysz, Szanowna Pani Zimo? A sio! Kieruj się już na półkulę południową.

   Póki jednak odwrót zimy nastąpi, postanowiłam jeszcze uwiecznić jej piękno w górach. Bo co jak co, ale piękna zimie odebrać nie można. Obrazy przez nią malowane są cudowne, niepowtarzalne... einmalige, jak mówią Niemcy.

  Kiedy tak wędrowałam parę dni temu po swoich ulubionych lasach, poznałam pewnego fotografika. Też fotografował piękno zimy. Oto on ze swoim wilczurem.

 

 

 

Pięknie wygląda na tle tej niemalże syberyjskiej tajgi. Nieprawdaż?


 


Michael, bo tak się nazywa ów fotografik, oglądnął moje fotki, które do tej pory zrobiłam, i nawet mnie pochwalił... za wrażliwe oko.  Ucieszyłam się bardzo, bo słowa te padły przecież z ust profesjonalisty. Ja też i jego fotki oglądnęłam. Piękne! Ale on też ma sprzęt fotograficzny... że ho, ho! Moja zwykła cyfrówka przy jego sprzęcie wysiada (ale i tak ją uwielbiam). Wesoło pogadaliśmy jeszcze przez chwilkę, a wilczur Hektor w tym czasie obwąchiwał mnie z każdej strony. Pewnie po zapachu w końcu poznał, że ze mnie to taka psia mama, bo widać było, że mnie zaakceptował. Dał temu wyraz lizaniem mnie po ręce. Jego pan również... Nie, lizać mnie nie lizał, akceptację mam na myśli. Tak myślę, skoro umówiliśmy się na spotkanie po leśnych bezdrożach. Celem wspólnego fotografowania oczywiście.


 

 

A oto moje pokłosie fotograficzne

z ostatnich momentów zimy

 

 

 


W ołowianej bieli... zima też ma swój urok

 


... a ten zapach? Uwielbiam wciągać go nozdrzami... to nic, że czerwonymi



 

Iglo

 

 

Z pewnością ostatnie tego roku

 

 


Zimowa aleja

 


Przechodząc wzdłuż tej alei, człowiek czuje się jakoś tak wzniośle... Serio!

 

 


Gałęzie zimowych drzew kłaniają się na przywitanie

 

 

... to i ja w ukłonie dygnęłam

 

 

 

Ujęcie źródlanej wody. Bardzo zdrowej wody... ale zamarzniętej

 

 

Na powierzchni gruba warstwa krystalicznego lodu

 

 

 

Ujęcie źródlanej wody choć zamarznięte, źródlanka kapie nadal

 

 

Dno ujęcia wyłożone jest specjalnymi, filtrującymi kamyczkami

 

 

 

Im większy mróz, tym więcej źródlanki ciurka

 

 

Woda jest bardzo smaczna. Próbowałam. Dużo w niej magnezu

 

 

 

Spływ wody źródlanej w następnym dniu pięknie zamarzł

 

 

Źródlana wycieka i momentalnie twarzą się sople

 

 

 

To samo ujęcie źródlanej wody, ale uwiecznione dzień później

 


Najwyraźniej źródlanka nigdy nie zamarza i ciągle ciurka do zbiornika


 

 

A to też to samo ujęcie źródlanej wody, ale z innej perspektywy

 

 

Krystaliczne sopelki zamarzniętej źródlanki widziane od dołu



 

Po cudownej, porannej wędrówce, z „uwieczniaczem" piękna zimy, pojechałam oczywiście odebrać Wnusia z przedszkola. Nie obeszło się i bez jego też pstrykania. Na jego prośbę, muszę coś i z jego pokłosia fotograficznego zaprezentować. Oto dwa zdjątka mojego 4-letniego szkraba. 


 

Zamarznięta kałuża

 

Trochę po niej popisaliśmy

 

 


 

Eskimoska babcia Halszka

 

 

Hu! Hu! Ha! Zima nigdy dla babci nie była zła!

 


 



komentarze (12) | zaloguj się, aby dodać komentarz

BAJECZNY OCEAN

czwartek, 25 lutego 2010 18:06


   Tak mnie zafascynował temat królestwa śmieci, że chyba od niego zaśmierdłam. Kurcze blade, tylko nie to! Wskakuję więc do oceanu... Bajecznego Oceanu. A co! Bajubajarka przecież jestem... Bajubajarka, której królestwo śmieci się zamarzyło. O rany! No to... chluuup! do błękitnej wody!

 

 

 

Bajeczny ocean



Baju baj, bają się fale na oceanie...

Zewsząd słychać ich bajeczne pluskanie.

Syrena morska tak fale zaczarowała,

Gdy po wodach oceanu ongiś pływała.

 

Urzeczona bezkresnym pięknem oceanu,

Nakazała falom strzec jego stanu...

A kiedy w głębinach cud anemony ujrzała,

W purpurowych kwiatuszkach się zakochała.

 

W bajkowe postacie anemony przemieniła,

I miłością gorącą każdą postać otoczyła...

Od tamtej pory kołyszą się fale na oceanie,

A w jego głębinach chóralne słychać śpiewanie.



 


Baju baj, baju baj... oceanie bajeczny,

Strzec ciebie będziemy byś był bezpieczny,

Bo my jesteśmy strażnicy bajkowi,

Do walki o twoje piękno - zawsze gotowi.

 




komentarze (14) | zaloguj się, aby dodać komentarz

KRÓLESTWO ŚMIECI

środa, 24 lutego 2010 7:47

===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

---------------------------------------------------------

ZAPRASZAM

na mój drugi blog:

http://PhotoHalszka.bloog.pl/

---------------------------------------------------------

 

 

 

Królestwo śmieci

 

 

Gdybym nadal żyła w Polsce, to pewnie bym królową śmieci została. Serio! Nie, nie dlatego, że królowanie i władzuchna mi się marzy. Nie dlatego też, że śmieci lubię. A broń Panie Boże! Wręcz przeciwnie, nie cierpię ich. Pod względem porządków i czystości jestem okropną pedantką. Królową śmieci zostałabym dlatego, bo lubię obserwować jak powstaje czystość, ład i porządek. To po pierwsze. A po drugie, bo wiem, że to bardzo, ale to bardzo intratny interes... takie sprzątanie miast i wsi ze wszelkiego typu śmieci.

 

Dlaczego naszło mnie dzisiaj poruszać taki, bądź co bądź, śmierdzący temat? Ano dlatego, gdyż czytałam dzisiaj w  naszej lokalnej gazecie o naszym miejscowym królu śmieci, jak to wspaniale prosperują jego śmieciarskie firmy, i jakich milionów się na nich dorobił. Kiedyś już musnęłam jego temat, zamieszczając poniżej 2 opisy o pożarze jednej z jego firm recyklingowych (kliknij) najnowszej generacji, która na peryferiach naszego miasta doszczętnie spłonęła (kliknij). Niestety. Całkiem nowiusieńka. Zaledwie dwuletnia. Ale ja nie o tym chciałam, że spłonęła... Chciałam o tym, że znam właściciela tej firmy (i wszystkich innych tego typu), to wiem, jaki z niego bogacz. To milioner. Nie bez powodu nazywany jest królem śmieci. Bo jakby nie patrzeć, dorobił się na śmieciach. Od lat zajmuje się oczyszczaniem naszego miasta i okolicznych wsi, oraz utrzymywaniem dróg w okresie zimy. A trzeba przyznać, że on bardzo dba, aby wszędzie panowała czystość, ład i porządek. I panuje. No to tak sobie pomyślałam, skoro lubię czystość, a i sam proces powstawania czystości lubię obserwować, to może by tak samej taką firmę w Polsce założyć... i milionów się nachapać. Sprzątać jest co. Ha, na długie nawet lata. A z tego co mi wiadomo, w Kraju są jeszcze ogromne luki w branży śmieciarskiej. No to może trza mi... sruuu!... na polskie śmietniska! Na polską żyłę złota!

  

Praca może i śmierdząca, ale jakże popłatna. Pewnie, że sama nie trudziłabym się taka pracą. Zatrudniłabym dużo ludzi, oczywiście za sowitym wynagrodzeniem - i niechaj sprzątają, porządkują, wywożą, odśnieżają, posypują... itp. rzeczy. A ja dalej bym sobie robiła to, co najbardziej kocham: pisać, wędrować, zwiedzać... I może znów zaczęłabym podróżować po świecie? Już od paru ładnych lat tego nie robię, bo podróżowanie po tak niebezpiecznym świecie przestało mnie bawić. No ale skoro pieniędzy miałabym od groma i ciut, ciut, to może kupiłabym sobie samolot z pilotem, no i ze dwóch bodyguardów bym zatrudniła (koniecznie młodych i przystojnych), i znów mogłabym sobie fiurgać po świecie. A potem opisywać swoje podróże i przygody. Ha, to by było życie!!!

 

 

A oto kilka obrazków z królestwa śmieci

 

 

Każdy obywatel co roku dostaje nowy kalendarz z terminami  odbioru poszczególnych rodzajów śmieci...

i opłaca całoroczną obsługę

 

 

Mało prawdopodobne, żeby ktoś przegapił któryś z terminów odbioru... Chyba, że zaspał, będąc pod wpływem jakowyś używek, albo cóś

 

 

Pod każdym domem stoją 3 rodzaje pojemników

 

 

Od prawej: 1-brązowy - na odpady żywności; 2-siwy - na zwykłe śmiecie (obydwa co 2 tygodnie opróżniane); 3-niebieski na papier (co 4 tyg. opróżniany wraz z gelbe Säcke)

 

 

Gelbe Säcke (żółte worki)

 


 

W nich  odbierane są różne drobiazgi plastikowe i metalowe...  np. pojemniki po napojach, artykułach mlecznych, puszki po konserwach, piwie, wszelkiego typu plastykowe opakowania... itp.

(odbierane są wraz z niebieskim pojemnikiem na papier - co 4 tygodnie)

 

 

Sprzątanie ulic

odbywa się regularnie - jak widać - nawet w Nowy Rok praca wre.

 

 

Już o 8 rano prawie wszystkie ulice były wysprzątane z sylwestrowego bydła

(zdjęcie niezbyt wyraźne, bo zrobione przez szybę samochodu)

 

 

Wywóz wszelkich elektrycznych urządzeń

 


 

We wnętrzu auta widać lodówki, telewizory, piece elektryczne, itp. rzeczy.

Na zewnątrz robotnik szarpie się z telewizorem. Nie dał rady go jednak dźwignąć. Drugi robotnik musiał przyjść mu w sukurs.

(zdjęcie zrobione przez szybę samochodu)

 

 

Nie tylko o ulice miasta się dba, o dróżki leśne również.

 

 

Główne dróżki leśne regularnie są posypywane drobnym żwirem, aby joggujący obywatele miasta nóg sobie nie połamali.

 

 

Butelki szklane i stare ciuchy też są odbierane. Specjalnie na te rzeczy stoją porozstawiane po mieście kontenery. Oprócz tego, 2 razy w tygodniu otwarta jest taka specjalna składnica z ogromnymi kontenerami, gdzie każdy, bez żadnej odpłatności, może wyrzucić co tylko chce. Od mebli począwszy, poprzez przeróżne szkła, metale, plastiki... i na częściach samochodowych skończywszy. Dosłownie wszystko.

 

Aha, nie wspomniałam jeszcze oSperrmüll'u, czyli o jednorazowym w roku odbiorze spod domów wszystkiego co się da... Co tyko ludzie wystawią na ulice. Ależ ulice wtedy wyglądają przez kilka dni, jak po jakimś kataklizmie. Zanim nastąpi odbiór tego wszystkiego przez firmowe śmieciary, wiele ludzi chodzi po ulicach i grzebie w tych rzeczach, wynajdując dla siebie coś dobrego. Bo trzeba przyznać, że wiele dobrych rzeczy niektórzy ludzie wyrzucają. W pierwszych latach po otwarciu granicy, to Polacy wiedli prym w takim grzebaniu na ulicach. Było też trochę Czechów i Węgrów. Wszyscy oni zbierali z ulic co lepsze rzeczy i ładowali do aut. Potem koczowali na największym parkingu na Oksenbergu (Góra Wołowa). Tam nocowali w autach, i tam też segregowali to wszystko, co z ulic zebrali. Łooo matko!... co za bydło zostawiali po sobie. Włos się jeżył. Wreszcie policja pod karą pieniężną zrobiła z nimi porządek, i od tej pory już, zawsze zostawiali po sobie parking czyściutki, że mucha nie siada. W ostatnich latach jednak Polaków już jakoś mało widać. Czechów i Węgrów również. Za to Rumunów od groma. Najwyraźniej Rumuni przejęli po nich schedę. Podobnie też jak tamci, koczują na Oksenbergu, ale też z zachowaniem zupełnej czystości. Nieraz stoi ich tam ze 20 aut. I wszystkie takie same - białe - dostawcze auta. Fajnie to wygląda. Jak obóz zmotoryzowanych koczowników.

 

 

PS

Tak dokładnie opisałam cały śmieciarski proces... i teraz dopiero zaczęłam się zastanawiać... A jak komuś w Polsce przyjdzie na myśl ukraść mój pomysł założenia takiej śmieciarskiej firmy? No nie! To by było! Niech się nawet nie waży! Nie bez mojej zgody. Zrozumiano?! No!... Bo a nuż przyjdzie mi ochota swój pomysł samej zrealizować... i królową śmieci w Polsce jednak zostać?

 



komentarze (10) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 22 września 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2982 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to