Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 832 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Halloween

niedziela, 31 października 2010 18:26


Halloween

  

   Już tyle lat żyję w Niemczech, i do tej pory, w Halloween, jeszcze nigdy żaden upiór, żaden duch, w domowych pieleszach mnie nie nawiedził. Tym razem było inaczej. Kiedy wieczorem w niedzielę 31 października, jak co roku, przygotowywałam się do przyjęcia moich Wnuczków (ich Rodzice w tym dniu zawsze mają wychodne - to ich rocznica ślubu), nagle u drzwi rozległ się dzwonek. Otworzyłam... i zamarłam! Oto co, a właściwie kogo, zobaczyłam >





   Nie powiem, w pierwszym momencie wystraszyłam się. Nawet bardzo. Gdyż w głębi schodów, w ciemnościach, najpierw usłyszałam przeraźliwe głosy, jak nie przymierzając, krzyki potępieńców, a dopiero później zobaczyłam te oto straszydła.

  W tak niemiłym wrażeniu trwałam na szczęście króciutką chwilkę, bo wnet uszu moich dobiegł śmiech, w którym rozpoznałam moje Wnusie. Nagle oboje krzyknęli:

  - Süß oder sauer?!!! - (tłum. z niem.: „słodkie albo kwaśne?") - i za moment zobaczyłam też moją Córkę, która zmaterializowała się znienacka za ich plecami.

   No to już śmiechu było co niemiara. Wnuczki oczywiście dostały ode mnie słodkości do swojego już dość opasłego worka, po czym, z tą samą „misją", powędrowały do pozostałej rodzinki i znajomych. Za 2 godziny Córka miała je przywieść już na noc. Ubawiona radosnymi minkami przybyłych, zabrałam się za szykowanie kolacji.

   Nie minął kwadrans, i znów słyszę dzwonek u drzwi. Otworzyłam, i znów zobaczyłam upiory. Tym razem trzy, i nieco większe... I znów usłyszałam to samo: - „Süß oder sauer?!!! No to znów ze śmiechem wrzuciłam słodycze do worka, i szczęśliwe dzieciaki pobiegły dalej.

   Zdębiałam, kiedy za jakieś kolejne naście minut ponownie usłyszałam dzwonek u drzwi. Jak się potem okazało, jeszcze i 3 razy różne upiory zjawiały się u mnie. Ubaw miałam po pachy, bo wszystkie zjawiały się w krótkim odstępie czasu. Już zaczynałam się martwić, że słodyczy mi braknie. Skąd mogłam wiedzieć, że nagle z upiorami worek się rozwiąże? Tyle lat nic, aż tu nagle - tylu ich... Hihihi...! może to coś oznacza? No, przynajmniej tyle, że będę musiała pamiętać, aby w następnych latach, przed  Halloween,  lepiej zaopatrzyć się w słodycze.


   Wcześniej nigdy nie przepadałam za Halloween, ale jak zobaczyłam, że dzieciaki mają tyle radości, pewnie przyjdzie mi je polubić... Eee tam, chyba już lubię... i mam nadzieję, że zacni Celtowie, gdzieś tam w zaświatach, nie obrażą się, że ich obrządek ku czci boga śmierci - Samhaina, dzisiaj tak wygląda, i aż tak bardzo został skomercjalizowany. Bo też Halloween (od ang. określenia All-Hallow, czyli "w przeddzień wszystkich świętych"), wywodzi się właśnie z tego, sprzed 2,5 tyś. lat, celtyckiego obrządku.


   Po 2 godzinach, ponownie zjawiła się moja Córka z Wnuczkami, i od drzwi zawołała:

   - Słowo się rzekło, kobyłka u płotu... Proszę bardzo...

   - Chyba 2 kobyłki - doprecyzowałam ze śmiechem, widząc moje Wnusie, wprawdzie już bez tych strasznych zębisk, ale dalej odziane w te swoje upiorne stroje.


   Oto od czego zaczęłam... od demakijażu upiorów.

 

 

 

Wnuczka, przy okazji zmywania przeze mnie jej upiorniastej twarzyczki moim osobistym mleczkiem do demakijażu, nie omieszkała mnie jeszcze ździebko postraszyć



 



Wnuczek zaś nadrabiał miną... Ale nawet dzielnie znosił ten, bądź co bądź, (jak mówił) „babski" zabieg

 

 

 

 

***

 

 

   Rano, w Dniu Zmarłych, obudziłam się z miłym uczuciem. Śnił mi się mój Ojciec. Zmarł 40 lat temu. Ojciec nic nie mówił, ale patrzył na mnie. Dokładnie zapamiętałam Jego twarz, była uśmiechnięta.

  Wnusie jeszcze spały, a ja wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do pokoju stołowego po znicze. Zapaliłam jeden w pokoju, a kilka, tradycyjnie już, w ogrodzie.

  Zapalając znicze w ogrodzie, spojrzałam na rozjaśniające się błękitem niebo, i wtedy przypomniało mi się, że to właśnie Celtowie wierzyli, iż w noc z 31 października na 1 listopada duchy zmarłych schodzą na ziemię, aby odwiedzić swoich bliskich. Ta noc jest magiczna, według ich wierzeń, bowiem wieczorem kończy się lato i stary rok, a zima i nowy rok, zaczynają się dopiero o świcie. Dwanaście nocnych godzin nie należy więc ani do lata, ani do zimy, są niczyje. To dwanaście godzin magicznej nocy, kiedy to dusze zmarłych odwiedzają swoich bliskich.

  Wprawdzie to tylko pogańskie wierzenia, ale że ja mam bujną wyobraźnię, w płomieniu jednego ze zniczy, zobaczyłam nagle twarz Ojca... Była tak samo uśmiechnięta jak w moim śnie.

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze do tego tekstu znajdują się na stronie głównej. Jeśliby ktoś miał ochotę je poczytać, proszę kliknąć > tutaj



komentarze (5) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ŚWIĘTO ZMARŁYCH

sobota, 30 października 2010 14:13




 Święto

Zmarłych



Składam Hołd Wszystkim Zmarłym...

Zapalam ogień pamięci,

i wsłuchuję się w ciszę niebieską (<kliknij)

 

 

 

Pamięci moich Bliskich,

którzy odeszli...

do innego wymiaru...



Nie mogąc być przy grobach moich Bliskich,

palę dla Nich znicze w ogrodzie...

Jestem z Nimi myślami, i całym moim sercem...

Pokój Waszym Duszom, Kochani!



 

 

Zawsze kiedy rozmyślam o moich Bliskich i Znajomych, którzy gdzieś stamtąd... z drugiej strony tęczy, patrzą na mnie, w tle sączy się muzyka (kliknij>) Jeana Michela Jarre'a. Ona inspiruje moją wyobraźnię najbardziej. Oczami wyobraźni widzę wtedy wszystkich... Są szczęśliwi. Machają do mnie rękami... Kiedy się żegnamy, gdzieś w oddali, słyszę (kliknij>) inną muzykę... na pożegnanie...

 




komentarze (26) | zaloguj się, aby dodać komentarz

KOLEJNE WSPOMNIENIE LATA

piątek, 29 października 2010 12:00

 

 


Kolejne

wspomnienie lata


 

  I znów mam okazję powspominać lato, i to dzięki poczcie... źle funkcjonującej poczcie. Bo też dzisiaj dopiero dostałam kartkę z Italii, którą własnoręcznie wykonała i wysłała do mnie moja Wnuczka na początku września, gdzie wraz z całą rodzinką była na wczasach. Trochę szła ta kartka, co nie? Ale to nic, nie jestem zła na pocztę, bo przynajmniej teraz, kiedy za oknem szaroburo, mam okazję nacieszyć oko ich urlopowymi atrakcjami, a i  lato wspomnieć... i poczuć go w sercu.

 


Prawda, że piękna kartka?

 

A jaka wymowna... Widzę, że moi kochaniutcy w swoich pourlopowych opowieściach nic a nic nie przesadzali. Urlopik mieli jak się patrzy. I bardzo mnie to cieszy... No bo Wnusio zamki z piasku budował, Wnuczka chwytała motyle... A może i rybki? Papa dzieciaczki dozorował i nad rodzinką pieczę trzymał (hihihi! sądząc po jego rękach, wygląda mi to nawet na solidną pieczę).

A Mama...?

 


A Mama w kaszkietce na głowie byczyła się w fotelu, ale jak widać, byczyła się bardzo patriotycznie, i to dwunarodościowo... No, przynajmniej na to wskazują furkoczące nad jej głową chorągiewki

 




komentarze (15) | zaloguj się, aby dodać komentarz

PIĘKNO JESIENI

wtorek, 26 października 2010 15:56

 

 


Piękno jesieni

 

 

 

 

   Ludziska w większości to na jesień psioczą... A że szarobura, a że mokra, a że wietrzna, a że zimna... wreszcie, że najbrzydsza i najsmutniejsza pora roku. Ja jednak myślę, że to tylko i wyłącznie złe nastawienie do jesieni. A wiadomo, że jak się człowiek do czegoś źle nastawi... to nie ma zmiłuj... niezwykle ciężko jest mu to nastawienie zmienić. Zwłaszcza takiemu, co już w ogólności lubuje się w narzekaniu.      

   Przyznam szczerze, że i ja kiedyś, dawno, dawno temu, nie przepadałam za jesienią, ale na szczęście, udało mi się zmienić nastawienie do tej pięknej skądinąd pory roku.

   Dziś już wiem na pewno, że najgorsze co może być, to w porze jesienno-zimowej siedzieć w murach i nie wyścibiać nosa na dwór. Wtedy dopiero pogarsza się samopoczucie. Można się nawet depresji nabawić. Uważam, że nie ma złej pogody, złe może być tylko ubranie. Więc ja, kiedy tylko mam możliwość (a mieć ją wręcz muszę, bo się o nią staram), parę razy w tygodniu zasuwam na łono natury. O każdej porze roku, bez względu na aurę. Jeszcze nigdy nie zmarzłam, co najwyżej, spociłam się... dla zdrowotności. Niech się wali, niech się pali, a ja... w las! Dzisiaj, między obowiązkami, też byłam.

   A oto kilka obrazków z tej mojej jesiennej wizyty w lesie.

 


Drogę mi wyścielił lśniący w promykach słońca szron



Cudownie się idzie po trawie, kiedy tak skrzypi pod nogami


 

 

Widać, że i krówkom szron nie przeszkadza



...bo pasą się krówki, pasą... na polanie w lesie

 

 

 

Owoce dzikiej róży zbiera się zwykle po przymrozkach, gdyż stają się miękkie i łatwo oddają sok



...to i ja sobie trochę nazbierałam, bo uwielbiam z nich herbatkę. To bogate źródło witaminy C. Na jesienne dni jak znalazł


 


Upsss... przepraszam! Zagapiłam się!

 


Mało pod Man'a nie wpadłam na dukcie leśnym... Ale spoko!

 


 

 

To tylko pracownicy służby leśnej, którzy dwoją się i troją, aby przed zimą zdążyć usunąć skutki sierpniowej trąby powietrznej



Znamy się już, i zawsze miło pozdrawiamy

 

 


Kiedy wracałam do domu, bo szronie nie było już śladu



W oprawie złotej jesieni, trawka ciągle się zieleni

 

 

 

Pani Jesień krąży po świecie,

szukając miejsca dla siebie...

O, dotarła już i do nas...

i poczuła się jak w niebie.


0:-)


A ja razem z Nią!



No czyż nie piękna jest ta nasza Pani Jesień?

 

 



komentarze (15) | zaloguj się, aby dodać komentarz

PRZED PIERWSZYM ŚNIEGIEM

czwartek, 21 października 2010 10:15


 


Przed

pierwszym śniegiem

 

    Choć to ciągle jeszcze jesień, już od paru dni czuć w powietrzu nadchodzącą zimę. A to znak, że czas na wymianę opon w aucie, z letnich na zimowe. W tym  roku zmuszona byłam kupić cztery nowe opony, bo z moich starych zimowych, jak zażartował sobie Syn, mogę sobie ewentualnie już tylko kwietniki w ogródku zrobić. Nie to, że są już aż tak zjechane i profil bieżnika za mały, nie, są już po prostu za stare. Ponoć najpóźniej, co 5 lat, trzeba wymieniać opony, i to bez względu na ich stopień zużycia, ponieważ po tym czasie, guma opon staje się zbyt twarda i opony już nie spełniają w pełni swojej roli. Można się na nich zdrowo przejechać, że się tak kolokwialnie wyrażę... znaczy się, wpaść w poślizg.

    Mając na uwadze powyższe, i to, że moje opony mają już... kurcze, aż wstyd się przyznać... 8 lat, postanowiłam umówić się z moim znajomym mechanikiem (Rosjaninem), celem kupna nowiusieńkich opon i ich założenia. Miałam zrobić to już wcześniej, ale że ostatnio działy się ze mną niestworzone rzeczy, o czym pisałam w poniższym długaśnym wpisie (hihihi...! no bo też celem osiągnięcia katharsis pisanym), dopiero na dziś się umówiłam.

    Po południu byłam już w warsztacie. Postawiłam auto na kanale z podnośnikiem, i upewniając się ile mam czasu, powędrowałam sobie w nieznane mi do tej pory miejsca... Bo też warsztat samochodowy Rosjanina (dumnie noszącego imię: Eduard), mieści się w innej dzielnicy mojego miasta.


    Trasa mojej wędrówki wiodła pod górę. Nie mogło być inaczej, bo jak się chce wyjść z naszego miasta, wszędzie jest pod górkę. Wraca się natomiast z górki. To normalne, wszak miasto położone jest w kotlinie.

    W czasie ponad godzinnej wędrówki, zobaczyłam wspaniałe miejsca. Oto kilka z nich.

 

 

 

 

 

Ostatnie zabudowania... i koniec miasta



Poznałam ten widok, choć zupełnie z innej perspektywy go zobaczyłam... Naprzeciw widać stok, na którym moje Wnusie w poprzednich zimach uczyły się jeździć na nartach




Jedna z dróg wyjazdowych z naszego miasta widziana z najwyżej położonej ulicy w tej dzielnicy

 


Chwilę tu postałam, bo zachwyciły mnie cudowne barwy jesieni


 

 

    Kiedy dotarłam do ostatniego domu na ulicy położonej w najwyższej partii wzniesienia, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Końcówka października, a tu pięknie, pachnąco, kolorowo... Widok jak w bajce. Zatrzymałam się, i chłonęłam to cudo wszystkimi zmysłami. Zapragnęłam je uwiecznić.  Sięgnęłam po aparat fotograficzny... i już miałam cichaczem pstryknąć zdjątko, gdy nagle w jednym z okien domu, przez szybę, zauważyłam postać mężczyzny. Starszego pana. Uśmiechnęłam się szeroko do niego i podniesionym kciukiem do góry, wyraziłam swój zachwyt. Starszy pan odwzajemnił mi uśmiech. Ośmielona jego uśmiechem, spytałam na migi, czy mogę sfotografować jego wspaniałe dzieło. Ku mojej radości, z jeszcze szerszym uśmiechem, skinął głową na znak zgody. No to napstrykałam sobie kilka zdjątek. A o to dwa z nich.

 

 

Prawda, że robi wrażenie?

 


Część ogródka od strony ulicy


 

 

 

A to część ogródka od strony podwórka

 

 


    Widok ten sprawił, że poczułam się jakoś tak pięknie i radośnie. Aż nie chciało mi się odchodzić. Ale kiedy spojrzałam na zegarek, postanowiłam wracać. Obeszłam jeszcze raz dom dookoła, i wtedy, nie wiedzieć skąd, przypominała mi się nagle piosenka (kliknij>) „Polskie Kwiaty" zespołu Bayer Full (robiącego ostatnio furorę w Chinach), i nucąc ją pod nosem, raźnym krokiem ruszyłam w dół, do miasta, po odbiór mojego auta z rosyjskiego warsztatu samochodowego.


 


A oto słowa tej piosenki:


Śpiewa Ci obcy wiatr
Zachwyca piękny świat
A serce tęskni
Bo gdzieś daleko stąd
Został rodzinny dom
Tam jest najpiękniej

Tam właśnie teraz rozkwitły kwiaty
Stokrotki, fiołki, kaczeńce i maki
Pod polskim niebem, w szczerym polu wyrosły
Ojczyste kwiaty.
W ich zapachu, urodzie jest Polska.

Żeby tak jeszcze raz
Ujrzeć ojczysty las
Pola i łąki
I do matczynych rąk
Przynieść z zielonych łąk
Rozkwitłe pąki

Bo najpiękniejsze są polskie kwiaty
Stokrotki, fiołki, kaczeńce i maki...

Śpiewa Ci obcy wiatr
Tułaczy los Cię gna
Hen gdzieś po świecie
Zabierz ze sobą w świat
Zabierz z ojczystych stron
Mały bukiecik

Weź z tą piosenką bukiecik kwiatów
Stokrotek, fiołków, kaczeńców i maków...
Pod polskim niebem w szczerym polu wyrosły

Ojczyste kwiaty. W ich zapachu, urodzie jest Polska..."

 




komentarze (21) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 22 września 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2982 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to