Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 394 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Pamięci tych, którzy odeszli

sobota, 31 października 2009 22:39


Pamięci tych,

którzy odeszli...

do innego wymiaru...

 


          

 

 

Nie mogąc być przy Waszych grobach, palę dla Was znicze w ogrodzie... Jestem z Wami myślami i całym moim sercem... Pokój Waszym Duszom!

 


Zawsze kiedy rozmyślam o moich Bliskich i Znajomych, którzy gdzieś stamtąd... z drugiej strony tęczy, patrzą na mnie, w tle sączy się muzyka (kliknij) Jeana Michela Jarre'a. Ona inspiruje moją wyobraźnię najbardziej. Oczami wyobraźni widzę wtedy wszystkich... Są szczęśliwi. Machają do mnie rękami... Kiedy się żegnamy, gdzieś w oddali, słyszę (kliknij) inną muzykę... na pożegnanie...

 




komentarze (6) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Pinkolę A/H1N1

piątek, 30 października 2009 20:21


Pinkolę A/H1N1

 


   Nie cierpię latać po lekarzach, a w tym tygodniu już po raz drugi u lekarza byłam. W środę byłam u ząbkowego, dzisiaj u domowego. Nie, nie czuję się chora. Byłam jedynie w celu zaszczepienia się przeciw grypie... zwykłej grypie. Nie uległam społecznej fobii pod tytułem: „świńska grypa", a rozdmuchanej przede wszystkim przez firmy farmaceutyczne. W tym rozdmuchu wiadomo o co chodzi. Chodzi o ogromne pieniądze. Firmy farmaceutyczne celowo straszą świat pandemią by wykorzystać nadarzającą się okazję na zbicie fortuny. A że jesień i zima to sezon na grypę, więc w tym akurat okresie muszą swoje szczepionki wprowadzić do sprzedaży. No i wprowadzają. Na gwałt. E tam, wprowadzają... wciskają! Tak, wciskają nam je bez dokładnego przetestowania pod kątem skutków ubocznych. Pewnie zdają sobie sprawę, że czas działa na ich niekorzyść, gdyż wiosną ludzie przekonają się, iż ta odmiana grypy w ogóle nie jest taka straszna. Na chybcika wciskają nam więc to co na już mają, aby jak najszybciej zarobić te swoje ogromne pieniądze.

   O nie, nie ze mną te numery! Wkurza mnie ta sytuacja. A nawet sama nazwa tej grypy. Uważam, że jest podła. Bo jakaż to ona świńska?... Biedne świnki! A co mają powiedzieć o niej wyznawcy islamu? Pewnie dlatego, firmy farmaceutyczne, mając i takich ludzi na względzie, specjalnie na ich użytek wymyśliły też i inną jej nazwę: A/H1N1.

   Wkurzająca jest ta bezduszność i zachłanność potentatów farmacji. Człowiek już dawno przestał się dla nich liczyć. Liczą się tylko pieniądze. Ludzie powinni im a kuku! zrobić i w ogóle szczepieniu się nie poddać. Niechaj się sami szprycują tymi świńskimi szczepionkami. 

   Z tego co wiem od mojego lekarza, to mało kto chce się narażać i robić z siebie królika doświadczalnego. W jego przychodni lekarskiej dopiero jedna osoba pytała o tę szczepionkę, ale kiedy on jej powiedział, że musi podpisać oświadczenie, że na swoją odpowiedzialność chce być zaszczepiona, momentalnie zrezygnowała. Nic dziwnego, nikt nie lubi świadomie brać na siebie takiego ryzyka. Wiem też, że są i takie osoby, które choć należą do grupy ryzyka, również nie mają zamiaru poddać się szczepieniu. Mój lekarz zaszczepił się tylko przeciwko zwykłej grypie, bo jak mówił, nie wierzy w skuteczność szczepionki, a obawy co do skutków ubocznych ma wielkie. Śmiał się, że to zwykła manipulacja firm farmaceutycznych. Zresztą, sama statystyka przemawia za tym stwierdzeniem. Bo skoro w tym roku na zwykłą grypę, chociażby tutaj w Niemczech, zmarło kilkaset osób i nikt nie wrzeszczał, że to epidemia, a na A/H1N1 tylko jedna, i wmawia się nam groźbę pandemii, to co innego to może znaczyć?

   Drugi lekarz, którego znam, homeopata, twierdzi zaś, że nawet te coroczne szczepienia przeciw grypie nic nie dają. Są dla organizmu wręcz szkodliwe. On sam nigdy się nie szczepi. Nie szczepi też nikogo ze swojej rodziny.

   No i bądź tu człowieku mądry i... Nie będę nawet  dodawać, co po „i" następuje, bo też dla każdego człowieka następuje co innego. Ale zdrowie, wiadomo, dla każdego człowieka jest takim samym dobrem... Najwyższym dobrem. Kurcze, no i co tu robić? Szczepić się, czy się nie szczepić? Oto jest pytanie... i dylemat!

 

   Przyszło nam żyć w czasach szalonego postępu technicznego, i to w każdej dziedzinie życia. Z pewnością jest to ogromny sukces człowieka. Ale czy te wszystkie zdobycze techniki są do końca przyjazne człowiekowi? Nikt z nas pewnym być nie może. No bo jak, skoro zewsząd docierają do nas sprzeczne informacje o ich oddziaływaniu na organizm człowieka. No cóż, z pewnością za naszego życia prawdy nie przyjdzie nam poznać. Pewnie przyszłe pokolenia dopiero ją poznają. Nam przyszło być testerami wszystkich tych zdobyczy cywilizacyjnych... Dla potomnych. Jednak sami bardzo skrzętnie z nich korzystamy. Wręcz nie wyobrażamy sobie już dziś życia bez niektórych zdobyczy. No bo czy ktoś z nas wyobraża sobie dzisiaj swoje życie bez... no chociażby, na ten przykład... bez komórki albo komputera? Podejrzewam, że niewielu.





komentarze (12) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Podsłuchane u dentysty

środa, 28 października 2009 10:42

 

Podsłuchane u dentysty

 

 

 

   Miałam dzisiaj wizytę u dentysty. Taka tam rutynowa kontrola moich ząbków. A ja chętnie chodzę do dentysty. Od dziecka. Nie wiem, co to lęk przed dentystą. W ogóle. W każdym bądź razie, do dentysty, to ja chętniej chodzę, niż na przykład... do fryzjera. Wracając od dentysty jeszcze nigdy nie płakałam, a od fryzjera, oj, nieraz. Z wściekłości. Żaden dentysta nigdy mi jeszcze zębów nie spieprzył, że się tak kolokwialnie wyrażę, a fryzjer włosy, wielokrotnie. Może dlatego tak się u mnie dzieje, bo ząbki, Pan Bozia dał mi akurat mocne, włoski niestety nie. A wiadomo, że to co słabe, łatwiej jest spieprzyć... Zaraz, przecież ja nie o tym miałam... Miałam opowiedzieć o swoich wrażeniach z wizyty u dentysty, notabene mojego znajomego dentysty z Polski... No to nawijam:

  Siedząc z rozdziawioną japą na wygodnym fotelu dentystycznym, zastanawiałam się nad słowami usłyszanymi w poczekalni przychodni. Słyszałam tam rozmowę dwóch kobiet. Pacjentek. Obie narzekały na koszty, jakie muszą ponieść za usługi stomatologiczne. Narzekały też na ogólną sytuacją gospodarczą w Niemczech. Jedna drugiej podawała przykłady, co ostatnimi laty podrożało, i jaki ma to wpływ na codzienne życie ludzi. Wskazywały na puste miejsca w poczekalni, mówiąc, że ze względu na ogólną drożyznę w każdej dziedzinie życia, ludziom jest teraz o wiele ciężej dbać o swoje uzębienie. Że wiele ludzi nawet przestało odwiedzać gabinety stomatologiczne, albo w najlepszym razie, wizyty swoje mocno ograniczyło. Chcąc nie chcąc, słyszałam wszystko o czym mówią, i w duchu przyznawałam im rację. Tak jest w istocie od paru ładnych lat. Za wszystko trzeba płacić, nawet by się w ogóle zarejestrować do dentysty, trzeba płacić co kwartał 10,- €. A za każdą najmniejszą nawet plombę, trzeba z kieszeni wyłożyć co najmniej 40,- €. Kasy chorych płacą jedynie za okresowe kontrole, za wyrwanie zębów i za szpetne, trujące plomby z amalganu. Ludzie coraz rzadziej chodzą do dentysty, bo ich po prostu nie stać. U każdego specjalisty obecnie trzeba za większość badań płacić z własnej kieszeni. Mimo ubezpieczenia. Kasy chorych refundują jedynie podstawowe badania. Takie jak np. morfologia krwi. Najbardziej podstawowe z podstawowych badań.  Z tym, że refundują te badania jedynie co 2 lata. Jak ktoś chce częściej krew swoją zbadać, musi sam za badanie zapłacić. I tak jest prawie ze wszystkimi podstawowymi badaniami. Kto nie chce wykładać ze swojej kieszeni, albo rzeczone kieszenie ma puste, musi się trzymać zdrowo przez calusieńkie 2 lata. A gdyby jednak nie wytrzymał, to o tyle ma dobrze, że go, schorowanego nieboraka, w szpitalu na intensywnej terapii przyjmą zawsze. A jak tam się już znajdzie, to aż tak bardzo martwić się nie musi, bo wtedy za wszystkie podstawowe badania kasa chorych zapłaci. Jedynie za każdy pobyt w szpitalu zapłacić musi. O przepraszam... dopłacić, nie zapłacić, bo szanowne kasy chorych oczywiście też percypują w kosztach. No rzeczywiście porobiło się tutaj... Z dnia na dzień coraz gorzej. Blady strach padł na ludzi średniozamożnych. Zaczyna brakować pieniążków. Muszą więc oszczędzać na zdrowiu. A co mają powiedzieć ludzie biedni, którzy stracili pracę? Tacy ludzie muszą się martwić przede wszystkim o to by mieć co do garnka włożyć. O zdrowiu nawet nie myślą. A co dopiero o ładnym, zdrowym, w pełni uzębionym uśmiechu.

   Kiedy dentysta oglądnął wszystkie moje ząbki, które notabene, ku mojemu ogromnemu zadowoleniu, okazały się być nadal zdrowe, skończyłam rozmyślać i zamknęłam japę. Szybko ją jednak na powrót otworzyłam, bo koniecznie musiałam zadać pytanie mojemu dentyście:

   - Panie Adamie, czy rzeczywiście jest tak źle z pacjentami? - cedziłam słowa, rozmasowywując dłońmi nadwerężone zawiasy żuchwy. - Coraz rzadziej przychodzą?

   A cedziłam te słowa po niemiecku. Chciałam być grzeczna, gdyż wiem, że asystentka dentysty ni w ząb po polsku nie rozumie. A ja ją bardzo lubię. To takie miłe, ładniutkie, o pięknym, bielusieńkim jak świeżutki śnieg uzębieniu, czarnoskóre dziewczątko.

   Pan Adam jednak odpowiedział mi po polsku. Pewnie uznał, że to co mówi, lepiej żeby pozostało między nami.

  - Pani Halszko, jest gorzej niż źle... A niech to szlag trafi, co za czasy nastały. Kasy chorych wypieły się na wszystkich i nie chcą refundować już pomału niczego, a ludzie tak zbiednieli, że mało kogo stać teraz na leczenie zębów. Przychodzą najczęściej dopiero wtedy, kiedy z bólu już nie wytrzymują i ząb nie nadaje się już do leczenia, a jedynie w całości do resekcji. Niewielu, kto ma słabe zęby, stać dzisiaj na ładny uśmiech, bo żeby go mieć, musieliby wydać duże pieniądze. Są to kwoty rzędu tysięcy euro. Wiele osób mimo wszystko próbuje zadbać o swój uśmiech, ale żeby nie być narażonym na tak wysokie koszty, jedzie do Polski. Niskie koszty materiałowe, niskie koszty prac protetycznych i niskie honoraria lekarskie sprawiają, że leczenie stomatologiczne w Polsce jest blisko 70% tańsze niż w Niemczech. Dla Niemców jest to oczywista gratka. Jeszcze trochę, a pójdziemy pani Halszko z torbami... Jakby nie patrzeć.

   Szkoda mi się zrobiło pana Adama. No ale cóż zrobić? Wszystkim nam się teraz o wiele ciężej przędzie. Takie czasy. Wszędzie.

   Na odchodnym, aby rozładować nieco sytuację, opowiedziałam panu Adamowi, jak to kiedyś, przed kilkoma laty, przeczytałam w polskiej gazecie o takiej jednej Niemce, która pojechała do Szczecina, aby tam skorzystać z usług renomowanej przychodni stomatologicznej. No i owszem, korzystała z jej usług, nawet bardzo skrzętnie, przez 3 dni z rzędu, na kwotę 5 tyś.€. Tyle że po 3 dniach uciekła nie płacąc. Służba graniczna, powiadomiona przez przychodnię stomatologiczną, zdążyła ją jednak zatrzymać na przejściu granicznym, i do porządku przywołać. Oszustka chciała wyrolować polskich dentystów, a koniec końców wyrolowała samą siebie. Bo też zamiast oszczędzić na kosztach stomatologicznych te sławetne 70%, czekały ją dodatkowe koszty, kara za wyłudzenie.

   Wyszłam od dentysty roześmiana, ponieważ pośmialiśmy się z panem Adamem z chytrej Niemki. Będąc jednak już na zewnątrz, mina mi nieco zrzedła, bo nagle, moja wyobraźnia, roztoczyłam przede mną wizję bezzębnych uśmiechów. Aż się wzdrygnęłam na samą myśl, że może to być prawdą... Brrr!... Od dziecka mam uraz do bezzębnych uśmiechów. O rany, to nie może być prawdą!

   To ja się też wypinam... na to cało zło, tam na dole... przez górę urządzone. W tak cudownej złotojesiennej scenerii, przychodzi to z łatwością, ba, nawet z przyjemnością.:-D

 

 

 To zdjątko zrobiło mi się zupełnie niechcący... Ale przydało się. ;)



komentarze (19) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Marzenie Binokleta

poniedziałek, 26 października 2009 21:11

 

Marzenie Binokleta

 

 

Krecik Binoklet miał wielkie marzenie:

Dwie leśne polanki połączyć tunelem,

By w czasie zimy skrócić swe łażenie,

Kiedy odwiedzać będzie kretkę Melę.

 

W zimie jest trudno pokonać polanki,

Gdy śniegu nasypie zima sroga…

A ma już dość odwiedzania kretki Anki,

Chce do Meli, przy której każda chwila jest błoga.

 

Pewnego razu, przed zimą krótko…

Binoklet się ostro zabrał do kopania,

Lecz wnet niespodziewanie zarył bródką,

I przekop tunelu przerwał u zarania.

 

Zdenerwował się wtedy Binoklet okropnie,

Bo też potężny ból przeszył ciałko jego.

Lecz w mig za zwały ziemi chwycił przytomnie,

By bólu nie cierpiało choć jego własne ego.

 

Oj, nie łatwo Binokletowi szło to kopanie,

Gdyż ból bródki wciąż jeszcze czuł,

Ale że przed oczami miał swoje kochanie,

Kopać nie ustawał, i wnet tunelu wykopał pół.

 

Gdy zdał sobie sprawę jak daleko jest już,

Poczuł w sobie przypływ sił przeogromny…

I nim się spostrzegł, polanka Meli była tuż,

Wtedy się zatrzymał z radości półprzytomny.

 

 

 

             Rysunek mojej 7-letniej wnuczki

 

 

Wnet Meli udowodni, że mężem jej być może, 

A ta myśl czyniła go bardzo szczęśliwym...

Pozbędzie się też cienia na swym honorze,

Pokaże, jaki jest pracowity i spolegliwy.

 

Krecik Binoklet ze szczęścia aż promieniał…

Poprawił binokle i kopać zaczął na powrót.

Szedł jak przecinak - podziemie w tunel zamieniał,

I nim się obejrzał, stanął u kretowiska Meli wrót. 

 

Ze szczęścia zbrakło mu tchu, serce waliło młotem,

Przeto wystawił głowę wśród traw Meli polanki…

Łyknął powietrza… i wtem zawrócił, i pobiegł z powrotem,

Bo nagle żal mu się zrobiło kretki Anki.



komentarze (8) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Kogucik Kokotek

niedziela, 25 października 2009 10:17


Kogucik Kokotek

 


Kogucik Kokotek, siedząc w kurniku,

Pieje na całe gardło: - Kukurykuuu!!!

Czas wstawać, dzień nowy nastał,

Kukurykuuuu!!! - Czy ktoś zaspał?

Słoneczko złociste na niebie wschodzi...

Z pościeli śpiochy, i to już, wychodzić!



Kukuryku!

              Kukuryku!! 

                            Kukurykuuu!!!  

                                                                             

-Zamknij się wreszcie! - Kokoszka zagdakała.-

Spać nie dajesz... Ależ z ciebie zakała!

Kogucik Kokotek obrażoną minę robi:

- Budzenie, to nie tylko moje hobby,

To obowiązek i ciężka praca...

Widzisz, Kokoszko - praca popłaca!

Ten korzec pszenicy dał mi gospodarz.

Podzielę się z tobą, jak mi słowo dasz:

Że rankiem nigdy marudzić nie będziesz,

I że zrobisz mi miejsce na swojej grzędzie.

- Ko... Koo... Kooo... Kokotku mój kochany -

Zakwiliła Kokoszka głosem już mniej zaspanym -

Wszystko co zechcesz, miły mój.

Masz rację, praca to ciężki znój.

Siadajmy więc razem do śniadanka...

Byś nabrał sił do następnego ranka.




 

                                                    ILUSTRACJA SZEŚCIOLATKI



Kogucik Kokotek jest już zadowolony...

Usiadł na grzędzie - bardzo rozpromieniony.

I znów się rozlega - i nie tylko - w kurniku:

                                             Kukuryku!

                                                Kukuryku!!                                      

                                                   Kukurykuuu!!!                                    


 



komentarze (9) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  806 392  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 806392
Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2894 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to