Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 254 395 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


112 SOS ALARM

wtorek, 31 stycznia 2012 18:46

 

--------------------------------------------------- 

 

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

ZAPRASZAM!

 

--------------------------------------------------

 

 

 

 

112
SOS Alarm

 

 

    W ostatnią sobotę po raz pierwszy w życiu miałam okazję zadzwonić na telefon alarmowy 112. Dlaczego? Jak do tego doszło? Już opisuję. Otóż tamtego dnia, swoim zwyczajem, z samego rana wybrałam się do lasu. Kiedy na parkingu pod lasem wysiadłam z auta, zobaczyłam, że wszędzie pełno śniegu i mgła, choć oko wykol. Powędrowałam więc odśnieżoną dróżką skrajem lasu.



 

 

 

Pokonywałam akurat jakiś 6 kilometr i zbliżałam się do gospody znajdującej się pod lasem. Wtedy nagle usłyszałam przeciągłe i głośne ujadanie psów. Zdziwiło mnie to bardzo, ponieważ takie szczekanie psów to tu rzadkość. Bezpańskich psów nie ma tu w ogóle. Wszystkie psy mają swoich właścicieli. A żaden właściciel nie dopuszcza do tego, aby jego pies czy psy robiły takie larum, zwłaszcza tak długo. A te psy, które słyszałam w oddali, ujadały i ujadały, i to jakoś tak żałośnie. Postanowiłam podejść bliżej gospody, aby zobaczyć co się dzieje. Wiedziałam, że gospoda o tej porze jest zamknięta. Kiedy się do niej zbliżyłam, na niewielkim placu zabaw tuż obok gospody, zobaczyłam trzy wilczury, jeden leżał na śniegu, a dwa stały nad nim i szczekały wniebogłosy. Usłyszałam też szczekanie jeszcze jednego psa, ale gdzieś z głębi lasu. Zdębiałam! Nie wiedziałam co mam robić.  Dookoła żywej duszy! Ludzkiej duszy. Oczywiście oprócz mojej, strwożonej już nie na żarty. Wprawdzie nie mam lęku przed psami, bo taka „psia mama” ze mnie, ale trzy wilczury i czwarty gdzieś tam, to trochę za dużo jak dla mnie. Postałam tak z dobry kwadrans z nadzieją, że może coś się zmieni, że może właściciel tych psów się pojawi, albo że psy same z siebie przestaną szczekać, ale nie, psy szczekały nadal i jeszcze bardziej donośnie. Niewiele już myśląc, postanowiłam zadzwonić telefonem komórkowym na numer alarmowy - 112. I tak też uczyniłam. W końcu po to on jest. Odebrał miły głos męski. Przedstawiłam sprawę co i jak, i kiedy skończyłam „nadawać”, męski głos zaczął mnie dopytywać jak się nazywam, gdzie teraz jestem i co widzę dookoła. Podałam grzecznie swoje nazwisko i zgodnie z prawdą powiedziałam, że stoję jakieś 200 m od tego miejsca, gdzie są te psy, i że żadnego człowieka do tej pory nie widziałam, ani po drodze ani w tym miejscu gdzie stoję. Męski głos poprosił mnie wtedy, żebym jeszcze na moment poczekała. No to czekałam. Po krótkiej chwili w słuchawce usłyszałam: - „OK., mamy panią, dziękujemy, już jedziemy!” Pewnie przez satelitę namierzyli mnie, a właściwie moją komórkę, pomyślałam sobie, i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, ruszyłam w drogę powrotną.
    Kiedy dochodziłam już do swojego auta usłyszałam i wnet zobaczyłam helikopter z Czerwonego Krzyża lecący w kierunku gospody.

 

 

 

Mgła gęsta jak mleko, ale helikopter między gałęziami widać. Wystarczy powiększyć zdjęcie, klikając w nie.

 



    Do dziś nie wiem co tam się właściwie stało. Dowiem się pewnie z naszej lokalnej gazety. Pewnie w kronice policyjnej napiszą, tak jak napisali o śmierci mojego sąsiada, którego zwłoki wybawiłam od zupełnego rozkładu. Ale wtedy dzwoniłam z domu, telefonem stacjonarnym, toteż od razu wiedziałam co się stało. Policja poinformowała mnie osobiście i podziękowała za czujność i reakcję. Oto link do tej historii pt. "Jak dobrze mieć sąsiada" (< kliknij, jeśli masz ochotę o tym przeczytać).

 

 

 

 

******************************************

 

 

Impresja dnia

 



 


Czasami fortuna kulą się toczy…

 

 

 

******************************************

 

 



komentarze (11) | zaloguj się, aby dodać komentarz

KOBIETY, NIE ZAPOMINAJMY O BADANIACH

czwartek, 26 stycznia 2012 15:17

 

--------------------------------------------------- 

 

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

ZAPRASZAM!

 

----------------------------------------------------

 

 

 

 

Nie zapominajmy
o badaniach

 

 

    Wczoraj zadzwoniła do mnie moja znajoma z Polski. Przez wiele lat byłyśmy sąsiadkami i nieraz do siebie dzwonimy. Tym razem zadzwoniła, by podzielić się ze mną smutną wiadomością. Lekarze podejrzewają u niej raka szyjki macicy. Nie mogłam w to uwierzyć. Zawsze była przecież okazem zdrowia. Okazało się jednak, że już nie jest. Jak sama mówiła, przez wszystkie lata o swoje zdrowie zbytnio nie dbała. Myślała, że dobre zdrowie dane jest jej raz na zawsze, że ma je w genach po swoich długowiecznych dziadkach i rodzicach. Mówiła także, że od porodu drugiego dziecka, czyli jakieś 13 lat, w ogóle nie robiła sobie żadnych badań ginekologicznych. Ani razu nie była u ginekologa. Od przeszło miesiąca natomiast zaczęła odczuwać dziwne dolegliwości. Miała ciągłe bóle w dole brzucha, podobne jak przy miesiączce, a także krwawienia. I to dopiero skłoniło ja by pójść do ginekologa.
    Żal mi jej bardzo. Pocieszałam ją jak mogłam, wierząc, że wyjdzie z tej choroby.

    Jak ważne są regularne badania ginekologiczne: cytologia i mammografia, pisałam niedawno na portalu „Wiadomości24”, a że w tym temacie przypomnień nigdy za wiele, zamieszczam ten artykuł także i tutaj.



***

 



Kobiety, nie dajcie się
nowotworowi!


 

 

Statystyki medyczne są nieubłagane. W Polsce, w porównaniu do innych krajów europejskich, zbyt duża ilość kobiet umiera na raka szyjki macicy i raka piersi. Dlaczego? Odpowiedź jest banalna: Polki, z różnych swoich powodów, odwlekają wizytę u ginekologa.



 




Statystyki medyczne w Polsce niemalże „krzyczą” o ilości zachorowań i umieralności wśród kobiet na raka piersi i raka szyjki macicy. Ale ten ”krzyk” - najwyraźniej nie do wszystkich kobiet dociera. I to jest najbardziej przerażające. Bo jeśli się słyszy, że na raka szyjki macicy co roku w Polsce zapada ca. 4,5 tys. kobiet, a z tego 2,5 tys. umiera, a z kolei na raka piersi zapada ca. 11 tys. kobiet, z czego umiera ponad 4 tys., a Polki mimo to, zwlekają z badaniami ginekologicznymi, to słowo: „przerażające” przesadne nie jest. Jest adekwatne do tego stanu rzeczy w Polsce.



Rak szyjki macicy wśród Polek jest najczęstszym nowotworem narządu rodnego. A przecież tak łatwo go wykryć poprzez proste badania cytologiczne. Są to badania zupełnie bezbolesne i polegają na pobraniu komórki nabłonka pokrywającego szyjkę macicy. W wielu zachodnich krajach, gdzie kobiety systematycznie poddają się temu badaniu, udało się niemalże całkowicie wyeliminować umieralność na tego typu raka, w innych o wiele zmniejszyć. W Polsce zaś, jak podają statystyki, na raka szyjki macicy codziennie umiera aż 5 Polek. Zatrważające, prawda? Tyle kobiet umiera tylko dlatego, że zbyt późno zgłosiły się do lekarza. W zaawansowanym stadium choroby nowotworowej nie udaje się już je uratować.


Jeszcze bardziej zatrważająco wygląda sytuacja z zachorowalnością i śmiertelnością na raka piersi wśród Polek. Z powodu tego raka codziennie umiera 13 kobiet. I pomyśleć tylko ile z nich mogłoby uniknąć śmierci, gdy regularnie zgłaszały się na badania kontrolne piersi. Rak piersi to najczęstszy nowotwór złośliwy u kobiet. Stanowi 1/5 wszystkich zachorowań na nowotwory złośliwe u Polek. Co gorsza, wg statystyk medycznych liczba nowych zachorowań na tego raka ciągle rośnie. Około połowa kobiet z rakiem piersi umiera, i to najczęściej są to kobiety w pełni sił, które mogłyby mieć przed sobą wiele jeszcze lat życia. 

 

Choć edukacja zdrowotna społeczeństwa w Polsce jest na coraz to wyższym poziomie, umieralność wśród kobiet niestety z roku na rok wzrasta. Dlaczego tak się dzieje? Pewnie dlatego, że Polki z różnych powodów ciągle zbyt rzadko badają się ginekologicznie. Dla nich ważniejsza jest rodzina, prace domowe, kariera zawodowa, a zdrowie gdzieś tam na końcu. Na dbanie o zdrowie szkoda im czasu. Nie myślą, nie chcą wiedzieć, że nie robiąc badań ginekologicznych wiele tracą. Innym czynnikiem hamującym niektóre kobiety przed wizytą u ginekologa jest lęk przed chorobą nowotworową i kojarzenie jej tylko z jednym: z „wyrokiem śmierci”. Z drugiej zaś strony jest także duży odsetek kobiet, które mają zbyt niską wiedzę na temat profilaktyki i możliwości skutecznego leczenia raka. Są też niestety i takie kobiety, które po prostu całkowicie lekceważą swoje zdrowie i nie mają dobrych nawyków zdrowotnych.


Jakkolwiek nie patrząc na podejście Polek do badań ginekologicznych, jedno jest pewne, odwlekając wizytę u ginekologa, odbierają sobie szansę na pełne wyleczenie nowotworu. Zgłaszanie się u ginekologa dopiero wtedy, kiedy odczuwają już jakieś objawy choroby, okazuje się być najczęściej już zbyt późne. W wielu przypadkach choroba nowotworowa jest już na tyle zaawansowana, że mimo dużej wiedzy lekarzy i kosztownych procedur medycznych nie udaje się już chorej uratować. Skazana jest na śmierć.


W Niemczech, gdzie obecnie mieszkam, jeśli kobieta trzykrotnie nie stawi się na badanie cytologiczne, musi płacić za leczenie raka szyjki macicy - jeśli na niego zachoruje. Podobnie jest z mammografią. Co 2 lata kobiety dostają zaproszenie na badania piersi tą metodą i muszą się na nie zgłosić. Widać, że taka forma „zdyscyplinowania” działa, bo gabinety ginekologiczne stale są „oblegane” przez kobiety, a śmiertelność na raka piersi i szyjki macicy - w stosunku do zachorowań - jest z roku na rok coraz mniejsza.


Medycyna na świecie w ostatnich latach zrobiła ogromne postępy. Onkologia także. Obecnie wielu chorych na raka można wyleczyć. Pod jednym wszak warunkiem: że zostanie on wcześnie wykryty i od początku będzie właściwie leczony.

 

 

 



    Kobiety, ruszcie swoje pupy… i jazda do ginekologa! Ginekolog nie gryzie. Spokojnie można usiąść naprzeciw niego i swobodnie porozmawiać, a potem poddać się badaniu, które jest przecież bezbolesne. Wstydzić się nie ma czego. Jeśli się pozytywnie nastawimy do wizyty u ginekologa, to i wstydzić się nie będziemy… ba, nasza wizyta może się okazać nawet zabawna. Pisałam o tym na swoim blogu. (<kliknij)


Kobiety, zapamiętajmy więc te dwa ważne dla naszego życia słowa: cytologia i mammografia. I to, że jeśli się pozytywnie nastawimy do badań ginekologicznych, to i czas się znajdzie na wizytę u ginekologa, i możliwości.

 

 



komentarze (55) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ZWIERZAKI Z MOJEGO SĄSIEDZTWA

sobota, 21 stycznia 2012 9:08

 

 

 

Zwierzaki

z mojego sąsiedztwa

 



 

 A kuku...! tu jestem!

 

 

 

    Tuż za moim miastem znajduje się prywatne mini ZOO. Często tam bywam. Zwłaszcza z Wnukami. Większość zwierzaków chodzi sobie swobodnie po całym terenie i wypatruje gości. Zwierzątka są bardzo miłe i spokojne. Lubią przymilać się do gości, dają się głaskać i przyjaźnie patrzą w oczy. Dokarmiać ich nie można. Co najwyżej, można dla nich zostawić przyniesione z domu jedzenie w specjalnie przygotowanej skrzyni.
    Zdjęcia, które załączam, zrobiłam podczas mojej tam bytności w grudniu. Śniegu nie było, więc można było sobie pochodzić wśród zwierząt i pobawić się z nimi. To bardzo miłe i bardzo radosne wrażenie.
   

 


Oto moje fotki…
Na niektórych z nich będzie widać wyraźnie, że zwierzęta

chodzą sobie wśród ludzi jakby nigdy nic.



(Fotki można obejrzeć w dużym formacie, klikając w każdą miniaturkę z osobna)

 



Kozy domowe i owce kameruńskie

 

          

 

 

          

 

 

 

Mini świnie

 

               

 

 

                 

 

 

 

Krowy

 

           

 

 

           

 

 

 

 

Konie

 

          

 

 

                    

 

 

          

 

 

 

Króliczki i pies wartownik

 

           

 

 

 

Muszki 

 

 

 

Nie wiem czy te muszki należą do ZOO, ale pewnie tak, skoro na nas napadły tuż przy wyjściu.

 

 

 

 

 

******************************************



Impresja dnia

 

 

 

 

Miej serce dla zwierząt…
 one się odwzajemnią.

 

 

******************************************




komentarze (15) | zaloguj się, aby dodać komentarz

HU, HU, HA... ZIMA NIE JEST ZŁA!

niedziela, 15 stycznia 2012 17:49

 

 

 

Hu, hu, ha…
 zima nie jest zła!

 



    Kiedy się dzisiaj rano obudziłam, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Bo oto jaki obrazek przez okno zobaczyłam:




  

 

 

   Wyskoczyłam z łóżka i zerknęłam przez okno. Bielusieńko. Śnieg leżał dookoła.

 


  

 




   Potem pobiegłam do drugiego pokoju, do swojego „biura” i zaglądnęłam przez drzwi do ogrodu. Pięknie, biało także.



  

 

 

 

   Ucieszyłam się bardzo na taki widok. Od razu sobie pomyślałam, że w tak cudowną, zimową pogodę nie ma co w domu siedzieć. Trzeba mi na dwór pędzić, i to jak najszybciej. Póki śnieg leży na dworze, póki się utrzymuje. Szybko zjadłam śniadanie i wyszłam z domu na ulicę. A tam, także śniegu pełno.


 

 

 

 

   Odśnieżali wszyscy… kto tylko mógł, i czym tylko mógł.



  

 

 

 

    Ja także odśnieżyłam wokół mojego domu… i nie ruszając nawet auta,
czym prędzej pognałam do lasu.



  

 

 


   A w lesie, istne królestwo zimowe. Byłam nim zachwycona, i nie mogłam przestać je uwieczniać. Fotek zrobiłam całą masę. Oto niektóre z nich:



(Fotki można obejrzeć w dużym formacie, klikając w każdą miniaturkę z osobna)

 

 

          

 

 

                  

 

 

           

 

 

            

 

 

           

 

 

           

 

 

 

 

 

******************************************


Impresja dnia

 

 

 

 

Natura swoje,

a człowiek swoje...

 

 

 

******************************************

 



komentarze (17) | zaloguj się, aby dodać komentarz

SKOMASOWANY ATAK HAKERÓW

środa, 11 stycznia 2012 18:58

 

 

 

Skomasowany atak

hakerów

 

 

    Kilka tygodni temu, gdzieś tak w połowie grudnia, przeżyłam atak hakerów. Tzn. mój komputer został przez hakerów zaatakowany, a ja ten atak przeżywałam. A przeżywałam ciężko. Przyznaję szczerze. Myślałam, że z twardego dysku wszystkie swoje pliki straciłam bezpowrotnie. Wprawdzie mam kilka zapasowych kopii dysku, i nowe, ważne dla mnie pliki z komputera staram się kopiować. Tylko że jakoś mniej więcej od pół roku nie kopiowałam. Dlaczego? A nawet niech mnie nikt nie pyta… Z czystego lenistwa, kurcze pieczone! A tam moja nowa powieść, którą zaczęłam jakieś 3 m-ce temu. No myślałam, że mnie szlag jaśnisty trafi! Z drugiej zaś strony, pomijając już moje lenistwo, byłam pewna, że gdyby (co nie daj Bóg) komputer mi „padł”, to moje kochane Synczysko odzyska wszystkie moje pliki z zepsutego komputera. Już tak raz było. O hakerach i wirusach jakoś nigdy nie myślałam. Byłam pewna, że skoro mam zainstalowany antywirusowy program, to taki jeden z drugim czort-haker może mi na kant skoczyć ze swoimi wirusami. No i niestety, nie tylko że skoczył, ale co gorsza, zainfekował mi komputer takim „robactwem” że w ciągu dosłownie 2-3 minut straciłam wszystkie pliki… i komputer zamilkł na amen, a na monitorze pokazał mi się tylko ten oto obrazek:
 

 

 

 
Uwieczniłam go sobie na pamiątkę…
wymazałam tylko mój IP.

 

 

    Treść jest po niemiecku. A wynika z niej, mówiąc oględnie, że mój komputer został zablokowany ponieważ z niego (moje IP widniało jak byk) bezprawnie ściągano z netu jakieś utwory muzyczne. Podany jest także paragraf na takich niby co ja, „kradnących” oraz pouczenie, że mój komputer zostanie odblokowany jak zapłacę za ten karalny czyn karę w wysokości 50,- €.
    - O żesz ty, jeden z drugim…! - wrzasnęłam wtedy sama do siebie. - Ja ci zapłacę, poczekaj no ty „skurczybyku”!
    Wrzasnęłam, i zdębiałam. O co tu chodzi? - zastanawiałam się. Przecież ja nigdy nie kradłam ani nie kradnę z netu żadnej muzyki. Wnet zrozumiałam, że to robota jakiegoś wstrętnego hakera. Zadzwoniłam natychmiast do Syna i on mi kazał wyłączyć komputer i nic przy nim nie grzebać.
    To była niedziela wieczór. Obraz z monitora nie znikał. Zniknął dopiero w poniedziałek rano. Pewnie wstrętny haker go usunął z obawy przed namierzeniem przez policję.

    Od kiedy mam komputer jeszcze mi się nigdy coś takiego nie przytrafiło. A mam już ładnych parę lat, i to 3 z kolei. No niby wiem, że w Internecie czyha niebezpieczeństwo ze strony hakerów, ale zawsze myślałam (jak się okazało - naiwnie), że taki tam nieborak, domowy użytkownik sieci nie będzie celem skomasowanych ataków hakerów. Bo i po co?!
    Tamtej feralnej niedzieli przekonałam się, że było po co. Na drugi dzień jakiś łaskawca z mojego serwisu poczty elektronicznej poinformował mnie, że aż nadto - było po co. Wiadomość od niego otrzymałam oczywiście drogą telefoniczną… No bo chyba nie mailową, skoro mój komputer stał się bezużytecznym meblem, na którym mogłam sobie co najwyżej książkę, albo jakiś kwiatek w doniczce postawić. Pracownik serwisu powiedział mi, że od dłuższego już czasu jakiś „cham zbolały”, że się tak dosadnie wyrażę, używa mojego adresu mailowego i rozsyła spam po całym świecie.  
    Okazało się, że była to skomasowana akcja hakerów. W naszym mieście padło wiele komputerów. Nawet trzem kumplom mojego Syna przytrafiło się to samo. Mojemu sąsiadowi także. Gdy go spotkałam na ulicy powiedział mi, że to z pewnością robota Ruskich. Uśmiałam się z niego… ale wiem, że tu „Ruskich” najczęściej o niecne czyny posądzają.

    Mój Syn, który niemalże wszystko potrafi zrobić i naprawić, i który nie bez kozery od dziecka zwany jest w naszej rodzinie: - Pomysłowym Dobromirem, dwa wieczory walczył z moim komputerem, i ku mojej ogromnej radości, wyleczył go ze wszelkich wirusów, a także wszystkie moje pliki, i na nowo, czyściutkie już, zapisał na mój kochany i jakże bogaty w ważne rzeczy - twardy dysk.

 

 



Mina Syna wskazuje na to, że będzie dobrze… i było!
Ha, i nadal jest.
Dziękuję Ci mój kochany Syneczku!







******************************************



Impresja dnia

 



 


Pomysłowego Dobromira w rodzinie
życzę każdej kobiecie!

 


 ******************************************




komentarze (16) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  806 409  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 806409
Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2894 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to