Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 255 059 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


HEJ, NA NARTY!

sobota, 29 stycznia 2011 20:12

 

 

 

Hej, na narty!

 

 

Piękna pogoda jest dziś na dworze.

Trudno więc nie być w dobrym humorze,

Śniegiem prószyło przez całą noc...

Białego puchu na dworze moc.

 

Hej, na narty... hejże-ha!

Póki piękna pogoda trwa!

 

  

 

Kto kocha zimę, ten już wie,

Co dziś będzie robił... i gdzie.

I my kochamy zimowe uroki,

Zwłaszcza narciarskie, bielusieńkie stoki.

 

Szus na nartach... hejże-ha!

Póki piękna pogoda trwa!


 

 

    Nic a nic nie przesadziłam z tą dzisiejszą, piękną pogodą. Od rana było błękitne niebo i słoneczko świeciło aż miło. Było mroźno, to fakt, ale to i dobrze, bo śnieg kupy się przynajmniej trzymał. A jak jest taka właśnie pogoda, moje dzieci z dzieciaczkami wiedzą, co robić będą... i gdzie. Dziś już z samego rana ruszyły na najbliższy w naszym mieście stok narciarski. A ja po chwili za nimi.

    W nocy tyle śniegu napadało, że stok narciarski w ogóle nie trzeba było armatkami śnieżnymi naśnieżać. I chociaż słoneczka na nim jeszcze nie było, bo góry zasłaniały, to i tak czuło się jego dobroczynne działanie. Och, jak pięknie było na stoku!

    Pojechałam za dziećmi niestety nie po to, żeby sobie poszusować na nartach, a jedynie po to, aby podziwiać moją szusującą rodzinkę. Bo ja, przykra sprawa, ale tego akurat sportu „nie liznęłam”. Tak jakoś wyszło. No cóż, jam człowiek z polskich nizin, i jedyne co, to w Polsce na biegowych nartach trochę jeździłam. Na nartach zjazdowych, niestety nie miałam okazji... Chociaż nie, pardon, raz miałam okazję... hihihi...! ale jaką?! Było to jakieś 25 lat temu, jeszcze w Polsce. Pamiętam, że byłam wtedy z moimi małymi dziećmi na odwiedzinach u mojej starszej siostrzyczki, która mieszka koło Cieszyna. W tym dniu wrócił jej 13-letni syn z narciarskiego obozu z Wisły. Bardzo mi się podobał jego sprzęt narciarski. Wyraziłam swój żal, że tak bardzo mi się szusowanie na nartach podoba, a niestety nigdy nie miałam ku temu okazji. A mój siostrzeniec na to:

    - To jaki problem okazję stworzyć? U nas za domem jest wysoka skarpa. Może ciocia tam właśnie spróbować. Ja sam na niej zaczynałem swoją przygodę z nartami.

    - No wiesz synu, chcesz by ciocia się zabiła?! - moja siostra na to.

    - E tam... zaraz zabiła - na to ja ze śmiechem. - W razie czego, w razie jakiegoś zagrożenia, wyhamuję pupą. Stary sportowiec ze mnie, nie? Technikę jazdy znam, wprawdzie tylko teoretycznie, ale to zawsze coś... a praktycznie, się okaże.

    Po czym pokazałam siostrzeńcowi co z techniki wiem, a on mi dał jeszcze kilka wskazówekod od siebie... i wcisnął mi na nogi swoje buty narciarskie. No i wszyscy, jak jeden mąż, poszliśmy na skarpę. Dobrze, że nie było daleko, bo w tych buciorach śmiesznie mi się szło. Na szczycie skarpy siostrzeniec przypiął mi narty... i ruszyłam w dół. Bez lęku. A co?! O stchórzeniu mowy i tak być nie mogło. Jakżebym przed dziećmi wyglądała? Ze zjazdu na nartach pamiętam tylko głośny śmiech. Wszyscy się śmiali, i ja też. Ze śmiechem zjechałam w dół i zatrzymałam się dopiero pod nogami grupki dzieci ciągnących sanki. A zatrzymałam się oczywiście po ostrym hamowaniu swoją szanowną pupiną. Trochę bolało, ale co tam, ważne że radości mieliśmy wszyscy co niemiara. No i to właśnie była cała moja przygoda z nartami zjazdowymi. Szkoda!

    Moje dzieci za to szybko się nauczyły sztuki narciarskiej (Syn zaczął od snowboardu), już tutaj, w Niemczech. Tu mieszkamy w górach. Teraz i wszystkie moje wnuczki szusują. I to jak. Aż się dzisiaj  popłakałam, widząc mojego najmłodszego 5-cio letniego Wnuczka, który po 2 dniach kursu narciarskiego zasuwał po stoku jak stary, bez żadnego lęku. Oto on.

 

 

 

Prawda, że ma idealną postawę narciarza?  

    

  

 

A jaki przy tym szczęśliwy! Kiedy zjeżdżając, zobaczył mnie u podnóża stoku, z daleka już wołał do mnie: - Babciu, ja jeżdżę na nartach, widzisz?!!!

 

 

 

Tu Wnuczek jeszcze w grupie „kursantów” z panem Instruktorem narciarstwa


 

Chwila teorii... i w międzyczasie, pan Instruktor poczęstował dzieciaczki czekoladkami. Mój Wnuczek jest najmłodszy w grupie, ale swoimi umiejętnościami jazdy nic a nic nie odstaje od grupy. Wręcz przeciwnie.

 

 

 

 

Wnuczek zasuwa pod górę wyciągiem linowym... 

 

 

Ale potem, po skończonym 2 godz. kursie, już prywatnie, na górę jechał wyciągiem orczykowym, który znajduje się po prawej stronie stoku. Zdjątka mu tam nie zrobiłam, bo postronnym, bez karty, nie można było się tam dostać.

 

 

 

Moja Córka akurat szusuje...

 

 

To ta pierwsza, w niebieskich spodniach

 

 

 

Jest już na dole... i woła:

 

 

- Halo, Mama, chcesz spróbować?!

- Wolne żarty! - odpowiedziałam, parskając śmiechem,

i po chwili dodałam: - Już ja lepiej zostanę na dole, w roli rodzinnego fotoreportera.

 


 

Moja 8-letnia Wnuczka zjechała zaraz za swoją Mamą


 

Ta to szusuje już... jak stara narciarka

 

 

 

 

 

A to fotki sprzed 4 lat. Widać na nich jak się moje Wnuczki w sztuce narciarskiej zaprawiały


     

 

Mój Zięć i 4-letnia wtedy Wnuczka oraz moja Synowa i 3-letnia wtedy Wnuczka


Mój Zięć i Synowa na nartach jeżdżą przepięknie. Nic dziwnego, oboje się w górach urodzili i jeżdżą na nartach od najmłodszych lat.

 

 

 

 

Mój najstarszy Wnuczek, wtedy 6-letni, szusował już wówczas jak wytrawny narciarz


 

Właśnie chwycił orczyk, umieścił go gdzie trzeba, czyli pod pupą... i jazda wyciągiem na szczyt stoku

 

 


A oto i mój Syn - snowboardzista

 

Moja natura... Mój prezent urodzinowo-imieninowy... Mój Syn


Obie fotki zrobiona są w Alpach Francuskich (są już w mojej galerii)


No jak? To jest natura, co? I to podwójna... bo i moja.

 

Dla mojego Syna nasze okoliczne stoki narciarskie to „pikuś”. Jeździ więc, albo w Alpy Francuskie, albo Austryjackie.


Piękne widoki, nieprawdaż?

 




komentarze (33) | zaloguj się, aby dodać komentarz

ZIMA NIE JEST ZŁA

niedziela, 23 stycznia 2011 10:30

Zima

nie jest zła

 

  

 

 

Hu-hu-ha! Zima ciągle trwa!

My się zimy nie boimy,

My się zimą wciąż bawimy...

Niechaj zima ta - jak najdłużej trwa!

 

 

Hu-hu-ha! Zima nie jest zła!

Choć nas szczypie w nosy, w uszy,

Choć nam śniegiem w oczy prószy...

Niechaj zima ta - jak najdłużej trwa!

 

 

Hu-hu-ha! Zima - nigdy - nie jest zła!

Radości przecież nie szczędzi nikomu,

Wystarczy do niej wyjść tylko z domu,

I...? Niechaj zima ta - jak najdłużej trwa!

 

 



komentarze (0) | zaloguj się, aby dodać komentarz

TRAN DOBRY NA WSZYSTKO

niedziela, 23 stycznia 2011 9:43

 ===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

---------------------------------------------------------

ZAPRASZAM

na mój drugi blog:

http://PhotoHalszka.bloog.pl/

---------------------------------------------------------

 

 

 

Tran

dobry na wszystko

 

 

    W poniższym wpisie pisałam o czosnku (<kliknij) i jego dobroczynnym działaniu na organizm ludzki. Dzisiaj napiszę o innym, bardzo ważnym suplemencie mojej codziennej diety. Jest nim tran. Równie dobroczynny.

    Tran, wielu z nas, kojarzy się z pewnością z przykrym doświadczeniem przedszkolnym, kiedy to ustawieni w szeregu, z rozdziawionymi buziami, po kolei musieliśmy go łykać, podawany dużą łychą przez panią przedszkolankę. Fuj, to było straszliwe obrzydlistwo! Ale to było w dzieciństwie. Teraz, kiedy jesteśmy dorośli, do tranu podchodzimy z pewnością inaczej. Rozsądniej. No, przynajmniej ja tak podchodzę. Bo też od wielu, wielu lat, jestem wręcz fanką tranu, i łykam go codziennie. Z tym, że w kapsułkach, nie z butelki. Z tranem w butelce, też mam przykre doświadczenia, i to już z dużo późniejszego okresu, bo z młodości, kiedy to całą butelkę tranu wypiłam na eks. Pisałam o tym pod koniec mojego wspomnienia pt. "Kanonier z przypadku" (<kliknij - jeśli masz ochotę dowiedzieć się, co mnie skłoniło do tak desperackiego kroku, piszę o tym pod koniec moich wspomnień - "kanoniera"). Pomna więc swojego przykrego doświadczenia, od kiedy jestem dorosła, tran kupuję jedynie w kapsułkach. 

    Cóż to więc takiego, ten tran, że tyle dobrego się o nim pisze? Z pewnością każdy wie, że to ciekły tłuszcz o charakterystycznej woni i smaku, otrzymywany ze świeżej wątroby ryb z rodziny dorszowatych, halibutów lub rekinów. Przed wiekami, głównym źródłem, z którego pozyskiwano tran, były wieloryby.

 

 

 

 

 

    Substancjami czynnymi tranu są: witaminy A, D, wielonienasycone kwasy tłuszczowe z grupy omega-3 oraz brom i jod.

    Tran od XVIII wieku stosowany był jako jedyne lekarstwo na krzywicę. Według obiegowych opinii ówczesnych lekarzy, tran wzmacniał także kości i zęby, przyspieszał ich wzrost, oraz poprawiał wzrok i apetyt. Ale dopiero na początku XX wieku lekarze potwierdzili i udowodnili właściwości lecznicze tranu. Od tej pory, tran, stał się bardzo cenionym, naturalnym lekiem.

    Szczególnie wysokie zapotrzebowanie na tran ze wzg1ędu na źródło witamin A i D ujawniło się po drugiej wojnie światowej, ze względu na powszechny niedobór tychże witamin w tamtym czasie. Jak już wspominałam, w latach 60 i 70 poprzedniego wieku, tran, ze względu na swoje właściwości, podawany był w ramach profilaktyki zdrowotnej dzieciom w przedszkolach. Niestety w późniejszym okresie tran przestał być popularny, ponieważ jego płynna niesmaczna i nieprzyjemnie pachnąca forma nie wytrzymała konkurencji wprowadzonych na rynek syntetycznych witamin A i D. Dopiero wyniki badań duńskich naukowców w latach 70, wskazywały na istotną rolę kwasów tłuszczowych typu omega-3 w prewencji chorób układu naczyniowo-krwionośnego oraz wzmocnieniu systemu odpornościowego organizmu. Naukowcy udowodnili także, że tran dodatnio wpływa na zdrowie oczu i skóry, łagodzi objawy astmy i łuszczycy, zapobiega stanom zapalnym. Obniża również poziom cholesterolu.

 

    Tran jest szczególnie wskazany w czasie wytężonej pracy umysłowej, i fizycznej. Ma doskonały wpływ na polepszenie koncentracji. Kiedyś czytałam, że w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii a także w Polsce, na grupie dzieci ze szkół podstawowych zostały przeprowadzono bardzo ciekawe badania. Otóż podawano dzieciom codziennie dawkę tranu i badano jego wpływ na poprawę koncentracji i uwagi. Badanie zakończyło się powodzeniem, a zadowalające wyniki udowodniły ogromny wpływ nienasyconych kwasów tłuszczowych zawartych w tranach rybich na rozwój, koncentrację i skupienie uwagi u dzieci. Efekty były widoczne, a w podsumowaniu badania, autorzy pisali miedzy innymi o poprawie logicznego myślenia, zapamiętywania, koncentracji, uwagi, zmniejszeniu nadpobudliwości psychoruchowej u niektórych badanych.

 

    Wyodrębnione z tranu wielonienasycone kwasy tłuszczowe z rodziny omega-3, przede wszystkim kwas alfa-linolenowy i jego pochodne, przeciwdziałają chorobie wieńcowej, zmniejszają stężenie trójglicerydów we krwi, obniżają jej krzepliwość, zapobiegają tworzeniu się zakrzepów i zmniejszają ryzyko choroby niedokrwiennej serca i miażdżycy. Te zalety przemawiają za przyjmowaniem kapsułek z tranem m.in. przez kobiety w ciąży. Tran pomaga także uregulować nadciśnienie krwi oraz zmniejszyć reumatyczne bóle stawów i artretyzm.

    Potwierdzono również, że tran pomaga chorym z reumatoidalnym zapaleniem stawów. Łagodzi ból i spowalnia proces niszczenia chrząstki stawowej. W starszym wieku zapobiega osteoporozie. Zapobiega chorobom wzroku i skóry. Powoduje także zwiększoną odporność na nowotwory.

    Ważne dla kobiet: tran działa wspomagająco podczas odchudzania, a w okresie menopauzy - łagodzi jej skutki.

 

     Mając na uwadze niezaprzeczalne dobrodziejstwo tranu, gorąco go polecam każdemu. Jeśliby jednak ktoś nadal miał opory przed zażywaniem tranu ze względu na jego smak i zapach... hihihi...! bo co tu ukrywać, czasami po zażyciu kapsułki potrafi się tranem odbić, to informuję, że jest już i na to sposób. Producenci już o to zadbali, i w celu maskowania smaku i zapachu, dodają do tranu sztuczne aromaty, np. cytrynowy, czy też pomarańczowy.

 

 

No to na zdrówko... Prost!

 

  

 

...prosto z buteleczki, albo z kapsułeczki

 

 

Tylko proszę nie przedawkować, tak jak mi się to zdarzyło w młodości (o czym wspominałam wyżej), bo też tran zawiera witaminy rozpuszczalne w tłuszczach, a więc kumulujące się w organizmie.

Nie należy więc stosować tranu ponad zalecaną dzienną normę by nie doszło do hiperwitaminozy i związanych z tym działań ubocznych... A te działania uboczne są okropne! Do dziś je pamiętam...:-o Fuuuj! Tranowa Halszka

 



komentarze (69) | zaloguj się, aby dodać komentarz

KOMUNISTYCZNY POCHÓD 1-MAJOWY

wtorek, 18 stycznia 2011 18:14

 

Komunistyczny

pochód 1-majowy

(fragment z mojej autobiografii)

 

 

 

    Czas szybko mija. Już jest piękna wiosna. Przedostatnia wiosna w średniej szkole. Przedostatnia klasa. Za rok matura… Ojejku, co to będzie?!... Póki co, jest 1 maja i nasza szkoła formuje szeregi przed pochodem. Ja, jako sportowiec, co roku maszerowałam w stroju sportowym wraz ze sportowcami Klubu Sportowego, ale tego roku, kazano mi maszerować w mundurku harcerskim. Pani dyrektor zapewne chciała się pochwalić przed elitą naszego miasta prężnym harcerstwem w jej szkole, bo też wiele dziewczyn ubrała w mundurki harcerskie. Dzisiaj, to aż mnie śmieszy ten mój mundurek harcerski, bo jakoś niewiele mogę sobie przypomnieć ze swojej działalności harcerskiej. W tej formacji nic wielkiego się nie działo. Może tylko w wąskim gronie. Szerszego grona nikt nie zapalał do działania w ramach ZHP. Bo i po co, wszak zbyt dużo osób byłoby wtedy do podziału profitów. Tak że o konkretnej działalności ZHP w naszej szkole, jako o ruchu przyciągającym młodych ludzi w swe patriotyczne szeregi, niewiele mogę powiedzieć. Szkoda, bo w sumie harcerstwo bardzo sobie ceniłam i w podstawówce lubiłam być harcerką. I byłam, i to nawet bardzo zaangażowaną. Oto dowód.

 

 

 

Halszka w poczcie sztandarowym przed nadaniem szkolnej drużynie ZHP sztandaru przez władze miasta

 

 

    No cóż, musiałam się pogodzić, iż w średniej szkole harcerstwo nie będzie dla mnie. Bo na pół gwizdka nie robię niczego. A czymże harcerstwo było u nas? Ot, zwykłą pro formą! Typową dla naszej szkoły. Podobnie było w innych dziedzinach. Byle pokazać, że szkoła jest na topie. Och, jak ja nie cierpię obłudy!

 

 

 

Na obydwu fotkach - ta najjaśniejsza łepetynka - to Halszka

 

 

Na zdjęciu widać, że doszły do nas, harcerek, też i nasze sławne dziewczyny. Zespół wokalny Arabeski. Pani dyrektor koniecznie musiała się pochwalić przed światem utalentowanymi uczennicami, które już nawet parokrotnie w telewizji śpiewały. Specjalnie w tym celu kazała im uszyć wspaniałe białe kostiumiki. Muszę przyznać, iż bardzo ładnie się w nich prezentowały. I tak powinno być. Zasłużyły sobie na nie... i tyle. I tylko tyle! Ale nie, nie dla naszej pani dyrektor, znanej z wielkiej próżności. Dla niej, to stanowczo było za mało. Chciała więcej. Wiadomo, ludzie próżni mają swój specjalny kodeks postępowania, i to, co dobre, czym mogą się pochwalić, musi być bardziej widoczne. No ażeby mogło być bardziej widoczne, muszą to koniecznie rozdmuchać do większych rozmiarów. I proszę bardzo, jak widać na załączonym obrazku, nasza pani dyrektor była aż do przesady próżna. Dlaczego? Ano dlatego, bo zdrowo w tym względzie przesadziła. Otóż nasza pani dyrektor, by móc się pochełpić przed innymi, a tym samym choć trochę zaspokoić swoją próżność, ubrała w starsze stroje Arabesek nawet i inne dziewczyny. Arabeski nie były z tego zadowolone. Wręcz przeciwnie. A mi się śmiać chciało. Bo przecież znałam wszystkie te a`la Arabeski i wiedziałam, że są to same beztalencia muzyczne. Ba, chyba nawet słoń im na ucho nadepnął, bo nawet do chóru szkolnego nie należały. Wiem, gdyż przez jakiś czas śpiewałam w chórze i pamiętam, że profesor od muzyki, niektóre z nich nawet do zwykłego chóru nie chciał przyjąć. No ale cóż, ważne, że w sukienkach Arabesek w miarę dobrze się prezentowały, a tym samym, znacznie powiększyły pochód muzycznych talentów szkoły. I nie obłuda?

 

 

 

Wreszcie zakończenie tej parady absurdu i obłudy, czyli pochodu 1-majowego. Rozchodzimy się jak zwykle na Placu Długosza… i jesteśmy nareszcie wolni. Zanim się jednak rozeszliśmy do własnych przyjemności, przyszło mi na myśl, aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z naszą klasową Arabeską, Helą. Raz, że bardzo Helę lubiłam (znałam ją od dzieciństwa), i bardzo mi się podobała w tym białym kostiumiku, a drugi raz, że się koniecznie chciałam uwiecznić w mundurku harcerskim. No co? Przecież wspominałam, że mam sentyment do harcerstwa.

 



komentarze (44) | zaloguj się, aby dodać komentarz

CZOSNEK - NA UŚMIECH

piątek, 14 stycznia 2011 10:08

 ===========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

---------------------------------------------------------

ZAPRASZAM

na mój drugi blog:

http://PhotoHalszka.bloog.pl/

---------------------------------------------------------

 

 

 

Czosnek - na uśmiech

 

 

 

    Mówi się, że osoby jedzące czosnek, są osobami o pogodnym usposobieniu, i że na twarzach mają przyklejony uśmiech. Myślę, iż wiele w tym prawdy. Sama jestem fanką czosnku i należę do osób uśmiechniętych. Czosnek uwielbiam jako dodatek do potraw, ale spożywam go przede wszystkim jako lek. Lek na wszystko. I to już od wielu, wielu lat, tj. od kiedy doczytałam się w jakimś magazynie medycznym, że zjedzenie ząbka czosnku dziennie, trzymać mnie będzie z dala od lekarzy. A że ja nie cierpię latać po lekarzach, dlatego też ochoczo, zabrałam się za wprowadzanie kuracji czosnkowej w swoje życie. Od tej też pory, codziennie (no, prawie codziennie) przed spaniem i przed umyciem zębów, zjadam ząbek czosnku. Sam, bez niczego. Oczywiście i bez łupki. Przegryzam go w ustach i żuję jak najdłużej, po czym powoli połykam. Trochę piecze, ale co tam. Czego nie robi się dla zdrowia. Na początku mojej kuracji piekło jak diabli. I to nie tylko w ustach i w przełyku, lecz też i w żołądku. Nie przejmowałam się tym jednak, gdyż po wcześniejszym przestudiowaniu przebiegu kuracji czosnkowej, wiedziałam, że to normalne, ponieważ sok czosnku „zabijając” bakterie chorobotwórcze wchłania się w pojawiające się ranki, gdzie gnieździły się pasożyty. Na początku też, po połknięciu czosnku, odczuwam niekiedy wzmożone bicie serca, ale wiedząc o tym, że to naturalna reakcja, wręcz uzdrawiająca, znosiłam i te niewygody. Naczynia krwionośne w taki właśnie sposób regenerują się i oczyszczają, Jeszcze jedną niewygodą na początku był niezbyt przyjemny smak w ustach rano, po przebudzeniu się, ale po umyciu zębów znikał. Teraz, po tylu latach, nie odczuwam już żadnego nieprzyjemnego smaku w ustach. Zapachu z ust, też nie. Hihihi...! sprawdzałam to na swoich dzieciach, chuchając im w nos. Nic nie czują. Już nie. Mój organizm do czosnku zdążył się już przyzwyczaić. Ale są też na to bardzo proste sposoby, by czosnkowy zapach z ust zniwelować. Napiszę o nich poniżej.   

 

    Pamiętam, że już od dziecka lubiłam zapach czosnku i dużo go jadłam. Zwłaszcza świeży. Uwielbiałam tosty z masłem pocierane od spodu ząbkiem czosnku... Mniam, pycha! Niekiedy i dziś takie tościki sobie robię.

    Jestem pewna, że to dzięki kuracji czosnkowej, mało kiedy jestem chora. Grypa nie łapie mnie wcale. W zeszłym roku, kiedy mój Wnuczek „przytargał” z przedszkola wirusa A/H1N1, cały czas byłam przy nim i sama wcale się nie rozchorowałam. Od wielu też lat, kiedy na fotelu dentystycznym „dyspozycyjnie wyłożona” czekam na ocenę mojego osobistego uzębienia, najczęściej dowiaduję się od pana dentysty, że mam przyjść za rok, gdyż wszystkie moje ząbki nadal są zdrowe... Biedny pan dentysta, rzadko daję mu zarobić. Nie będę już wspominać o innym fotelu, i moim na nim „dyspozycyjnym wręcz rozwaleniu”, bo na nim, przez całe swoje dorosłe życie, dowiaduję się, iż wszystko jest okey i flora bakteryjna - jak się patrzy.

 

    Bo czosnek, Mili Państwo, jest rośliną  o wszechstronnym  działaniu. Jest skuteczną bronią przeciwko infekcjom bakteryjnym, wirusowym oraz pasożytniczym. Zmiażdżony, świeży czosnek wydziela substancję, tzw. alicin, która posiada, jak potwierdzają naukowcy, silniejsze działanie antybiotyczne niż nawet penicylina. Można więc czosnku z powodzeniem używać w leczeniu bólu gardła, przeziębień, gryp, infekcji oskrzeli i płuc, infekcji przewodu pokarmowego. Poprzez powodowanie pocenia się, czosnek pomaga w obniżaniu gorączki. Jest też skutecznym środkiem na niszczenie robaków w organizmie. Poprawia trawienie pokarmowe, pomaga w wydalaniu gazów, poprawia wchłanianie i przyswajanie pokarmów. Czosnek uważany jest również za cudowny środek w obniżaniu poziomu cukru we krwi u ludzi cierpiących na cukrzycę, ponieważ wzmaga produkcję insuliny wytwarzanej przez trzustkę.   

    Czosnek obniża też poziom cholesterolu we krwi. Ponadto redukuje ciśnienie krwi, a co za tym idzie, pomaga w zapobieganiu ataków serca i wylewów. Bo też czosnek ma zdolność otwierania naczyń krwionośnych, i tym samym,   zwiększa przepływ krwi do tkanek. Doskonale więc leczy choroby krążenia.  

    Ostatnie badania naukowe dowiodły, że czosnek działa jako skuteczny przeciwutleniacz, a jego siarkowe składniki posiadają właściwości przeciwrakowe. Jest również udowodnione, że czosnek chroni nasze ciało przed wpływami zanieczyszczenia środowiska i nikotyny.

    Związki czynne czosnku znoszą bóle głowy i ułatwiają zasypianie. Stosowany zewnętrznie może być pomocny w leczeniu trudno gojących się ran, ropni, czyraków

    Czosnek jest stosowany w różnych postaciach, jako świeży,  suszony, sproszkowany lub w postaci kapsułek. Trzeba jednak pamiętać o tym, że najbardziej aktywny jest świeży, świeżo rozdrobniony. Poddany obróbce termicznej traci swoje właściwości bakteriobójcze. Najlepiej profilaktycznie spożywać jeden ząbek czosnku dziennie. Świeży ząbki czosnku ściera się, kroi lub miażdży i spożywa z dodatkiem mleka, miodu lub cytryny. Można też zjadać w całości (jak ja to robię, przed spaniem i przed umyciem zębów). Piecze wtedy bardziej... Ale cóż znaczą te niewygody? Dla zdrowia warto pocierpieć. Jeśli zaś chodzi o nieprzyjemny zapach i smak w ustach, to jest na to dobra rada. Otóż jedno i drugie zanika zupełnie, jeśli pożuje się drobno posiekaną natkę pietruszki, albo skórkę z cytryny, czy też z pomarańczy. W tym celu można też zjeść jabłko lub wypić herbatę z cytryną i miodem.

 

    Dowiedziono również, że czosnek neutralizuje wprowadzony jad przez osę, pszczoły, komary, meszki, kleszcze, mrówki, a nawet skorpiony i żmije. Jest tylko jeden warunek, trzeba natychmiast na ukąszone miejsce przyłożyć miazgę z czosnku.

 

    Czosnek, to zarazem gatunek warzywa, przyprawa do potraw W kuchni stosowany jest do przyprawiania dań mięsnych, sosów i majonezów, zup ziołowych, sałat i różnych potraw z ziemniaków. Wspaniale harmonizuje z mocnymi ziołami i innymi przyprawami do słonych potraw.

 

    Historia czosnku sięga około 5 tysięcy lat wstecz. Czosnek pochodzi z Azji, skąd rozprzestrzeniony został jako roślina uprawna do Europy i północnej Afryki. Z czasem trafił na pozostałe kontynenty. Uprawiali go Rzymianie, Asyryjczycy, Egipcjanie, Grecy, Hebrajczycy i Arabowie. Już wtedy dowiedziono, jakie właściwości posiada.

 

    Myślę, że wielu Czytelników, po przeczytaniu o tych wszystkich dobrodziejstwach czosnku, w lot odgadnie, skąd ten uśmiech na twarzy człeka codziennie konsumującego czosnek. Ja sama jestem żywym przykładem czosnkowych dobrodziejstw, i czosnek na co dzień gorąco wszystkim polecam - ku zdrowotności i... uśmiechowi!    

 

    Jeśli ktoś nie lubi ostrego smaku czosnku, to może łykać olejowy wyciąg czosnku. Jedna kapsułka dziennie - wieczorem przed snem -  wystarczy.

    Przeciwwskazań do stosowania świeżego czosnku jest niewiele. Są to: ostre nieżyty żołądka i jelit, skłonność do niskiego ciśnienia krwi oraz okres karmienia piersią... To wszystko!

 

 

No to na zdrówko i uśmiech!

Czosnkowa Halszka

 



komentarze (43) | zaloguj się, aby dodać komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 29 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  806 547  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Halina Krüsch Czopowik

Facebook i Google

Wszystkie teksty oraz zdjęcia tutaj opublikowane są mojego autorstwa, stanowią moją własność i są prawnie chronione. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie. (Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dn. 4.02.1994 r., nr 24, poz. 83). Rozpowszechnianie materiałów z mojego bloga jest dozwolone wyłącznie za moją zgodą. Nadmieniam, że często ją daję, jak ktoś o nią prosi. 

O czym tutaj piszę?

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 25 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia w Polsce z życiem w Niemczech, i na odwrót. Konfrontacja, która potrafi czasami zadziwić, czasami zdenerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć.

Publikuję tu także swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka na wydanie.

 

5 - Bajkopisarka z pierwszym krytykiem i z postaciami z jej pierwszej baj ki.jpg

Bajkopisarka Halszka z pierwszym krytykiem i postaciami z jej bajki "Deszczowa przygoda". 

Zdjęcie z artykułu "Marzenie o bajkach" w Czasopiśmie "Samo Życie"

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 806547
Wpisy
  • liczba: 738
  • komentarze: 10335
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 2897 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to