Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 094 739 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


WYDAWNICTWO AMAZON WYDAŁO MOJĄ KSIĄŻKĘ

wtorek, 22 kwietnia 2014 8:29

Internetowe Wydawnictwo Książkowe „Amazon” wydało moją książkę

 

 

Schalone wakacje - Okładka.jpg

 

 

 

Uwaga, będę się chwalić… A co! Powód chyba mam, skoro Internetowe Wydawnictwo Książkowe „Amazon” wydało moją książkę. ;) Jest to powieść przygodowa dla młodzieży i dorosłych. Okładkę do książki wykonała moja Córka.

 

Oto LINK

 

 

A kiedy wejdzie się już na stronę Amazon, wystarczy kliknąć w okładkę mojej książki - pod: „Look inside” (ang. zajrzyj do środka), jeśli oczywiście masz ochotę przeczytać jej fragment.



komentarze (10) | dodaj komentarz

ŚWIĘTA WIELKANOCNE`2014

piątek, 18 kwietnia 2014 17:32

 

Święta

Wielkanocne`2014

 

 

 

3 życzenia wielkanocne.jpg

 

Niechaj te świąteczne dni będą dla Was

przepełnione radością i wiosennym

zapachem budzącej się do życia natury.

 

 

P3290021.JPG

 Dzieło mojej Wnuczki.

 

A Dzieciaki niechaj radość mają w poszukiwaniach za świątecznymi jajuszkami oraz prezentami schowanymi w bujnej trawie… Niekoniecznie przez Zajączka. ;)

Wielkanoc`12.jpg

I w ogóle, i w szczególe ;) niechaj miłość i radość zagości w domach Waszych… i nie tylko na okres świąt.

 

 

Więcej wesołych życzeń świątecznych znajdziesz na moim PhotoBlogu > link

 



komentarze (11) | dodaj komentarz

POKAZ GIMNASTYKI SPORTOWEJ NA WIOSENNYM FESTYNIE W ALBSTADT

wtorek, 15 kwietnia 2014 9:33

 

Pokaz gimnastyki sportowej

na Wiosennym Festynie w Albstadt

 

(zdjęcia z tej imprezy zamieściłam także na moim blogu fotograficznym)

 

 

1 P4060007.JPG

 

W ostatnią niedzielę w naszym mieście, jak co roku od 26 lat, odbył się Wiosenny Festyn (Frühlingsfest). Dzięki idealnej pogodzie zainteresowanie festynem było bardzo duże. Ludzie przybywali z każdej strony miasta niemalże hurmem. Organizatorzy festynu zawsze kładą ogromny nacisk, aby każdy festyn był wielką uroczystością rodzinną. Tak było i tym razem.

 

7 P4060013.JPG

 

Festyn odbywał się na dużej ulicy, Sigmaringer Straße, gdzie oprócz wielu atrakcji w salonach samochodowych związanych z prezentacją starych i nowych samochodów, można było także poćwiczyć na różnych sprzętach sportowych pod okiem trenerów. Można tam było nawet zbadać swój stan zdrowia w specjalnych punktach lekarskich. Dzieciaki zaś mogły się radośnie pobawić na różnych przyrządach do zabawy. Największą atrakcją były chyba dmuchane urządzenia rekreacyjne.

 

Na parkingach były rozstawione także specjalne stoły do gry w szachy. A wzdłuż ulicy ustawionych było wiele barów i straganów ze specjałami regionalnymi (i nie tylko), a także z ciuchami, biżuterią, sprzętem sportowym i z wieloma innymi różnościami.

 

Nie mam jednak specjalnie dobrych fotek z tych miejsc, gdyż jakoś głupio mi było pstrykać ludziom zdjęcia bez legitymacji dziennikarskiej PRESS na czole. ;) Zrobiłam tylko kilka - z ukrycia. Zdjęcia te zamieściłam na swoim blogu fotograficznym. Oto LINK.

 

Na festynie odbywały się też różne konkursy. Była muzyka na żywo. Koncerty miejscowych zespołów. Pokazy tańców. A przede wszystkim, pokaz gimnastyki sportowej w wykonaniu naszej miejscowej Grupy Gimnastycznej. Przede wszystkim - ale dla mnie, bo z całego festynu najbardziej chciałam zobaczyć właśnie ten pokaz. Nie tylko dlatego, że lubię sport, ale przede wszystkim dlatego, że brała w nim udział moja Wnuczka. 

 

Oto ta Grupa Gimnastyczna młodziutkich

i wysportowanych dziewczątek.

 

17 P4060068.JPG

 

Na AirTrack, długim jak pociąg, nasze młodziutkie gimnastyczki dały świetny pokaz swoich umiejętności. Aż dziw brał, że ta liczna grupa dziewczynek była tak wspaniale zgrana. Przy pięknej i porywającej muzyce pokazały co potrafią. A potrafią naprawdę wiele. Co rusz salto, rundak, fiflak, śruba i… sama już nie wiem co jeszcze, bo nie wszystkie fachowe nazwy znam. Mnie oczywiście nie raz i nie dwa łezki pociekły, kiedy patrzyłam na moją Wnusię. Byłam bardzo wzruszona. A i bardzo dumna. To moje kochane „piórko” śmigało w powietrzu niczym z katapulty wystrzelone. Też ćwiczyłam kiedyś gimnastykę sportową (lata świetlne temu ;-)), ale byłam wtedy nieco starsza, bo było to w średniej szkole. Nigdy jednak do takiej formy, jak moja Wnuczka, nie doszłam. 

 

Chłopaczki niosą AirTrack pod główną scenę. Gimnastyczki szykuję się do pokazu.

 

18 P4060073.jpg

 

Pokaz gimnastyki sportowej czas zacząć.

 

13 P4060045.JPG

 

 

14 P4060063.JPG

 

 

15 P4060066.JPG

 

 

16 P4060064.JPG

 

Przy podwójnym salcie trenerka asekurowała gimnastyczki. Niestety nie udało mi się zrobić lepszej fotki mojej Wnuczce… Hihihi! była za szybka, a może to mój aparat fotograficzny był zbyt powolny?… Matko, a może to już ja?! ;-)

 

19 P4060058.jpg

 

 

Oto i wspomniany króciutki FILMIK

z występu młodziutkich gimnastyczek.

(m.in. z efektownym, podwójnym saltem z rąk - w wykonaniu mojej Wnuczki)

 

 

Chcesz FILMIK oglądnąć - kliknij w powyższe zdjęcie.

 

 

 

==========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

---------------------------------------------------------

ZAPRASZAM

na mój drugi blog:

http://PhotoHalszka.bloog.pl/

 

Ostatnie 2 wpisy:

 

"Wiosenny Festyn (Frühlingsfest) w Albstadt"

 "Twarz czy maska... obie coś wyrażają"

        

14 P4060063.JPG     1 PB180020.JPG

 

(klikaj w miniaturki)

 

 ==========================================================

 

 



komentarze (13) | dodaj komentarz

JAK TO JEST STRACIĆ KONTROLĘ NAD WŁASNYM AUTEM

środa, 09 kwietnia 2014 19:53

 

Jak to jest stracić kontrolę

nad własnym autem…

 

(z cyklu: Pół żartem, pół serio)

 

 

Taxi Babcia Halszka.jpg

 

W każdym przypadku nie jest to miłe. Często bywa wręcz niebezpieczne. Ale w moim przypadku - szczęściem w nieszczęściu - było tylko niemiłe. A czy można pół żartem, pół serio stracić kontrolę nad autem? Myślę, że można, bo taki właśnie był mój przypadek. Moje własne auto zdrowo zażartowało sobie ze mnie, i z tego powodu, ja, jego wieloletnia „kierowczyni”, wystraszyłam się na serio. Ale tylko na chwilę, bo zaraz potem, poczułam ogromny wstyd, który wnet ustąpił miejsca wściekłości, by za moment się z nią wymieszać i z podwójną mocą na wskroś opanować całe moje jestestwo.  

 

Cóż więc takiego nawyczyniało moje auto? Już opowiadam. Otóż, parę dni temu, jak zwykle, wracaliśmy z Wnuczkiem ze szkoły do domu. Jechaliśmy sobie spokojnie przez całą naszą dzielnicę miasta i rozmawialiśmy wesoło. Kiedy już wjechaliśmy na moją ulicę, która prowadzi pod górkę i jest dość wąska, zobaczyłam, że przed nami na rowerze jedzie jakaś kobieta. Pedałuje z wielkim wysiłkiem, bo pod górkę jest przecież. Jadę ja za nią spokojnie, wyprzedzić nie mogę, gdyż po obu stronach stoją zaparkowane auta, aż tu nagle, rozlega się głośne trąbienie. Aż podskoczyłam wystraszona. Bo to moje auto zatrąbiło. Słyszałam wyraźnie. Z wrażenia krzyknęłam:

 

- A to co?!!! Czemu trąbisz, jak szalone?!

- Babciu, to ty trąbisz! - zawołał z tylnego siedzenia Wnuczek.

- Wiem, że to ja… a właściwie to moje auto, bo ja przecież nie naciskałam na klakson! - odpowiedziałam głośno, sprawdzając na wszelki wypadek, czy niechcący nie nacisnęłam jednak na klakson.

 

Kobieta, słysząc trąbienie, zaczęła jeszcze mocniej pedałować, ale widać było wyraźnie, że nie ma już więcej siły. Głupio mi się zrobiło. No ale co miałam zrobić? Jadę za nią powoli dalej. I nagle, ni stąd, ni zowąd, moje auto znów zatrąbiło. No myślałam, że mnie szlag trafi! Kobieta najwyraźniej też się już wkurzyła, bo odwróciła nieco głowę i zaczęła machać ręką, dość wymownie pokazując mi, co o mnie, kierowcy jadącego za nią auta, myśli. No to się wkurzyłam jeszcze bardziej. Żebym ją chociaż mogła wyprzedzić, to bym się zatrzymała i przeprosiła. Ale nie dało się, bo stojących aut po bokach ulicy było w tym dniu pełno. Żal mi się też tej kobiety zrobiło, bo widziałam, że już puchnie z wysiłku, a dalej pedałuje jak wściekła. Po kilkunastu sekundach moje auto znów zatrąbiło przeraźliwie. Jak na alarm! Na to kobieta znów odwróciła głowę, i o dziwo, zaczęła się śmiać. Pewnie pomyślała biedna, że w jadącym za nią autem musi siedzieć ktoś znajomy, bo obcy kierowca chyba by nie zachowywał się jak idiota i nie trąbiłby na rowerzystę, tym bardziej jadącego pod górkę.

 

Zanim dojechałam do swojego domu, auto jeszcze 2 razy zatrąbiło. Rany, jak mi było wstyd, i baaardzo żal tej babki. Jej spocona twarz, kiedy odwracała głowę w moim kierunku, aż połyskiwała w promieniach słońca.

Niestety, przeprosić jej za swoje szalone auto nie mogłam, bo zanim zaparkowałam je pod swoim domem i z niego wyskoczyłam, ona, pedałując nadal zawzięcie, już się zbyt oddaliła. A jechać za nią dalej - trąbiącym autem, byłoby idiotyzmem z mojej strony. Jeszcze by babka zawału serce z wysiłku dostała… I co wtedy?

 

Zbulwersowana, z równie zbulwersowanym Wnuczkiem, pognaliśmy do domu. Zaraz po obiedzie, zadzwoniłam do Syna, i z płonącym ciągle licem, opowiedziałam mu co się stało. Syn, słuchając, rechotał ubawiony. Umówiliśmy się, że pod wieczór przyjadę do niego, i on, moja kochana Złota Rączka, zrobi porządek z moim żartownisiem - autem.

 

Syn mieszka jakieś 300 m ode mnie, dwie ulice dalej. Kiedy tylko Córka odebrała Wnuczka, pojechałam do niego, zaklinając po drodze auto, aby się już nie wygłupiało i nie trąbiło. Kiedy już prawie dojeżdżałam do jego domu, i by być tam szybciej, specjalnie wjechałam nie od głównej ulicy, a od bocznej uliczki, bardzo wąskiej, bez chodników (przeznaczona tylko dla jej mieszkańców), patrzę, a jej środkiem, w tym samym kierunku, idzie jakiś chłopaczek. Wtedy, jak na złość, moje auto jak nie „ryknie”! Aż echo poszło po całej uliczce. Zaskoczony chłopaczek aż podskoczył. Odskoczył szybko na bok, i trzymając się blisko domów, szedł dalej. Nieborak pewnie dlatego tak się wystraszył, bo szedł zamyślony i nie spodziewał się tu żadnego auta. O swoich zaś odczuciach już nawet nie będę wspominać.

 

Kiedy zbliżyłam się do chłopca moje auto znowu w „ryk”. Na to chłopak zareagował bardzo gwałtownie i z przerażenia przykleił się do ściany budynku. Po krótkiej chwili przerażenie mu najwyraźniej minęło i wściekł się. A efekt tej jego wściekłości zobaczyłam w postaci środkowego palca prawej ręki skierowanego w moją stronę. Wtedy ja nie wytrzymałam i zaczęłam migać mu światłami. Chłopak na krótko zdębiał, ale już pochwali, kiedy już pewnie moją fizjonomię zza przedniej szyby zobaczył, raz jeszcze podniósł rękę do góry, ale tym razem całą - w ramach przeprosin, i z uśmiechem przyklejonym na ustach, skręcił w główną ulicę.

 

Ufff…! odsapnęłam i zatrzymałam się przed domem Syna. Zanim wysiadłam z auta, Syn stanął w progu swojego domu i ze śmiechem zawołał:

 

- A ty co tak trąbisz jak szalona, przecież głuchy nie jestem!

 

Wtedy i ja zaczęłam się śmiać. Poczułam się już bezpiecznie. Emocje puściły. A opowiadając mu swoje przeżycia na jego wąskiej uliczce, rechotałam już z nim na dobre.

 

Syn oczywiście zreperował co trzeba i tym samym wybawił mnie i moje auto od dalszej kompromitacji. Okazało się, że to w elektronice nastąpił jakiś feler i co chwilę dochodziło do styku kabelków, czy czegoś tam, i dlatego moje auto  - w tak prozaiczny sposób - meldowało o awarii. Aby do tego wniosku jednak dojść, Syn musiał rozebrać całą kierownicę. Air Back to ja nawet w rękach trzymałam. ;)

 

Jednak, tak na wszelki wypadek, zapamiętałam, że w razie jakby gdyby znów, to spod tablicy rozdzielczej 13 bezpiecznik od lewej muszę tylko wyciągnąć i autko od razu przestanie mnie kompromitować.

 

Dopiero wieczorem w domu, jak się już rozsiadłam wygodnie w fotelu, zorientowałam się, że był to dzień 1 kwietnia, czyli Prima Aprilis, wtedy zaśmiałam się głośno sama do siebie i pomyślałam:

 

- Dzieci tym razem zapomniały zrobić mi jakiegoś psikusa primaaprilisowego, to przynajmniej auto mi zrobiło… i to z mocnym akcentem.

 

Po chwili, kiedy poczłapałam do kuchni i otworzyłam lodówkę za czymś do jedzenia, doszłam do wniosku, że to jednak nie koniec primaaprilisowych psikusów w tym dniu. Ale o tym, obrazowo, na moim blogu fotograficznym.

 

 

Chcesz zobaczyć co to było, kliknij w zalinkowane zdjęcie.

 

 

1 P2280001.jpg

 

 

 

 ==========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

---------------------------------------------------------

ZAPRASZAM

na mój drugi blog:

http://PhotoHalszka.bloog.pl/

 

Ostatnie 2 wpisy:

 

"Rozwiązanie fotograficznej zgaduj-zgaduli""

 " Fotograficzna zgaduj-zgadula"

        

      Instalacja primaaprillisowa.jpg     P2280001.jpg

 

(klikaj w miniaturki)

 

 ==========================================================

 



komentarze (11) | dodaj komentarz

DWIE OJCZYZNY, DWA ZDANIA

poniedziałek, 07 kwietnia 2014 18:22

 

Dwie Ojczyzny, dwa zdania

 

niemcy-polska-flaga_07.jpg

Ostatnio miałam okazję z wieloma osobami dyskutować na temat sytuacji w Niemczech i w Polsce. I te nasze dyskusje przekonały mnie, iż wielu Polaków ciągle ma wrogi stosunek do Niemców i przede wszystkim bardzo wypaczony obraz obecnych Niemiec. Wielu, ambiwalentny.

 

Żyję w Niemczech już ćwierć wieku, i od jakiegoś już czasu, traktuję Niemcy jako swoją drugą Ojczyznę. Poprzednie ćwierć wieku + trochę…;-) przeżyłam w Polsce. Ale Polską, moją pierwszą Ojczyzną, nieustannie żywo się interesuję. Codziennie - tutaj - śledzę informacje o Polsce podawane przez mass media. Często w Polsce bywam. Jestem na bieżąco ze wszystkim, co w Polsce się dzieje. Mam już więc wyrobione zdanie na temat życia w obu Krajach, w obu moich Ojczyznach,

 

Nie ma we mnie, jak w wielu Polakach, żadnej zapieczonej nienawiści do Niemców. Ale żyjąc w Polsce, za komuny, chyba ją jednak miałam. Musiałam mieć. Jak wszyscy. Zwłaszcza w wieku szkolnym. Bo ją nam „nakazywano”. A Historia Polski ten nakaz potwierdzała i wzmacniała. Jednak z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że w moim przypadku nie była to jednak nienawiść, bo ja z natury nie potrafię nienawidzić. Były to raczej lęk i odraza.

 

Dzisiaj już wiem, że nie wszyscy Niemcy byli źli, że większość była przeciwko wojnie i faszyzmowi. Że Niemcy też sami bardzo ucierpieli w czasie działań wojennych. Ale tego, żyjąc w Polsce, wiedzieć nie mogłam.

 

Moja rodzina wiele wycierpiała w czasie wojny od hitlerowców. (Ale jeszcze więcej od Sowietów). Kiedy ćwierć wieku temu z duszą na ramieniu dotarłam do Niemiec, byłam bardzo przerażona. Muszę jednak przyznać, że wszystkie moje obawy okazały się być płonnymi. Nigdy mnie tu żadna krzywda nie spotkała. Nigdy! A w Polsce, i owszem, niejedna, chociażby takie, że napadł na mnie seryjny morderca-gwałciciel (pisałam już o tym: LINK), i że parokrotnie zostałam brutalnie okradziona.   

 

Wielu Polaków ciągle ma Niemcom za złe, że przegrali wojnę, a żyje im się o wiele lepiej niż im. Wielu zazdrości im dobrobytu. Ale to, że Niemcy na swój dobrobyt ciężko pracowali i swoją uczciwą i dobrze zorganizowana pracą doszli do tego - co mają, to jakoś do Polaków nie bardzo dociera.

 

Żyjąc już tyle lat wśród Niemców, mogę potwierdzić, że Niemcy to naród nie tylko bardzo dobrze zorganizowany, ale przede wszystkim, wewnętrznie zdyscyplinowany. Czego o Polakach niestety powiedzieć nie można. Dlaczego? Ano dlatego, że Polacy mają we krwi ułańską fantazję (słyną z niej na całym świecie), której nie da się okiełznać jakimiś tam zdyscyplinowaniem.

 

Mówi się, że Niemcy są chłodni w stosunkach międzyludzkich. Wiele w tym prawdy. Ale można się do tego przyzwyczaić. Ba, nawet  tę ich cechę polubić, bo dzięki niej można tu spokojnie żyć, bez obawy, że ktoś się będzie wtrącał w nasze życie. Życie trzeba wieść jednak uporządkowane, bez większych szaleństw, bo nie ma tu miejsca na żadne awantury rodzinne, czy też libacje alkoholowe, jakie nagminnie zdarzają się w Polsce. Na ulicach jest cisza i spokój, zwłaszcza od godziny 22:00 do 6:00. Bardzo to cenię.

 

Pod względem ekonomicznym najlepiej było w Niemczech w latach osiemdziesiątych. Potem, po przyłączeniu DDR, z roku na rok było coraz gorzej. Niemcy Wschodnie bardzo nadszarpnęły budżet państwa.

Zawsze się śmiałam, że żyjąc w Polsce musiałam płacić podatek na rzecz Niemców z DDR, i potem, żyjąc w Niemczech, także. Tyle że nazwa im się zmieniła: z DDR na Niemcy Wschodnie.

 

Obecna sytuacja ekonomiczna Niemiec nie jest jeszcze tak dobra jak ta sprzed 25 lat. Ciągle jest duże bezrobocie i wiele biedoty. Tak że tak całkiem kolorowo i dostatnio - jak się wielu Polakom w Polsce wydaje - wcale nie jest.

 

W Polsce, w środowiskach prawicowych, zwłaszcza propisowskich, wyraźnie widać antyniemieckie nastawienie. To wręcz obsesja, która jest w nich głęboko zakorzeniona. Uważam, że Polacy często widzą Niemców w krzywym zwierciadle. I co gorsza, jak papugi powtarzają jeden drugiemu, co o nich zasłyszeli bez sprawdzania, czy to prawda, czy nie. A jak już ktoś się „odważy” pod jakimś względem chwalić Niemców, to zaraz ma obawy, że mu się za to oberwie od rodaków. Z tego rodzaju obawami wielokrotnie spotkałam się na blogowisku. O czym to świadczy? Wiadomo. A przykład idzie z góry. Dotyczący obsesji antyniemieckiej również. „Dobrym” przykładem jest tu Prezes Jarosław Kaczyński, który cierpi na szczególnie mocną obsesję antyniemiecką. I ciągle daje temu wyraz. O, chociażby ten z ostatnich dni, kiedy to ostrzegając o zagrożeniu ze strony Rosji, grzmiał, iż wojska amerykańskie powinny stacjonować w Polsce, bo wojsk niemieckich, to on sobie nie życzy. Co na to jego 30% popleczników? Przyklaskuje oczywiście. Obsesja antyniemiecka w Polsce ma się więc dobrze. I pewnie jeszcze długo dobrze będzie się miała.

 

Mieszkam w Niemczech wystarczająco długo, by poznać Niemców. I przyznam, że ich polubiłam, szczególnie za ich ład, porządek i super organizację. Mam teraz nawet Niemców w rodzinie. Moja Synowa jest Niemką, a mój Zięć pół Niemcem, pół Francuzem. Teraz, po tylu latach, z ręką na sercu mogę powiedzieć: Niemcy - to moja druga Ojczyzna

 

Uważam, że w Polsce mogłoby być już o wiele lepiej - po tym niemalże ćwierćwieczu niepodległości. Polskę gubi jednak skłonność Polaków do anarchii (pozostałość po anarchii szlacheckiej), a także skłonność do kombinacji i ta wszechobecna ciągle jeszcze bylejakość, samowolka i nagminne łamanie przepisów.

 

W Polsce w wielu dziedzinach są już odpowiednie przepisy, na miarę europejską, ale Polacy, jak to Polacy, nauczeni za komuny kombinowania gdzie się tylko da, uprawiają samowolkę i robią wszystko, aby przepisy skutecznie obejść. A jacy w tych „obejściach” potrafią być pomysłowi, aż zachwyt bierze! Czy są to pozostałości li tylko po komunie? Obserwując to co Polacy w Kraju „wyczyniają”, już tak całkiem pewna nie jestem. Coraz bardziej skłaniam się do wniosku, że są to jednak cechy narodowe większości Polaków.

 

Może jak już wymrze ta tzw. „generacja komunistyczna”, to może wtedy polskie społeczeństwo się zmieni i lepiej będzie funkcjonować w demokratycznym ustroju. Może wtedy Polacy w końcu pojmą, że demokracja, to i owszem - wolność, ale nie samowola. Że to nie tylko prawa, ale też i obowiązki, które trzeba spełniać. I w końcu, że to też dyscyplina, trzeba więc kategorycznie przestrzegać przepisów. Bo inaczej, tałatajstwo skądś wypełzać stale będzie, a razem z nim, chamstwo, bylejakość, niechlujstwo, agresja, nienawiść. 

Może wtedy też kolejne rządy będą już bardziej doświadczone i będą już umiały mądrzej rządzić Polską dla dobra ogółu. Może będą też już potrafiły umiejętnie i konsekwentnie dyscyplinować Polaków pod względem przestrzegania przepisów.

 

W obecnej zaś sytuacji, uważam, że Polacy zamiast topić swoje frustracje w alkoholu, narzekać nieustannie i zazdrościć innym narodom, zwłaszcza Niemcom, powinni brać z nich dobre przykłady... i działać. Skutecznie! A co najważniejsze, powinni wreszcie zwalczyć w sobie nienawiść braterską, jakże w ostatnich latach rozbuchaną. Katolik i nienawiść? Za nic jedno do drugiego nie pasuje.

 

A to obrzydliwe pijaństwo Polaków? Do czego ono doprowadza? Polska zamiast się rozwijać i iść do przodu, leczy kaca, a co za tym idzie, spowalnia swój rozwój.

 

Polacy lubią się chlubić swoim katolicyzmem. Ponoć 96% Polaków deklaruje przynależność katolicką. Co z tego? Pytam. Skoro to - w większości przypadków - nie przekłada się na postępowanie Polaków. W Polsce chyba jeszcze nigdy nie było tyle chamstwa, agresji i nienawiści jak obecnie.

 

Często się zastanawiam, jak to możliwe, że my, Polacy, tak wielki Naród, o jakże pięknej i bogatej kulturze, akurat teraz, kiedy po latach niewoli w końcu odzyskaliśmy niepodległość, pozwalamy na to, by chamstwo i nienawiść szerzyły się w Narodzie? Co się stało? Czyżby Polacy w pogoni za dobrobytem zatracili wartości chrześcijańskie?

 

Polski katolicyzm coraz bardziej mnie przeraża. Bo jak to tak, tylu katolików w Polsce, a braterska nienawiść hula między Polakami aż huczy?! Czy takie ostentacyjne epatowanie nienawiścią (nawet w kościołach) licuje z godnością katolika?

 

Zaczynam podejrzewać, że chamstwo i nienawiść pewnie w Narodzie zawsze były, tylko były mniej widoczne, i mniej słyszalne. Siłą rzeczy, mass media były jeszcze w powijakach.

 

I to moje podejrzenie przeraża mnie jeszcze bardziej… Kocham Polskę, i bardzo chciałabym wierzyć, że się mylę.

 

 

 

 ==========================================================

WYKAZ

wszystkich moich tekstów opublikowanych na blogu

i zalinkowanych - wg kategorii (<kliknij)

---------------------------------------------------------

ZAPRASZAM

na mój drugi blog:

http://PhotoHalszka.bloog.pl/

 

Ostatnie 2 wpisy:

 

 " Fotograficzna zgaduj-zgadula"

"Wędrówka po Bad Buchau, chyboczącym się lesie i prehistorycznym obozie"

 

P2280001.jpg   P3300096.JPG  

 

(klikaj w miniaturki)

 

 ==========================================================

 

 



komentarze (19) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 23 kwietnia 2014

Licznik odwiedzin:  534 442  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O mnie

Piszę, rozkoszuję się przyrodą, zażywając ruchu na jej łonie oraz fotografując ją... a potem znów piszę. W międzyczasie robię też wiele innych, jak mniemam, pożytecznych rzeczy. Lubię żyć aktywnie oraz w miarę moich możliwości, pomagać ludziom. Nie wiem, co to nuda. Dużo się uczę, a uczę się przede wszystkim siebie, aby swoją zdolność bycia szczęśliwym, móc rozwijać jeszcze bardziej… dla siebie, dla innych.

O moim bloogu

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 20 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia tu i tam. Konfrontacja, która czasami potrafi zadziwiać, cz...

więcej...

Mieszkam poza granicami Kraju już ponad 20 lat, dlatego opisywane tutaj moje spostrzeżenia z dnia codziennego, to niejako konfrontacja życia tu i tam. Konfrontacja, która czasami potrafi zadziwiać, czasami denerwować, czasami wręcz bawić i śmieszyć. Publikuję tutaj również swoje wspomnienia, teksty epistolarne oraz fragmenty twórczości, i tej już wydanej, i tej, która czeka wydania.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 534442
Wpisy
  • liczba: 666
  • komentarze: 9062
Galerie
  • liczba zdjęć: 887
  • komentarze: 231
Punkty konkursowe: 5367
Bloog istnieje od: 1734 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Lubię to